Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.
Belgijski twórca komiksowy, Frank van Oppen, którego twórczość znamy już chociażby z omawianego niedawno „Berlina”, jest wielkim miłośnikiem motoryzacji. W wydanym (też niedawno) „Grand Prix” świetnie połączył tę pasję z zamiłowaniem do historii i kronikarskiej metody tworzenia scenariuszy komiksowych. W swoim najnowszym komiksie idzie jeszcze dalej – „Bonneville” charakteryzuje się jedną z najoryginalniejszych form przekazu wśród wszystkich komiksów obecnych dzisiaj na polskim rynku. Metoda twórcza znana z „Berlina”, „Grand Prix”, czy „Brygady żydowskiej” jest tutaj pociągnięta do ekstremum.
Jak wiemy z „Grand Prix”, w latach trzydziestych ubiegłego wieku szukano na naszej planecie dogodnego miejsca do bicia rekordów prędkości. I znaleziono – „Bonneville” jest historią pewnego szczególnego miejsca na Ziemi w pewnym szczególnym czasie, a konkretnie w latach 1959–1968. Jednak zgodnie z tym, co pisze autor komiksu, historia ta zaczęła się dziesięć tysięcy lat temu. Wtedy, pod koniec ostatniego zlodowacenia, poziom wód jeziora, które tysiące lat później naukowcy ochrzczą mianem „Bonneville”, zaczął się obniżać. Obecnie, od maja do listopada, powierzchnię jego suchego dna stanowi półtorametrowa warstwa sprasowanej soli – gładka i twarda jak pas startowy na lotnisku. Słone Równiny Bonneville są niewiarygodnie rozległe, dlatego też zostały wybrane jako miejsce do bicia rekordów prędkości na lądzie.












