środa, 16 listopada 2016

Krwawy Południk


Zło

Krwawy Południk to jedna z powieści Cormaca McCarthy’ego, których akcja osadzona jest w XIX wieku w Ameryce Północnej. McCarthy pokazuje inny Dziki Zachód niż ten wykreowany przez filmy z połowy XX wieku. Nie spotkamy tu Johna Wayne’a w świeżo wypranej i wyprasowanej koszuli, nie ma tu również Kirka Douglasa z błyszczącym uzębieniem i wypomadowanymi włosami. To nie jest także spaghetti-świat Sergio Leone, gdzie pomimo zupełnie innej estetyki niż z Rio Bravo, czujemy jednak w tle pastiszowe promieniowanie łagodzące efekt przekazu. Świat McCarthy’ego to bardziej antywestern Peckinpaha i Eastwooda, tylko że przedstawiony jeszcze bardziej dosadnie, z maksymalną rozdzielczością, wręcz bijącą swoim, pociągniętym do maksimum naturalizmem w czytelnika.

W 1849 roku pewien piętnastoletni chłopiec, zwany przez narratora po prostu „dzieciakiem”, po ucieczce z domu od swojego ojca, wdowca-pijaka, trafia do pewnego miasteczka w północno-wschodnim Texasie. Zdany tylko na siebie, torujący sobie drogę przemocą, jako jedynym wyuczonym sposobem na życie, poznaje demoniczną postać sędziego Holdena. Charyzmatyczny, budzący respekt nie tylko swoim dwumetrowym wzrostem, lecz również inteligencją i bezwzględnością mężczyzna, urasta w oczach dzieciaka do rangi jakiegoś nadczłowieka, istoty spoza znanych mu ludzkich schematów. Sędzia Holden okazuje się być członkiem bandy łowców skalpów, której przewodzi oszalały, opętany koniecznością siania terroru John Glanton. Dzieciak dołącza do grupy Glantona i wstępuje na ścieżkę bezprawia, ścieżkę takiej makabry, która istnieje tylko w nielicznych literackich światach. Takich jak świat wykreowany przez Cormaca McCarthy’ego.


Świat spróchniały, rozpadający się, podlegający niezwyciężonej entropii bardziej niż mogłoby się nam wydawać. Świat z widokiem na archipelagi prowizorycznych, płytkich grobów, na gęsto zwisające szubienice, na stada krążących sępów i worki pełne skalpów, świat-leksykon wymyślnych sposobów zadawania śmierci i cierpienia, świat zasypany pyłem, śmierdzący prochem, potem, krwią i moczem, rozgrzany palącym słońcem i ogniem płonących chałup, dźwięczący kwikiem konających koni, wrzaskiem gwałconych kobiet i wyciem skalpowanych dzieci, świat o smaku spleśniałego, suchego chleba, na pół surowego mięsa znad ogniska i stęchłej wody z kałuży.

O autorze mówi się, że demitologizuje Dziki Zachód. Nie przeczę temu, jednak nie faworyzowałbym tej właściwości jego prozy. Umieszczenie akcji w tym właśnie miejscu i czasie daje dobry materiał do budowy autorskiego przesłania, zaakcentowania motywu przewodniego całej literatury McCarthy’ego. Chodzi o zło, jego ideę, która nie potrzebuje wielkich uzasadnień czy usprawiedliwień. Pisarz pisze o różnych rodzajach zła, różnych jego manifestacjach i źródłach. Zło Johna Glantona to jego narkotyk. Przemoc powstająca z rozpędu, narastająca, stanowiąca pokłosie przemocy wcześniejszej i będąca zarzewiem kolejnej, dająca oczywiście wymierne korzyści, ale przede wszystkim będąca źródłem przyjemności. Co gorsza, jedynym znanym źródłem. Zło dzieciaka funkcjonuje jako konieczność środowiskowa, efekt umieszczenia człowieka w otoczeniu wymuszającym stosowanie przemocy w celu przetrwania, okrucieństwo będące po prostu sposobem na życie. Co gorsza, jedynym znanym sposobem. Zło sędziego Holdena, jako zło w stanie czystym, nieśmiertelna idea. Sędzia to najbardziej enigmatyczna postać w książce, bóg chaosu, apokaliptyczna wręcz istota, popełniająca zbrodnie w sposób wyrachowany i zimny. Postać cynicznie tłumacząca swoje bestialstwa ideą zła, które jest siłą rozwojową ludzkości i uzasadnieniem istnienia ludzkiej rasy. Co gorsza, jedynym uzasadnieniem.

Zło bowiem w świecie Krwawego Południka wywodzi się z tej dziwnej aberracji naszej rzeczywistości, zwanej człowiekiem. Bo tym jest właśnie człowiek w tej powieści – zwykłym wynaturzeniem przyrody, która przecież nie zna pojęcia zła w oderwaniu od pojęcia człowieka. Bohaterowie powieści to widma, wyróżniające się tylko tym, że wydają odgłosy, które przypadkowo układają się w zrozumiałe zdania. Istota człowieka wpleciona jest w mozaikowe tło świata przedstawionego tak mocno, że dialogi, które owe istoty prowadzą, są dosłownie elementem opisowym. Człowiek nie stoi w centralnej pozycji w stosunku do innych elementów świata, jest takim samym nic nieznaczącym pyłkiem jak zwierzęta, rośliny czy wręcz kamienie przy drodze. Ludzie nie mają żadnych wewnętrznych przemyśleń, żadnych psychologicznych przybudówek do swej fizycznej postaci, które pozwoliłyby określić ich „bohaterami z krwi i kości”. I tylko ta jedna, mała z punktu widzenia wszechświata a wielka z punktu widzenia czytelnika, rzecz, jaką jest ludzkie umiłowanie do czynienia zła, robi różnicę. 

McCarthy nie ocenia swoich bohaterów, nie analizuje pobudek ich działania. Nie wyrokuje, nie gani, nie próbuje też usprawiedliwiać. Pisze prostym, zdystansowanym, reporterskim sposobem o wydarzeniach, o niczym więcej. Pisze tak samo beznamiętnie niezależnie od tego czy opisuje zwykłą wędrówkę przez leśne bezdroża czy pobojowisko i stosy spalonych trupów. I jest jednocześnie jedynym znanym mi autorem, którego proza charakteryzuje się wielką prostotą i surowością tekstu, ale jednocześnie wielkim, emocjonalnym wpływem na czytelnika. Bo w Krwawym Południku nie doświadczamy emocji uderzających w nas falami, po których się zbieramy i szykujemy na kolejny przypływ. Tu chodzi o coś innego, o wyczuwalny cały czas niepokój, o narastające konwulsje naszego wewnętrznego poczucia sprawiedliwości, o hipnotyczny trans, w który wpadamy za każdym razem gdy wracamy do lektury. To ta zimna, biblijna narracja, jej stonowany, spokojny tembr literackiego głosu wwierca się nam głębiej w psychikę niż moglibyśmy się spodziewać. „Świat nie może być aż tak zły” – mówimy. „Człowiek nie może być aż tak wyzuty z tych wszystkich cech, które o jego człowieczeństwie stanowią” – mówimy. Chyba się jednak mylimy, otóż może.

Recenzja zamieszczona pierwotnie na Szortal

Tytuł: Krwawy Południk
Tytuł Oryginalny: Blood Meridian
Autor: Cormac McCarthy
Tłumaczenie: Robert Sudół
Wydawca: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: czerwiec 2010
Liczba stron: 444
ISBN: 9788308044766

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz