czwartek, 16 kwietnia 2026

Kraina Chichów

Zabawa w Boga


„Kraina Chichów” jest całkiem niezłą powieścią w konwencji realizmu magicznego. Niezłą – zdecydowanie nie podzielam zdania apologetów jej rzekomej genialności i przynależności do literatury grozy. Czyta się to fajnie, choć koncept do przewidzenia w połowie powieści, finał nagły i pospieszny, nie wybrzmiewający w pełni.

Thomas Abbey jest trzydziestojednoletnim nauczycielem języka angielskiego w szkole dla bogatej młodzieży. Całe życie spędza w cieniu swego wiecznie nieobecnego ojca, wielkiego aktora Stephena Abbeya. Gdy w dzieciństwie brakowało mu kontaktu z tatą, znalazł sobie substytut – poczytnego pisarza książek dla dzieci, niejakiego Marshalla France’a. Do tej pory może godzinami rozprawiać o literaturze swego literackiego idola i drży na myśl o znalezieniu jakiegoś unikatowego, starego wydania którejś z powieści France’a. A poza tym kolekcjonuje dziwaczne maski i żyje z dnia na dzień, od jednej nudnej lekcji do drugiej.


Pewnego dnia postanawia coś zmienić. Razem z przypadkowo poznaną dziewczyną, Saxony Gardner, która również uwielbia książki France’a i kolekcjonuje marionetki (!), wyjeżdża do Galen w Missouri, małego rodzinnego miasteczka uwielbianego autora. Zadanie – napisanie rzetelnej, najlepszej na świecie biografii Marshalla France’a. Ponoć mieszka tam niesympatyczna Anna France, córka autora, pilnie strzegąca rodzinnych sekretów. Na miejscu okazuje się jednak, że jest zupełnie inaczej, zarówno Anna, jak i mieszkańcy z przyklejonymi uśmiechami (a także bulteriery, których liczba w miasteczku drastycznie przekracza zdroworozsądkową średnią) są nad wyraz pomocni. „Kraina Chichów” przez niemal trzy czwarte długości jest raczej przeciętną, choć lekko niepokojącą powieścią obyczajową. Pod koniec skręca gwałtownie w kierunku „Strefy Mroku” i obszarów, w których okopał się John Carpenter ze swoim genialnym filmem – „W paszczy szaleństwa”. Carroll nie rozplanował tego zbyt dobrze – główny zwrot akcji przychodzi zbyt późno a jego następstwa trwają zbyt krótko. 


Marshall France jest literackim bogiem – zarówno w przenośni (bo czci go przynajmniej dwójka wyznawców), jak i dosłownie (co potwierdza główne założenie światotwórcze powieści). Podobnie jak Sutter Cane z przywoływanego filmu Carpentera, France urzeczywistnia swą prozę, skazując wymyślone / urealnione przez siebie postacie na z góry określone, zdeterminowane zachowania a także życie według ścisłego scenariusza. W obydwu opowieściach zaciera się granica między prawdą a fikcją a antypatyczny bohater mierzy się ze swym idolem-demiurgiem. U Carrolla mamy jednak surrealizm i niepokojący klimat „Strefy Mroku” podczas gdy Carpenter idzie mocno w kosmiczny horror Lovecrafta. U Carpentera ta metafizyczna gra nie jest subtelną ontologiczną zagadką, lecz brutalnym aktem kreacji – świat pęka pod naporem tekstu, a czytelnik staje się współwinnym apokalipsy, bo to jego wiara w opowieść daje jej realną, niszczącą moc. Carroll nie jest tak bezpośredni.


Podstawową ideą „Krainy Chichów” wydaje się koncepcja kontroli otaczającego świata, a także oporu wobec zewnętrznych prób jej narzucenia. Thomas żyje jak marionetka do czasu przybycia do Galen – to cham, gówniarz i kapryśny dzieciak w ciele trzydziestolatka. Jest ofiarą okoliczności pozbawioną kontroli nad własnym życiem, człowiekiem zdefiniowanym przez ideę „bycia synem słynnego Abbeya”. Rzuca zatem wyzwanie światu, przecina symboliczne sznurki, za pomocą których jest sterowany i rusza zrobić coś po swojemu. Rusza zawładnąć rzeczywistością. Jest oczywiście nadal totalnym dupkiem do momentu, w którym uświadamia sobie, że nadal jest marionetką w rękach Anny, która, podobnie jak Saxony, też kolekcjonuje lalki (choć nie tak dosłownie, rzecz jasna). I dopiero wtedy rozpoczyna się walka Thomasa o prawo do samostanowienia.

Tak jak już pisałem – finał powieści jest zbyt gwałtowny i pospieszny. Od kukiełki do lalkarza powinna prowadzić nieco dłuższa, bardziej wyboista droga. Ale może to tylko moje, niekoniecznie słuszne wrażenie.



Tytuł: Kraina Chichów
Autor: Jonathan Carroll
Tłumaczenie: Jolanta Kozak
Tytuł oryginału: The Land of Laughs
Wydawnictwo: Rebis
Wydawca oryginału: Viking Press
Rok wydania: 2018
Rok wydania oryginału: 1980
Liczba stron: 272
Wydanie: I
ISBN: 9788375105834

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz