niedziela, 18 stycznia 2026

Recydywista

Tylko spokój

Kurt Vonnegut w „Syrenach z Tytana” nazwał ludzi „ofiarami ciągu przypadków”. Znaczy pozbawionymi wolnej woli trybikami w wielkiej maszynie historii, czy nawet rzeczywistości. Wszystko „się po prostu zdarza” jak w „Rzeźni numer pięć”. Walter F. Starbuck, bohater „Recydywisty”, czyli dziewiątej powieści Vonneguta, jest chyba największą ofiarą specyficznej ontologii światów autora i choć nie potrafi jej się oprzeć, to przynajmniej wie, jak jej ulegać z godnością. Choć nauka ta nie przyszła mu z łatwością. 

„Jailbird” z 1979 roku opatrzony jest naprawdę długim prologiem, w którym Kurt Vonnegut przytacza pewien epizod z 1945 roku, który zainspirował go po latach do napisania tej powieści. Ojciec i wuj Vonneguta przedstawili mu wtedy Powersa Hapgooda, przywódcę Amerykańskiej Partii Socjalistycznej i wielkiego działacza związkowego. Hapgood ukształtował postać Starbucka, syna polskiego szofera i litewskiej kucharki pracujących w rezydencji niejakiego Alexandra McCone’a, potomka wielkich amerykańskich fabrykantów i kapitalistów. McCone traktował Waltera jak syna, łożył na jego wychowanie, a nawet wysłał go na Harvard. Walter opowiada w niechronologiczny sposób swoje bardzo trudne życie, kreując się na kompletnego fajtłapę i nieudacznika. W czasach Roosevelta pracuje w Departamencie Obrony, wykonując jakiś mało znaczące obowiązki, nieumyślnie denuncjuje swego kolegę w czasach szalejącego maccartyzmu, żeni się z wyzwolenicą z obozu koncentracyjnego, aby potem zostać kozłem ofiarnym afery Watergate jako kompletnie przez nikogo nie szanowany „doradca prezydenta do spraw młodzieży” i na koniec wpaść w szpony globalnej korporacji.


Pobyty w najróżniejszych więzieniach stają się kamieniami milowymi jego marnego żywota – stąd „Recydywista”. Epizody te stanowią przyczynki do rozliczenia się z przeszłością, jednak Walter nie potrafi wyciągać z niej żadnych wniosków. Nie robi nic, aby cokolwiek zmienić, aby „postawić się” rzeczywistości. Na tylnej okładce polskiego wydania z 2013 roku („Albatros”) możemy przeczytać, że Walter może kojarzyć się polskim czytelnikom z Janem Piszczykiem ze słynnego filmu „Zezowate szczęście” (reżyseria Andrzej Munk, 1960 rok). Film powstał na bazie powieści Jerzego Stefana Stawińskiego „Sześć wcieleń Jana Piszczyka” – główny bohater jest tak samo nieporadny i definiowany nie przez własne działania, lecz zupełnie niezależne od niego czynniki zewnętrzne – polityczne, historyczne, społeczne. Zarówno Piszczyk i Starbuck chcieliby być zauważeni, lecz jest to niemożliwe. Piszczyk nie rozumie, że jest pionkiem. Walter co prawda zdaje sobie sprawę, że jest ofiarą losu, że jego bierność nigdy nie wyprowadzi go z matni – każdy cios przyjmuje z zaciśniętymi zębami, szepcząc: „Tylko spokój” (oto kolejny „refren” Vonneguta, jeden z wielu jakie umieszczał w swoich powieściach).


Kurt Vonnegut patrzy przychylnie na ruchy robotnicze w USA. Gdy Starbuck zostaje zapytany o to, dlaczego wspiera ruchy socjalistyczne, mimo iż sam korzystał od małego na kapitalistycznym dorobku swego mentora, nie płacił za swe studia na Harvardzie i jako syn imigrantów został tak dobrze potraktowany przez swój kraj, odpowiada tak samo jak Powers Hapgood: „Kazanie na górze”. Ateista Vonnegut powołuje się na Chrystusa. Ci, którzy płaczą, będą pocieszeni, cisi posiądą Ziemię. I Starbuck jest konsekwentny w swych przekonaniach do samego końca. Vonnegut koryguje nieco swoje podejście z „Niech pana Bóg błogosławi, panie Rosewater”. Eliot Rosewater rzucał perły przede wieprze, zupełnie bez wyobraźni, bez znajomości tematu. To nie bogaci ludzie wiedzą najlepiej, jak wspomóc cichych i wykluczonych, tych, którzy w przyszłości mogą posiąść Ziemię. To działacze związkowi, ludzie znający potrzeby płaczących od podszewki, mogą dokonać cudów.


Ale żeby nie było – Vonnegut nie przeszedł nagle na czerwoną stronę, serce nie przesunęło mu się jeszcze bardziej w lewo. Nadal trzymając się swej idei o braku wolnej woli człowieka skonfrontowanego z rzeczywistością pozostającą poza jego zasięgiem, pisze powieść całkowicie pozbawioną wątków fantastycznych (pojawienie się na chwilę Kilgore’a Trouta to tylko mrugnięcie okiem do czytelnika) i pisze o problemach całkowicie realnych i jemu współczesnych. „Recydywista” nie jest może jego najlepszą powieścią, skierowana głównie do odbiorców obeznanych choćby trochę z historią Stanów Zjednoczonych dwudziestego wieku.



Tytuł: Recydywista
Autor: Kurt Vonnegut
Tłumaczenie: Jolanta Kozak
Tytuł oryginału: Jailbird
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Wydawca oryginału: Delacorte Press
Rok wydania: 2020
Rok wydania oryginału: 1979
Liczba stron: 376
Wydanie: II
ISBN: 9788381168335

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz