Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stanisław Lem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stanisław Lem. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 31 października 2019

Maska

Gdzie byłam — byłom!? — przedtem? Skąd się wzięłam?




Artykuł należy do serii "Nie długość się liczy" #13


…byłam szlachetnie nikczemna i wolnością zniewolona, żeby czynić nie to, co było mi nakazane wprost, lecz to, czego we wcieleniu moim sama chciałam…


„Na początku była ciemność i zimne płomienie, i huk przeciągły…” – tak zaczyna się jedno z najważniejszych opowiadań Stanisława Lema. Tekst ten, opublikowany pierwotnie w magazynie „Kultura” w 1974 roku, zaczyna się podobnie jak słynny, wydany rok wcześniej, „Robot” Adama Wiśniewskiego-Snerga. Z otchłani pustki i niebytu na światło dzienne wydostaje się świadomość – narrator(ka), początkowo używając(y/a) dukajopodobnej koniugacji (byłom!), stopniowo nabiera konkretnych kształtów, aby ostatecznie, po nadejściu „przypływu płci”, zaprezentować się czytelnikowi jako kobieta, żyjąca na królewskim dworze, jakby wyjętym prosto z „Cyberiady”.

niedziela, 27 października 2019

Niezwyciężony

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas

W oczekiwaniu na „Niezwyciężonego” – nowy komiks Rafała Mikołajczaka, który zapowiada oficyna Booka – przypomnijmy sobie jego książkowy pierwowzór. Krótka powieść Stanisława Lema, która po raz pierwszy ukazała się w 1964 roku w zbiorze „Niezwyciężony i inne opowiadania”, kontynuuje myśl autora mistrzowsko sfabularyzowaną we wcześniejszej „Solaris” i sfinalizowaną potem w jednej z najlepszych powieści Mistrza – „Fiasku”. Ludzie, uzbrojeni w naznaczone antropocentryzmem szkiełko i oko, spotykają Obcość.

 „Niezwyciężony”, krążownik drugiej klasy, największy statek jakim dysponowała baza w konstelacji Liry, ląduje na pustynnej planecie „Regis III”. Zadaniem załogi, dowodzonej przez apodyktycznego astrogatora Horpacha, jest odnalezienie „Kondora”, bliźniaczej jednostki, z którą jakiś czas temu urwał się kontakt. Głównym bohaterem powieści jest nawigator Rohan, zastępca Horpacha, który stopniowo odkrywa tajemnice marsopodobnego globu. Białkowo-węglowe życie występuje tu tylko w głębi oceanów, na lądach mamy wyłącznie bezkresne pustynie. Załoga znajduje też tajemnicze konstrukcje z niby-metalu – „miasto” przywodzące na myśl lokację opisaną przez Lovecrafta w słynnym opowiadaniu „W górach szaleństwa”. Czujemy dreszcze na plecach, prawdziwy horror zaczyna się jednak dopiero, gdy odnaleziony zostaje wrak „Kondora”. Grozę wywołaną tym, co znajduje się na jego pokładzie potęguje jeszcze jedno odkrycie. Ekipa badawcza z „Niezwyciężonego” trafia na wielką, czarną „chmurę”, która zdaje się mieć tylko jeden cel – zniszczenie przybyszów z innej planety.

poniedziałek, 6 lutego 2017

Fiasko

Człowiek jako bariera ostateczna

Stanisław Lem w przedmowie do Doskonałej próżni stwierdził, że „pisanie powieści to utrata swobód twórczych”. Było to w okresie, gdy był przede wszystkim eseistą a dopiero potem powieściopisarzem. Ale mimo takiej zmiany kursu, Stanisław Lem wydał w latach osiemdziesiątych XX wieku swoje trzy ostatnie powieści. Wizja lokalna i Pokój na Ziemi to pożegnanie z Ijonem Tichym w wielkim stylu. A ostatnia rzecz - Fiasko, czyli ostatnie spotkanie z Pirxem, to arcydzieło. Tak oto Lem, odchodzący od beletrystyki, spuentował ten właśnie obszar swojej twórczości – powieścią genialną.


To, że na Ziemi rozwinęło się rozumne życie jest wygraną na loterii. Skoro jednak graczy (planet) jest niezliczona ilość, to ktoś wygrać musiał i nie ma tutaj mowy o jakimś niebywałym szczęściu, dzięki któremu zaistnieliśmy. Zatem porozumienie z innymi takimi szczęściarzami, którzy trzymają w ręku zwycięski kupon, powinno być kwestią czasu. Fiasko jest powieścią o takim właśnie kontakcie a właściwie o próbie jego podjęcia. Stanisław Lem daje się poznać jako wielki pesymista w tej kwestii, rozwiewa wszelkie nadzieje. Powieść ta jest ostatecznym postawieniem kropki nad i oraz gorzkim podsumowaniem tego nurtu jego twórczości. Nawiązanie kontaktu zakończonego sukcesem (jeśli sukcesem możemy nazwać wymianę informacji pomiędzy kosmicznymi cywilizacjami) jest bliskie zeru, jeśli nie równe. I to z wielu powodów.

piątek, 9 grudnia 2016

Pokój na Ziemi


Ostatnia opowieść o Ijonie Tichym i przedostatnia powieść Lema. Ijon Tichy ma problem. Uległ bowiem kallotomii podczas swojego pobytu na księżycu. Jego mózg został w niewyjaśniony sposób podzielony na funkcjonujące niezależnie dwie osobowości (ukryte w dwóch rozłącznie działających półkulach mózgu). Tichy, za pomocą niepełnych danych z lewej półkuli (której to osobowość jest narratorem w powieści) próbuje zrekonstruować swój pobyt na księżycu i zrozumieć co się tak naprawdę wydarzyło. 

Otóż Tichy, w postaci zdalnika (swojego awatara, sztucznego ciała zawiadywanego z bezpiecznego miejsca na księżycowej orbicie) wybrał się na ziemskiego satelitę, aby dokonać inwigilacji przebiegu nowego procesu wyścigu zbrojeń. W przyszłości wszystkie siły wojskowe, wszystkich państw na świecie, prowadzić będą zimną wojnę, całkowicie pozbawioną ludzkiego udziału. Awatarem na Księżycu sterował już kiedyś Philip K. Dick w swej Słonecznej Loterii, jednak idea i przesłanie obydwu powieści są całkiem inne.

U Lema, coraz szybszy postęp technologii doprowadził do stopniowego „obezludnienia” sił zbrojnych. Po co człowiek ma ryzykować własnym zdrowiem i życiem, skoro można wysłać na wojnę samolot bezzałogowy lub robota? Takie podejście do zagadnienia wojny i zbrojeń powoduje gwałtowne przyspieszenie rozwoju technologii. Wprost nieokiełznane, prowadzące do sytuacji, w której każdy kraj musi inwestować w wojskowość w nieograniczony sposób, aby nie wypaść z gry i aby nawet na milimetr nie opuścić lufy pistoletu skierowanego na wroga, przy jednoczesnej świadomości, że taka samą lufę ma przystawioną do skroni. A lufy te z czasem zamieniają się z pistoletowych na armatnie, coraz większe i większe.

piątek, 18 listopada 2016

Wizja Lokalna


Wizja Lokalna to jedna z trudniejszych książek Lema. Zaawansowana prognoza rozwoju ludzkiej cywilizacji (na przykładzie planety o nazwie Encja) w dwojakim wydaniu. Wydanie pierwsze - kraj Kurdlandii, reżim totalny, tłamszący każdy przejaw wolności i indywidualności swoich podwładnych. Wydanie drugie – kraj Luzanii, wolność totalna, uszczęśliwiająca na siłę i wiedząca lepiej (za sprawą bystrów i etykosfery) co jest lepsze dla wszystkich mieszkańców. Widać wyraźnie jakie dwa mocarstwa, bieguny ideologiczne z 1981 roku Lem wziął na tapetę. I nie jest tu jakoś bardziej wyrozumiały dla tego zamorskiego „raju”, do którego wzdychali ludzie przygwożdżeni szarą rzeczywistością stanu wojennego.

Jest to jednak chyba coś więcej niż tylko proste nawiązanie do sytuacji na świecie z początku lat osiemdziesiątych. Stanisław Lem na przykładzie Luzanii krytykuję ludzką tendencję do obdarowania technologii coraz większym kredytem zaufania. Technologiczna osobliwość (w bardzo osobliwym wydaniu), która eksplodowała na Encji, nie kieruje się zdrowym rozsądkiem, nie jest ludzka w swym zapamiętaniu. To przecież tak naprawdę program, doskonały twór jak Golem XIV, który wymknął się już ludzkiemu poznaniu i nie jest prognozowalny. To zagrożenie jest jeszcze większe niż jakieś ludzkie państwa totalitarne, które kiedyś i tak przecież upadną. Wyzwolenie intelektu z biologicznej formy i puszczenie go samopas, dehumanizuje wszystkie jego cechy. To jest największe niebezpieczeństwo.

Przedostatnie spotkanie z Ijonem Tichym przywodzi na myśl zarówno Dzienniki Gwiazdowe jak i Kongres Futurologiczny. Lem jednak tym razem (wzorem Głosu Pana) przesunął suwak definiujący „beletrystyczność” swojej twórczości mocno w stronę eseistyki, używając przygód Tichego tylko jako wygodnego nośnika idei. Cecha chyba już charakterystyczna dla późnego Lema. 

Tytuł: Wizja Lokalna
Autor: Stranisław Lem
Wydawca: Agora
Data wydania: 2010
Liczba Stron: 266
ISBN: 9788375525809

środa, 16 listopada 2016

Biblioteka XXI wieku. Golem XIV



Stanisław Lem tak tłumaczył swój odwrót od tradycyjnej powieści na rzecz apokryfów: 
„Zawsze starałem się sprowadzić do minimum wkład fabularyzacyjny. Od dawna nużyła mnie ważkość opowiadania, że «markiza wyszła z domu o piątej». Po cholerę mi markiza, jej dom i godzina piąta. Trzeba powiedzieć tylko to, co konieczne. Przekonałem się, że produkując streszczenia i wstępy mogę w tym samym czasie zrobić znacznie więcej rzeczy, na których mi zależy jako na eksperymentach modelowych, niż gdybym poświęcił każdej z tych rzeczy pełny wysiłek, w dużej mierze tylko rzemieślniczy. Gdybym nie miał świadomości, że jestem bytowo ograniczony do jakichś sześćdziesięciu, siedemdziesięciu lat i że niedługo mój umysł zacznie się z postępującym przyspieszeniem dezintegrować, to może pozwoliłbym sobie jeszcze na nieskrótowe zajmowanie się pewną domeną eksperymentów literackich. W tej sytuacji jednak czuję się usprawiedliwiony tym, że jestem przynaglany okolicznościami, które ode mnie już nie zależą”.
Znaczy ilość i jakość pomysłów u coraz starszego Lema zamiast maleć (bo lepiej spocząć na laurach i spijać śmietanę) rośnie. I obawa o brak czasu na przelanie tego wszystkiego na papier jest coraz bardziej uzasadniona. I jest to też pewien sprytny wybieg – włożenie swoich niejednokrotnie kontrowersyjnych tez w usta (fikcyjnych co prawda) autorów wstępów i przedmów do (nieistniejących oczywiście) powieści, daje pewien komfortowy bufor chroniący Lema przed zewnętrzną krytyką. Łagodzi odautorski rys światopoglądowy i może sugerować dystans autora do przedstawianych treści.

„Eseje” z tego tomu są trudniejsze, bardziej zaawansowane intelektualnie i złożone niż w Doskonałej Próżni. Wielkość Urojona, Prowokacja i Biblioteka XXI wieku to tomy kiedyś wydane samodzielnie, teraz zebrane razem – widać nieco brak powiązania ideowego pomiędzy nimi, co nie ujmuje im oczywiście ładunku intelektualnego.

Jednak najważniejszym, najlepszym i najtrudniejszym tekstem jest Golem XIV. Prawdziwe myślowe monstrum. Superkomputer GOLEM po przekroczeniu bariery osobliwości technologicznej i osiągnięciu inteligencji przekraczającej ludzką, w kilkuczęściowym, filozoficzno-naukowym wykładzie przedstawia swoją teorię Człowieczeństwa, Rozwoju, Ewolucji, Rozumu i kresu (wedle GOLEMA bardzo bliskiego) możliwości rozwojowych naszej ludzkiej cywilizacji. Jednym z problemów który porusza Lem/GOLEM jest pewien paradoks. Paradoks dualizmu umysł/ciało. Aby rozwijać mózg/umysł musimy porzucić naszą ludzką ograniczającą jego rozwój białkową powłokę i tym samym przestać być ludźmi. Jeśli chcemy jednak ludźmi pozostać - przystać musimy na stop rozwoju naszej inteligencji i nadchodzącą dominację technologii i SI nad naszym rodzajem (rozwoju ich inteligencji nie blokuje zgoła nic). A to tylko jeden z ciekawych tematów, które porusza komputer-filozof – czy złożoność organizmów powstałych w toku ewolucji oznacza, że są bardziej doskonałe niż organizmy proste? Czy może wręcz przeciwnie – następuje degradacja jakości kolejnych tworów ewolucji? I czym ewolucja jest w zasadzie? Czym się kieruje – umożliwieniem przetrwania organizmów czy może raczej kodu DNA, który traktuje organizmy tylko jako narzędzia do walki o swoje przetrwanie? Czy rozum jest naszym błogosławieństwem darwinowskim świecie czy może przekleństwem? Czy Einstein miał rację twierdząc, że „Bóg nie gra w kości”? Czy my, ludzie, tkwiąc wewnątrz poznawanego kosmosu, mamy szansę na pełen opis i wytłumaczenie zjawisk w nim zachodzących? Czy kosmos poznawany jest poznawalny z tej wewnętrznie usytuowanej pozycji obserwatora? I wreszcie czy wszelkie antropocentryczne sposoby tłumaczenia świata nie są przypadkiem totalnym absurdem?

Stanisław Lem ukryty za GOLEMem XIV mierzy się z tymi problemami. Polecam zmierzyć się z nimi również.


Tytuł: Biblioteka XXI wieku. Golem XIV
Autor: Stanisław Lem
Wydawca: Agora
Data Wydania: 2009
Liczba stron: 336
ISBN: 9788375525717

niedziela, 13 listopada 2016

Doskonała Próżnia



Jakoś nigdy za dużo nie słyszałem/czytałem o tej książce. To chyba jedna z niedostatecznie docenionych książek Lema. Znakomite intelektualne wywody autora pod przykrywką recenzji nieistniejących książek. Każda z tych recenzji mogłaby być materiałem na powieść lub przynajmniej sążnisty esej. Może i dobrze, że Lem ograniczył się do tej formy - skondensowana dawka erudycji i brawurowy popis filozofii robi naprawdę wielkie wrażenie. 

Czego tu nie ma: szydercze spojrzenie na tworzenie i analizę literatury; rozprawa z błędną interpretacją prawdopodobieństwa zdarzeń z powodu stawiania siebie samego w wyróżnionym punkcie wszechświata; unieważnienie przeświadczenia o wyższości biologicznego życia i świadomości nad programami komputerowymi działającymi na podobnej zasadzie; definicja geniuszu, który jest niedostrzegalny tylko z powodu tego, że porusza się zupełnie innymi koleinami niż te wytyczone przez sposoby interpretacji otaczającego świata ukształtowane przez tysiące lat ewolucji; dywagacje na temat umocowania człowieka w kulturze i zasadność tego umocowania w obliczu rozwoju technologicznego, który otwiera wachlarz niedostępnych do tej pory możliwości kreacyjnych; nowa wersja wygnania z raju i nowa wersja Drzewa Poznania Dobra i Zła; wreszcie czesząca neurony Nowa Kosmogonia.

Rewelacja, jak zwykle.

Tytuł: Doskonała Próżnia
Autor: Stanisław Lem
Wydawca: Agora
Data wydania: 2008
Liczba stron: 224
ISBN: 9788375524062

sobota, 12 listopada 2016

Pamiętnik znaleziony w wannie


Kamuflaże, maski, imitacje, fałszywe pozy


Pamiętnik znaleziony w wannie, wydany po raz pierwszy w 1961 roku, jest jedną z najlepszych i najważniejszych powieści Stanisława Lema. Jest to jednocześnie jedna z jego najtrudniejszych i najbardziej filozoficznych książek – wielość interpretacji (zarówno tych powierzchownych, rzucających się na pierwszy rzut oka, jak i głębokich, sięgających samej esencji Lemowego światopoglądu) tylko to potwierdza. Dla mnie jest to bezpośrednia kontynuacja rozważań, które Lem podjął w Śledztwie kilka lat wcześniej. Tym razem jednak autor spogląda na zagadnienie bytu i możliwości jego poznania jeszcze szerzej.

Bezimienny bohater, autor tytułowego pamiętnika znalezionego w wannie, zostaje zwerbowany przez Gmach do wykonania Misji. Gmach to budynek-moloch przepełniony biurami, pomieszczeniami, w których przebywają podwójni, potrójni, poszóstni agenci, szpiedzy, sekretarki, biurokraci, i inne groteskowe indywidua wykonujący niezdefiniowaną pracę, kojarzącą się jednak wyraźnie z totalitarnym aparatem państwowym. Nikt nie informuje bohatera dokładnie, na czym jego Misja ma polegać, gdzie może znaleźć do niej instrukcję, jaki jest jej cel. Za każdym razem, gdy już mu się wydaje, że jest na właściwej drodze, okazuje się, że błądzi, że patrzy na fałszywy obraz rzeczywistości, że interpretuje ją nieprawidłowo. Miotany od jednego biura Gmachu do drugiego, biorący udział w groteskowych, irracjonalnych dialogach, odkrywający, że ludzie, których spotyka, nie są tym, za kogo się podają, pozbawiany na każdym kroku jakiejkolwiek sensownej podstawy, na której może osnuwać swoje dalsze działania, nasz bohater staje na skraju obłędu. 

Pobieżne czytanie może wskazywać na to, że Lem w mocno kafkowskim stylu i za pomocą kafkowskiej metody, napisał satyrę na ówczesny, rodzimy reżim socjalistyczny i jego monstrualnie rozbudowaną strukturę tajnej agentury, biurokrację, absurdy administracyjne, czy wreszcie trwanie w orwellowskim kłamstwie i pozorach, które uznawane są powszechnie za prawdę. Na ten trop dodatkowo może prowadzić inny element powieści – jest to pamiętnik znaleziony w państwie o nieprzypadkowo znajomej nazwie Ammer-Ku. Więc, być może Lem robi zmyłkę dla cenzury, podsuwa jej fałszywą wskazówkę, rzekomo pisząc o wynaturzeniach systemu politycznego i administracyjnego kapitalistycznych Stanów Zjednoczonych, mrugając jednocześnie do inteligentnego i domyślnego odbiorcy. 

Nic bardziej błędnego. Taka satyra nie była celem Lema. Poprzez fabularne wplątanie bohatera (nic nieznaczącej kruszyny w porównaniu z gigantyczną instytucją) w machinę biurokratyczną, sieć niedopowiedzeń i fałszywych tropów, autor nie chce wcale wystawić świadectwa systemowi. To tylko środek (bardzo dobrze dobrany) do osiągnięcia celu, którym jest filozoficzna rozprawa na temat podstaw organizujących świat, w którym egzystujemy i to, w jaki sposób my-ludzie możemy zmierzyć się z interpretacją zasad ów świat definiujących. Więc Lem używa zmyłki nie tylko wobec cenzora, z którym przyszło mu się mierzyć w czasach głębokiego PRL. On zwodzi również nas, czytelników.

No właśnie – pozory, fałsz, interpretacje, szyfry. To klucz do zrozumienia Pamiętnika.... Sam bohater oraz osoby, które spotyka, to wydmuszki pozbawione twardych podstaw, które uzasadniałyby ich egzystencję i działania. To papierowe figury służące tylko do wygłaszania bezsensownych tez i wykonujących irracjonalne czynności, które uzasadnia nie tyle zamiar osób je wykonujących, co pewna alegoria, za pomocą której autor książki, jak swego rodzaju istota z wyższego poziomu egzystencji, próbuje wyłożyć czytelnikowi swoją filozofię ontologiczno - epistemologiczną. 

Podobnie jak w Śledztwie, człowiek to stworzenie ubogie poznawczo. Gmach symbolizuje nasz wszechświat, u podstaw którego widzieć chcielibyśmy jasno organizujące go reguły. Nasza ludzka natura nie przyjmuje bowiem do wiadomości tezy poddającej w wątpliwość istnienie takich zasad. Takie przypuszczenie odbiera ludzkiej egzystencji sens, zatem przez całą swoją historię nasz gatunek nadaje szczegółowe znaczenia wszystkim zaobserwowanym składnikom rzeczywistości, systematyzuje pojęcia, semantyka jest naszą największą opoką. To, co niezrozumiałe, ubieramy w szaty "tajemnicy". Wszystko to, co obserwujemy, czego doświadczamy - istnieje dla nas w ramach naszej percepcji, w ramach znaczeń, które nadajemy oglądanym zjawiskom. To sztuczne ubieranie elementów świata w pojęcia może fałszować poprawny obraz rzeczywistości, kamuflować prawdę, udaremniać obiektywny wgląd w naturę kosmosu. Ba, być może nawet uniemożliwia pojęcie i przyswojenie prawdziwej zasady rządzącej bytem - a mianowicie tego, że zasady brak. Nie ma planów, klucza, nic nie ma - jest tylko Gmach, jako niepoznawalny, ale spójny wszechświat, byt emergentny stanowiący dużo większą całość, niż ta antycypowana z właściwości jego elementów. Chociaż i to nie jest pewne - bo czy istnieje ktokolwiek, kto mógłby wyrwać się z semantycznego horyzontu zdarzeń i potwierdzić i tę, karkołomną hipotezę?

Pamiętnik znaleziony w wannie to chyba najbardziej wymagająca książka Stanisława Lema. Może dlatego wśród wszelakich dyskusji i podsumowań twórczości pisarza nie pojawia się tak często jak Solaris, Powrót z Gwiazd, Cyberiada czy Fiasko (powieści skądinąd również genialne). A to wielki błąd - nie można mówić o Lemie i analizować jego dorobku bez znajomości Pamiętnika.... Pozostaje mi tylko zachęcić wszystkich do próby zmierzenia się z tą pozycją. Ekstremalne przeżycia gwarantowane.

Recenzja zamieszczona pierwotnie na Szortal

Tytuł: Pamiętnik znaleziony w wannie
Autor: Stanisław Lem
Wydawca: Agora
Data premiery: 2009
Liczba stron: 216
ISBN: 9788375524130

Astronauci



Tutaj już widać wymuszony przez władze dydaktyzm. Komunizm zaprowadził powszechny pokój i dobrobyt na całym globie. Sahara użyźniona wodą z Morza Śródziemnego zamieniła się w raj na ziemi a ludzie budują sztuczne słońca nad biegunami w celu roztopienia lodowców i likwidacji zimnych prądów morskich.

Wiele jest takich kwiatków w tej książce - politowanie mogą budzić zarówno hymny wyśpiewywane przez Lema na cześć komunizmu (ale i tak są one w miarę stonowane i obowiązkowe ze względu na realia w których wtedy pisał) jak i naukowe skuchy, które popełnił. Tylko, że trzeba wziąć poprawkę na dwie rzeczy: dzisiaj łatwo po 65 latach pokazywać palcem gdzie Lem spudłował mając za sobą bagaż tysiąca książek SF i nawał literatury popularnonaukowej. Ja przymykam oko na te rzeczy i doceniam pierwszą lemową pełnoprawną powieść science fiction, trochę chyba ukształtowaną książkami Verne’a bo czytając ją nie mogłem się oprzeć porównaniom z bardzo dawno już czytanym Vernem właśnie. Po drugie jest to chyba pierwsza (może mnie ktoś poprawi jeśli się mylę) polska książka science fiction, którą można nawet podciągnąć pod "hard" - przygody astronautów są zdecydowanie drugorzędne w stosunku do konceptów naukowych i filozoficznych, które Lem chce przekazać. I przedstawia je dość szczegółowo - czasami to wręcz wykład popularnonaukowe.

Astronauci to nadal nie jest skok wzwyż w porównaniu z Człowiekiem z Marsa czy Szpitalem Przemienienia. Ja ją stawiam nawet nieco niżej niż te dwie pierwsze. Ale powtórzyłem czytanie z wielką przyjemnością. Choćby dla rodzącej się wtedy afirmacji Lema dla humanizmu i powątpiewaniu w ślepe zawierzenie tylko i wyłącznie metodzie naukowej (widać to w opowieściach załogantów po drodze z Ziemi na Wenus).


Tytuł: Astronauci
Autor: Stanisław Lem
Wydawca: Agora
Data premiery: 2009
Liczba stron: 328
ISBN: 9788375525755

Szpital Przemienienia



Szpital Przemienienia to pierwsza część trylogii Czas Nieutracony. Druga i trzecia część, pisane pod dyktando czerwonej władzy, zostały ostatecznie odrzucone przez Lema, jako coś, co praktycznie nie jest jego autorstwem i tak odbiega od jego własnego światopoglądu, że nie powinno być wydane. Tom pierwszy wywinął się jeszcze cenzurze i jedynoprawdzie socjalistycznej - Lem pisze swój pierwszy traktat filozoficzny. Jeszcze bez tej siły rażenia i potęgi jakie mają jego późniejsze rzeczy, ale i tak warty przeczytania. Najlepsze są tu rozmowy Trzynieckiego (wg mnie Lem wzorował się przy tworzeniu tej postaci na własnej osobie) z pacjentem szpitala - poetą Sekułowskim. Sekułowski to totalny nihilista moralny, w przeciwieństwie do głównego bohatera. Stefan Trzyniecki próbuje cały czas szukać pewnych punktów do umocowania stałych wartości moralnych - odpowiedź kto ma rację, nie jest tutaj jednoznacznie podana. 

Chociaż sam Lem według mnie jednak skłania się ku swojemu literackiemu alter-ego, świat z płynnymi fundamentami moralnymi jest chyba nie do zaakceptowania. (Swoją drogą, jak czasem wchodzę w dysputę z jednym moim znajomym, który nie widzi możliwości zaistnienia stałych moralnych i etycznych nie wywiedzionych z religii to podaję mu właśnie przykład Lema - ateisty, który wg mnie takie stałe jednak zakłada). i może w kolejnych częściach Lem rozwija temat ale ja ich już raczej nie przeczytam (bo i skąd?). Aha, warto też przeczytać umieszczoną na koniec książki korespondencję Lema z księdzem Obirskim, świetna rzecz.


Tytuł: Szpital Przemienienia
Autor: Stanisław Lem
Wydawca: Agora
Data premiery: 2008
Liczba stron: 206
ISBN: 8375524093

Człowiek z Marsa, Opowiadania młodzieńcze, Wiersze


Człowiek z Marsa był czytany przeze mnie właśnie po raz drugi. USA, lata powojenne, tajne laboratorium badawcze jak w strefie 51, młody reporter amerykańskiej gazety wciągnięty w wir wydarzeń, których kompletnie nie rozumie. I tutaj pojawia się też wstęp do jednego z głównych obszarów zainteresowań Lema – do próby kontaktu z obcą inteligencją. I od razu Lem przyjmuje stanowisko negatywne – nawet jeszcze ostrzej postawione niż w późniejszych książkach. Obcy to zło absolutne, nie tylko nie można się porozumieć a wręcz należy uniemożliwić jakąkolwiek próbę kontaktu. Obca cywilizacja u Lema uosabia tutaj chyba państwo totalitarne jako coś na wskroś przerażającego i groźnego. Potem ten radykalizm nieco słabnie - to brak wspólnego mianownika komunikacyjnego jest kluczowy.

Opowiadania związane z tematycznie głównie z II wojną światową, pisane „dla chleba” do różnego rodzaju periodyków i gazet. Najlepsze opowiadanie to Obcy – oderwane właśnie od tej tematyki i stanowiące już pierwszy znak mówiący o tym w jakim kierunku podążać będzie Lem w późniejszym pisarstwie (fantastyka naukowa). Lem zaczyna też już tworzyć swoje powieściowe alter-ego z wczesnego okresu pisarstwa czyli Stefana Trzynieckiego, późniejszego bohatera Szpitala Przemienienia. Młody dwudziestoparoletni lekarz medycyny w realiach drugiej połowy lat czterdziestych, szukający swojej drogi w życiu.


Tytuł: Człowiek z Marsa, Opowiadania młodzieńcze, Wiersze
Autor: Stanisław Lem
Wydawca: Agora
Data premiery: 2009
Liczba stron: 488
ISBN: 9788375525731

Śledztwo.Katar.



Stanisław Lem miał bardzo szeroki wachlarz zainteresowań. Rozważania nad możliwością kontaktu z obcą cywilizacją, rozwój cybernetyki, mniej lub bardziej zawoalowana krytyka systemu politycznego w Polsce i, między innymi, coś, co niektórych czytelników szczególnie fascynuje w literaturze science fiction, czyli zmagania z ontologią i epistemologią. Dwie nowele wydane zbiorczo w cyklu Biblioteka Gazety Wyborczej poruszają właśnie zagadnienia z tego ostatniego obszaru.


Śledztwo to zdawać by się mogło po prostu nowela utrzymana w duchu klasyki angielskiego kryminału. To tylko częściowo prawda, możemy tutaj mówić raczej o antykryminale. Forma przedstawienia fabuły wybrana została przez Lema celowo - służy po to, aby wyolbrzymić sposób przedstawienia tezy o ułomności ludzkiego postrzegania. Wydaje mi się, że żaden inny sposób niż wypaczenie kryminału nie byłby wystarczająco mocny. No bo czymże jest klasyczny kryminał, tak w wielkim uproszczeniu? Detektyw, zbrodnia, SPRAWCA, ofiara, motyw i rozumowanie indukcyjne, jako niezawodny sposób dojścia do rozwiązania. W Śledztwie, którego akcja dzieje się w Londynie, którego bohaterami są angielscy detektywi ze Scotland Yardu próbujący rozwikłać zagadkę poruszających się samoczynnie i znikających zwłok, cały ten schemat sypie się jak domek z kart. Wszelkie próby standardowego podejścia do rozwiązania problemu kończą się niepowodzeniem. Czy rozwiązanie zagadki jest w ogóle możliwe?