Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2022-06. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2022-06. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 lipca 2022

Batman. Świt mrocznego księżyca

Bat-Man nie Batman

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Matt Wagner lubi wracać do początków kariery mrocznego rycerza. W 2006 i 2007 roku przedstawił dwie autorskie interpretacje jego klasycznych i bardzo starych już przygód. Batman spotyka szalonego naukowca i złowieszczego mnicha-wampira. Oto Złota Era Komiksu w nowoczesnym wydaniu.

Amerykański scenarzysta i rysownik już raz nas zaprosił w tamte czasy. Jego „Trójca. Superman, Batman, Wonder Woman” pokazała jak wyglądało pierwsze spotkanie trzech najsłynniejszych postaci w historii DC Comics. Drugi komiks Wagnera w ramach egmontowskiego „DC Deluxe” opiera się na bardzo podobnym pomyśle – „Batman. Świt mrocznego księżyca” to dwie sześcioczęściowe, bardzo pulpowe historie z pierwszych lat mrocznego rycerza w Gotham. Policja mu nie ufa, ludzie się go boją a on sam ma… narzeczoną! No tak właściwie to Bruce Wayne – jego ukochana, Julie Madison, córka bogatego biznesmena jest tu niemal równorzędną główną bohaterką.

czwartek, 30 czerwca 2022

Trolle z Troy. Tom 6

Kupa śmiechu czy po prostu kupa?


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.

Ruszamy na spotkanie z trollami po raz szósty i ostatni. Egmont wydał właśnie kolejny tom zbiorczy „Trolli z Troy” – dotarliśmy do epizodów z lat 2016–2019. I na razie więcej w Polsce nie będzie.

Omawiany dziś album zawiera odcinki od dwudziestego pierwszego do dwudziestego czwartego. Christophe Arleston (scenariusz) oraz Jean-Louis Mourier (rysunki) mają już co prawda za sobą kolejny, dwudziesty piąty zeszyt, wydany w pandemicznym 2021 roku, ale potrzeba jeszcze trzech, aby sklecić siódmy tom zbiorczy. Więc jeszcze trochę poczekamy. Tymczasem zobaczmy, co w najnowszym albumie czeka Wahę (ludzką dziewczynę wychowaną przez trolle) i jej przyjaciół.

wtorek, 28 czerwca 2022

Coś zabija dzieciaki. Tom 4

Dziesięć lat wcześniej


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Piętnaście pierwszych odcinków komiksowego horroru autorstwa Jamesa Tyniona IV i Werthera Dell’Edery ukazało się już w Polsce w trzech zbiorczych tomach. Historia została zgrabnie zakończona – teraz przyszła pora na sprawdzenie co było wcześniej. Cofamy się w czasie o mniej więcej dekadę.

„Coś zabija dzieciaki!” – krzyczy z okładki tytuł komiksu. No tak, a główna bohaterka, Erika Slaughter („Ty naprawdę nazywasz się Rzeź?”) od lat zabija rzeczone „coś”. Zaczęła już w wieku dwunastu lat – szesnasty odcinek serii (otwierający omawiany dziś komiks) rozpoczyna się tuż po masakrze rodziny małej bohaterki. Czarny, przypominający kształtem ni to pająka ni to modliszkę, potwór-demon rozerwał na kawałki jej rodziców a potem jakimś cudem trafił do jej przytulanki-ośmiornicy. Tak, to dokładnie ta niepokojąca maskotka, z którą dorosła już Erika podróżuje przez świat w poszukiwaniu monstrów czyhających w mroku i żywiących się ludzkim strachem. Teraz mamy okazję poznać początki jej „kariery”.

niedziela, 26 czerwca 2022

Heavy Liquid

Gęsta zupa


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

W kwietniu pojawił się na naszym rynku jeden z najbardziej specyficznych komiksów roku 2022. Non Stop Comics wydało „Heavy Liquid”, napisany i narysowany przez Paula Pope’a, komiks-psychodelik nie dbający o komfort czytelnika. Znaczy – fajna rzecz.

Pisałem niedawno o „Batmanie. Roku setnym” – futurystycznej wersji człowieka-nietoperza autorstwa Pope’a. Amerykański rysownik ma charakterystyczną, momentami odpychającą a czasami przyciągającą kreskę, która nijak nie wpasowuje się w mainstreamowe schematy. Jego „Batman” był komiksem brzydkim i w tej „brzydocie” wręcz pięknym – podobnie rzecz się ma w przypadku opowieści o „ciężkiej cieczy”. Co to jest „heavy liquid”? „Dziwna metaliczna substancja, w temperaturze pokojowej przypominająca lawę. Ciężka jak ołów, niezwykle żrąca – czym jest naprawdę? Skąd się wzięła? I do czego służy?”. Nikt tego raczej nie wie, a już na pewno nie Stooge, główny bohater komiksu – ulicznik, kombinator, prywatny detektyw, drobny złodziejaszek i cwaniak.

czwartek, 23 czerwca 2022

Trójca

Trzech na trzech


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Superman i Batman spotykają Wonder Woman. Jeszcze podczas zimnej wojny, jeszcze przed powstaniem Ligi Sprawiedliwości, jeszcze w czasach, gdy zarówno wzajemne relacje między bohaterami jak i złowieszcze plany superłotrów były proste… i dość banalne. „Wielka Trójca DC” rusza do akcji.

Co się dzieje? Ra’s Al Ghul, jeden z najbardziej „kreskówkowych” przeciwników Batmana, przerysowany i wręcz wyjęty z filmów o Jamesie Bondzie złoczyńca, znów chce „odnowić Ziemię”. Jego tajne oddziały, znane jako „Czystka”, wierne mu i posłuszne z nie wiadomo z jakiego powodu, szukają bliżej nieokreślonej, ale wiadomo, że groźnej, supertechnologii Lexa Luthora, aby podjąć kolejną próbę oczyszczenia naszej planety z jej mieszkańców. Z lodowych kajdan Antaktydy wyzwolony zostaje dziwaczny, mroczny bliźniak Supermana, znany jako Bizarro a z Themiskiry przybywa zła, zepsuta do szpiku kości, Amazonka i razem dołączają do Głowy Demona (czyli, jak to już wiemy z „Narodzin Demona”, samego Ra’sa Al Ghula).

niedziela, 19 czerwca 2022

Maska. Omnibus. Tom 2

Trzeba zajrzeć tu i tam i dowalić tym i tamtym


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Stanleya Ipkissa już nie ma. Kto inny zakłada teraz zieloną maskę i staje się Wielkim Łbem – tak właściwie robią to wszyscy, do których dziwnym zbiegiem okoliczności trafia ten magiczny artefakt. W drugim „omnibusie” wydanym przez Non Stop Comics znajdziemy pięć nowych opowieści o tym, jak zwykli, szarzy faceci stają się niemal półbogami. Zwariowanymi, kreskówkowymi, niepoważnymi i akceptowalnymi tylko w komiksie – ale w sumie niczego więcej nie oczekujemy.

W pierwszym tomie „Maski” wszystkie scenariusze napisał John Arcudi a wszystkie szalone rysunki wykonał Doug Mahnke. Teraz będzie inaczej – odpowiadają oni tylko za czwartą, króciutką, kilkustronicową historię pod tytułem „Powrót żywego Ipkissa... czy coś”. Tak właściwie jest to swego rodzaju eksperyment narracyjny – moim zdaniem średnio udany i do pominięcia. O wiele ciekawsze są cztery pozostałe, dłuższe opowieści autorstwa najróżniejszych twórców.

czwartek, 16 czerwca 2022

Broń Metabarona

Jodorowsky na pełnej petardzie!


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Gdy minęło pięć lat od zakończenia „Kasty Metabaronów” Alejandro Jodorowsky postanowił wrócić do postaci bezimiennego, kosmicznego wojownika i opowiedzieć o jego kolejnych przygodach. „Broń Metabarona”, wydana w marcu przez Scream Comics, skierowana jest do zagorzałych fanów i znawców „Jodoverse” – komiksowego uniwersum chilijskiego artysty. I do amatorów pięknych obrazków. I chyba do nikogo więcej.

Bezimiennego Metabarona znamy dobrze zarówno z „Incala” jak i z omawianej niedawno „Kasty Metabaronów”, opisującej historię rodu międzygwiezdnych najemników, bezlitosnych i honorowych wojowników żyjących według totalnie nieludzkiego i przerażającego kodeksu. Wydarzenia „Broni Metabarona” toczą się już po wewnętrznej przemianie bohatera z końcówki „Kasty…” ponieważ mamy co prawda małego, sprytnego robota Tonto, ale zamiast skompromitowanego Lothara poznajemy sztuczną inteligencję o imieniu Kornelia. Akcja rozpoczyna się jakby w środku – Metabaron trafia na Omfalos, dziwną planetę-satelitę, będącą „środkiem naszego wszechświata” (który okazuje się obdarzony imieniem Enneada). Ależ to jest dziwadło godne Alejandro Jodorowsky’ego! Enneada otoczona jest przez mózg (!) o nazwie Bihargam, czyli świadomy byt, będący kreatorem marzeń sennych każdej rozumnej istoty, a w jego wnętrzu żyje ośmiu „Intraśnicieli” mających specjalne zadanie dla przybywającego Metabarona. Otóż ma on zdobyć cztery tajemne bronie, dzięki którym będzie można odeprzeć inwazję Hunwyjców, agresorów z innego wymiaru, mentalnych wampirów wypaczających prawa naszego wszechświata. Cokolwiek to znaczy.

niedziela, 12 czerwca 2022

Kasta Metabaronów

Więksi niż życie


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

„Incal” Alejandro Jodorowsky’ego i Jeana „Girauda” Moebiusa odniósł tak znaczący sukces (pomimo bardzo złożonej fabuły i skomplikowanego przekazu), że zaraz po wydaniu ostatniego odcinka powstał prequel, „Przed Incalem”. Na początku lat dziewięćdziesiątych Jodorowsky zdecydował, że pora na spin-offa i poszerzanie uniwersum. Powstała „Kasta Metabaronów”.

czwartek, 9 czerwca 2022

X-Men. Punkty zwrotne. Wojna o Mesjasza

Tysiąc lat w przód, czy trzydzieści w tył?


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Mutanci Marvela mają swój nowy cykl w Egmoncie. W grudniu 2021 roku ukazał się „Kompleks Mesjasza”, pierwszy tom „Punktów zwrotnych”, czyli przedsięwzięcia wydawniczego prezentującego te opowieści ze świata X-Men, które wyraźnie wpłynęły na ich dzieje. Teraz przyszła pora na „Wojnę o Mesjasza”, która, wbrew przewidywaniom, rewolucyjna wcale nie jest.

Fabuła „Kompleksu Mesjasza” obracała się wokół małej, dopiero co urodzonej, dziewczynki imieniem (znamiennym) Hope. Wszyscy chcą ją dorwać – źli mutanci dowodzeni przez Sinistera (aby ją wykorzysta w niecnych celach), chrześcijańskie bojówki „antymutanckie” (aby ją zabić), X-Meni (aby ją ocalić) i dwa mutanci z przyszłości (Bishop i Cable – jeden by zabić, drugi by ocalić, wiadomo). Skąd tyle hałasu o jedno dziecko? Hope jest pierwszym mutantem narodzonym po „Dniu M”, podczas którego dziewięćdziesiąt dziewięć procent homo superior utraciło swoje moce. Nic dziwnego zatem, że gdy na świecie pojawia się nowy nosiciel genu X, w społeczności mutantów zaczyna wrzeć. Dwaj bohaterowie podróżujący w czasie wiedzą jeszcze więcej – w przyszłości odległej o osiemdziesiąt lat mutantów czeka przerażający los i gehenna w obozach koncentracyjnych. Dlaczego tak się stało? Dziecko jest kluczem do zagadki, ale nie do końca wiadomo, czy będzie ono przyczyną tej tragedii, czy może jej zapobiegnie. Bishop i Cable mają odmienne zdania na ten temat – „Kompleks Mesjasza”, wypełniony nieustannymi walkami, pościgami, efektownymi pozami i błyskotliwymi przepychankami słownymi, kończy się przypadkową śmiercią profesora X (nie pomnę którą to już w historii?) i ucieczką Cable’a i Hope w przyszłość. „Nie ma już X-Men” mówi Cyclops nad trupem Charlesa Xaviera i potwierdza tym samym wagę „punktu zwrotnego” jakim był „Kompleks Mesjasza”.

niedziela, 5 czerwca 2022

Aquaman. Antologia

Raz na wodzie, raz pod wodą


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

„DC Deluxe”, ekskluzywny cykl Egmontu, z założenia miał składać się z najważniejszych i najbardziej znanych komiksów DC w całej historii tego wydawnictwa. Omawiany dziś album spełnia te założenia tylko w odniesieniu do jednej postaci – jest komiksową „biografią” jednego z najpopularniejszych bohaterów wydawnictwa. Dziś poznamy bliżej Aquamana – pół-człowieka, pół-Atlantę. Kolesia, „który potrafi gadać z rybami”.

„Aquaman. Antologia” nie jest zestawem najlepszych komiksów DC Comics, nawet gdy ograniczymy wybór tylko do tych, w których pojawił się Aquaman. Jest za to zbiorem komiksów najważniejszych, jeśli chodzi o genezę i superbohaterską karierę tego bohatera na przestrzeni lat. Aquamana wymyśliło dwóch twórców na samym początku lat czterdziestych, kiedy to Superman i Batman zdobywali coraz większą popularność. Mort Weisinger i Paul Norris powołali do życia Johnny’ego Quicka (superszybkiego zawadiakę, którego nie powinniśmy mylić z Flashem mimo ewidentnego podobieństwa), Green Arrowa oraz Aquamana. Cała trójka pojawiła się po raz pierwszy w listopadzie 1941 roku w siedemdziesiątym trzecim numerze popularnej wtedy antologii „More Fun Comics”.

czwartek, 2 czerwca 2022

Łasuch. Powrót

Jak ryba wyjęta z wody

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Jeff Lemire ma swoje pięć minut, które trwa już dobrych parę lat. Facet dobrze wie, jak pisać (a nawet rysować) komiksy – w zeszłym roku jedno z jego najważniejszych dzieł doczekało się nawet telewizyjnej adaptacji. No właśnie – „Łasuch” na Netflixie ukazał się razem z sequelem jego komiksowego pierwowzoru. Teraz, po roku, „Powrót” wyszedł w końcu w Polsce.

Oryginalny „Łasuch” Jeffa Lemire’a był naprawdę świetnym komiksem. Opowiedziany i narysowany w jakże charakterystycznym, grającym na emocjach i lekko odstręczającym, stylu, zapraszał do rzeczywistości koszmarnej i jednocześnie niebywale hipnotyzującej. Gus, mały chłopiec-jelonek, rusza wraz z „Wielkoludem” Jepperdem w świat rażony apokalipsą. Ludzie umierają masowo na nieznaną zarazę, której wybuch w niewytłumaczalny sposób zbiega się w czasie z narodzinami „hybryd”, czyli ludzkich dzieci obdarzonych zwierzęcymi cechami anatomicznymi. Mesjanizm, biblijna narracja, przemoc i liczne nawiązania do popkultury – niesamowita opowieść z świetnym finałem. Nie napiszę oczywiście, jak się „Łasuch” skończył – osoby czytające tę recenzję doskonale to wiedzą lub w tej chwili przestają ją czytać. Dlaczego? Ponieważ lektura „Łasucha. Powrotu” nie ma większego sensu bez znajomości oryginalnej serii.