wtorek, 25 czerwca 2019

Wtorek przed ekranem #12

John Carpenter
Wspomnienia niewidzialnego człowieka
Worek na zwłoki


Artykuł o Johnie Carpenterze ukazał się pierwotnie w magazynie OkoLica Strachu.


„I want my molecules back!”

Wells po stu latach


Lata osiemdziesiąte się skończyły. Kolejny film Johna Carpentera był znowu wielkobudżetową produkcją ze skomplikowanymi efektami specjalnymi. Tym razem do twórcy „Cosia” zgłosiło się studio Warner Bros z propozycją wyreżyserowania murowanego hitu o facecie, który stał się niewidzialny. Projekt był oczkiem w głowie będącego wówczas u szczytu sławy Chevy Chase’a. Widział w nim możliwość pokazania się od bardziej dramatycznej strony. Nie można przecież być ciągle Clarkiem Griswoldem[6]. Carpenter powiedział: „czemu nie?” i oto w 1992 roku na ekrany kin wchodzą „Wspomnienia niewidzialnego człowieka”, wyprodukowane za wielką, jak na tamte czasy, sumą czterdziestu milionów dolarów. W filmie pojawia się również Daryl Hannah w roli ukochanej bohatera granego przez Chase’a i ścigający go zawzięcie Sam Neill.

Bogaty japiszon, Nick Halloway przybywa pewnego dnia na spotkanie rady nadzorczej w firmie specjalizującej się w rozwijaniu supernowoczesnej technologii. Przepotężny kac zmusza go do ucięcia sobie drzemki w tajnym laboratorium. Okazuje się, że trafił w bardzo złe miejsce w bardzo złym czasie. Niespodziewana awaria powoduje, że Nick staje się niewidzialny, a to nie jest tak świetna sprawa, jak mogłoby się wydawać. Nick nie jest postacią z powieści Herberta G. Wellsa[7], nie pragnie władzy nad światem, nie jest zły do szpiku kości. Chce tylko odzyskać to, co utracił, a przede wszystkim zależy mu na swojej ukochanej. Niestety jego tropem rusza demoniczny agent CIA (niesamowita rola Sama Neilla, który powróci w kolejnym kinowym filmie reżysera), widzący w nim przyszłego super agenta.


Chase dopiął swego, zagrał dość poważnie w porównaniu ze swoim dotychczasowym repertuarem. Film nie był jednak finansowym sukcesem. Nie chwalili go też krytycy, według których połączenie Carpentera i Chase’a spowodowało, że film nie jest jasno zdefiniowany. Stoi w rozkroku między komedią a thrillerem science fiction i nie wie, w którą stronę pójść. Jest w tym trochę prawdy, jednak nie zmienia to faktu, że to po prostu całkiem niezła produkcja. John Carpenter znowu rozczarowany Hollywood skierował swoje kroki ku telewizji po piętnastoletniej przerwie.




„Natural causes... Natural causes... I hate natural causes!”

Opowieści z kostnicy


W latach 1989-1996 wielką popularnością cieszył się serial „Opowieści z krypty”, wyprodukowany przez stację HBO. Strażnik krypty wprowadzał telewidzów w dość komediowe, choć wywołujące czasem dreszcze na plecach, opowieści grozy. W 1993 roku konkurencyjna stacja Showtime postanowiła powalczyć z HBO – powstał pomysł na serial roboczo nazwany „Opowieściami z kostnicy”. Zwariowany, rozkładający się pracownik prosektorium, podobnie jak Strażnik krypty, miał być łącznikiem pomiędzy kolejnymi odcinkami. Serial otrzymał nazwę „Worek na zwłoki”, a do realizacji dwóch pierwszych odcinków zaproszono Johna Carpentera. Nie tylko reżyserował – przełamał swoją niechęć do grania, której nabawił się na planie „Mgły” i wcielił się w postać mocno zalatującego zgnilizną i pijącego formaldehyd koronera, odpowiednika strażnika krypty.

John Carpenter przyznał, że nie przepada za serialowymi antologiami, ale na tę zdecydował się bez wahania. To było lekkie, łatwe i przyjemne zadanie. Pierwszy odcinek to historia dziewczyny, która postanowiła dorobić sobie na nocnej zmianie na stacji benzynowej niedaleko Haddonfield[8] (!). A jak wiadomo okolice Haddonfield obfitują w seryjnych morderców. Świetny, mroczny, klimatyczny odcinek, przepełniony atmosferą zaszczucia i osaczenia. Drugi epizod to aktorski popis Stacy’ego Keacha, który gra faceta około pięćdziesiątki, strasznego bufona i narcyza. Ku jego przerażeniu wypadają mu włosy, co doprowadza go na skraj poczytalności. Postanawia zatem wziąć udział w eksperymentalnej terapii u podejrzanego doktora. Powstał jeszcze trzeci odcinek, tym razem w reżyserii twórcy „Teksańskiej masakry piłą mechaniczną”[9], gdzie Mark Hammill gra postać jakże odmienną od tej, z którą jest zazwyczaj kojarzony[10]. Wciela się tu w baseballistę, który traci w wypadku oko. Eksperymentalny (znowu!) zabieg przywraca mu pełnię wzroku, ale razem z nowym organem bohater otrzymuje również bagaż wspomnień i traum dawcy. Zaczyna się horror.



Stacja Showtime zrezygnowała z projektu po nakręceniu trzech odcinków, zanim którykolwiek trafił na ekrany. Połączono je w jeden film i wzorem genialnej „Strefy mroku”, starszej o dziesięć lat, wyemitowano je razem. Do poziomu „Strefy mroku” czy „Opowieści z krypty” mimo wszystko trochę brakowało. John Carpenter ruszył w paszczę szaleństwa…




[6] Clark Griswold – komediowy bohater, grany przez Chevy Chase’a w cyklu „W krzywym zwierciadle”.
[7] Herbert George Wells, Niewidzialny człowiek, 1897
[8] Haddonfield – miejsce akcji jednego z najsłynniejszych filmów Carpentera, „Halloween”.
[9] „Teksańska masakra piłą mechaniczną” (ang. „Texas Chainsaw Massacre”), reż. Tobe Hopper, 1974

[10] Mark Hammill grał Luke’a Skywalkera w pierwszej trylogii „Gwiezdnych wojen”

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza