Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2019-10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2019-10. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 31 października 2019

Maska

Gdzie byłam — byłom!? — przedtem? Skąd się wzięłam?




Artykuł należy do serii "Nie długość się liczy" #13


…byłam szlachetnie nikczemna i wolnością zniewolona, żeby czynić nie to, co było mi nakazane wprost, lecz to, czego we wcieleniu moim sama chciałam…


„Na początku była ciemność i zimne płomienie, i huk przeciągły…” – tak zaczyna się jedno z najważniejszych opowiadań Stanisława Lema. Tekst ten, opublikowany pierwotnie w magazynie „Kultura” w 1974 roku, zaczyna się podobnie jak słynny, wydany rok wcześniej, „Robot” Adama Wiśniewskiego-Snerga. Z otchłani pustki i niebytu na światło dzienne wydostaje się świadomość – narrator(ka), początkowo używając(y/a) dukajopodobnej koniugacji (byłom!), stopniowo nabiera konkretnych kształtów, aby ostatecznie, po nadejściu „przypływu płci”, zaprezentować się czytelnikowi jako kobieta, żyjąca na królewskim dworze, jakby wyjętym prosto z „Cyberiady”.

wtorek, 29 października 2019

Wtorek przed ekranem #23

Mad Max: Pod Kopułą Gromu (1985)




Artykuł „Nie jedziesz, nie żyjesz” ukazał się pierwotnie w „Nowej Fantastyce” 5/2019.


Razem zbudujemy lepsze jutro!

Przyjaciel Millera, Byron Kennedy, zginął w 1983 roku. Helikopter, którym latał w poszukiwaniu odpowiedniej scenerii do trzeciej części „Mad Maxa”, uległ katastrofie. George Miller, po początkowym zamiarze rezygnacji z filmu, przyjmuje ostatecznie na pokład drugiego reżysera, George’a Ogilvie, który w nowym filmie o przygodach Maxa zagrał pierwsze, reżyserskie skrzypce. Na produkcję pieniądze wyłożyło Hollywood, co dodatkowo zmieniło charakter opowieści. W czerwcu 1985 roku na ekrany kin całego świata wchodzi „Mad Max: Beyond Thunderdome”, hollywoodzki film przygodowy z elementami komedii, dozwolony od trzynastu lat.

niedziela, 27 października 2019

Niezwyciężony

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas

W oczekiwaniu na „Niezwyciężonego” – nowy komiks Rafała Mikołajczaka, który zapowiada oficyna Booka – przypomnijmy sobie jego książkowy pierwowzór. Krótka powieść Stanisława Lema, która po raz pierwszy ukazała się w 1964 roku w zbiorze „Niezwyciężony i inne opowiadania”, kontynuuje myśl autora mistrzowsko sfabularyzowaną we wcześniejszej „Solaris” i sfinalizowaną potem w jednej z najlepszych powieści Mistrza – „Fiasku”. Ludzie, uzbrojeni w naznaczone antropocentryzmem szkiełko i oko, spotykają Obcość.

 „Niezwyciężony”, krążownik drugiej klasy, największy statek jakim dysponowała baza w konstelacji Liry, ląduje na pustynnej planecie „Regis III”. Zadaniem załogi, dowodzonej przez apodyktycznego astrogatora Horpacha, jest odnalezienie „Kondora”, bliźniaczej jednostki, z którą jakiś czas temu urwał się kontakt. Głównym bohaterem powieści jest nawigator Rohan, zastępca Horpacha, który stopniowo odkrywa tajemnice marsopodobnego globu. Białkowo-węglowe życie występuje tu tylko w głębi oceanów, na lądach mamy wyłącznie bezkresne pustynie. Załoga znajduje też tajemnicze konstrukcje z niby-metalu – „miasto” przywodzące na myśl lokację opisaną przez Lovecrafta w słynnym opowiadaniu „W górach szaleństwa”. Czujemy dreszcze na plecach, prawdziwy horror zaczyna się jednak dopiero, gdy odnaleziony zostaje wrak „Kondora”. Grozę wywołaną tym, co znajduje się na jego pokładzie potęguje jeszcze jedno odkrycie. Ekipa badawcza z „Niezwyciężonego” trafia na wielką, czarną „chmurę”, która zdaje się mieć tylko jeden cel – zniszczenie przybyszów z innej planety.

czwartek, 24 października 2019

Kick-Ass. Tom 2

Kopiemy dupę po raz drugi

Recenzja ukazała się pierwotnie na portalu Esensja.

Wydawnictwo Mucha wznowiło niedawno pierwszy tom „Kick-Assa”. Scenarzysta, Mark Millar, idzie śladami Alana Moore’a, ale zadeptuje je swoimi wielkimi butami klauna – pożeracza popkultury. Bo przecież seria „Kick-Ass” to tacy o wiele mniej poważni i ambitni „Strażnicy” – to komiks o komiksiarzach, od komiksiarza dla komiksiarzy. Jedynym jego przesłaniem jest „baw się dobrze” – i tyle. Dziś czytamy tom drugi, wydany w Polsce pięć lat temu. Co musimy wiedzieć na początek?

Dave Lizewski jest zwykłym nastolatkiem, zafascynowanym komiksami o superbohaterach. Razem z kumplami z liceum spędzają długie godziny na lekturze, wyobrażając sobie jakby to było, gdyby samodzielnie przywdziać obcisły kostium i złoić skórę „złym gościom”. Dave, chcąc urozmaicić sobie swoje nudne i do bólu przewidywalne życie, postanawia zrealizować swoje marzenia – staje się „Kick-Assem”, młodocianym superbohaterem, którego karkołomne wyczyny śledzą tysiące użytkowników YouTube’a. Kilka razy ociera się o śmierć, spędza miesiące w szpitalu, traci hektolitry krwi – ale nie rezygnuje. Nowe życie jest jak narkotyk. Dave poznaje dwójkę innych samozwańczych bohaterów w kostiumach – Big Daddy podaje się za byłego policjanta, szukającego zemsty na zabójcach swojej żony, a jego dziesięcioletnia córka Mindy o pseudonimie „Hit Girl” dzielnie mu pomaga. Mafia rodziny Genovese, członkiem której jest nastoletni syn jej szefa – kolejny zwariowany superbohater „Red Mist” – zabija ojca małej Mindy i w odwecie zostaje zdziesiątkowana przez nią i pomagającego jej Kick-Assa.

wtorek, 22 października 2019

Wtorek przed ekranem #22

Mad Max 2: Wojownik szos (1981)



Artykuł „Nie jedziesz, nie żyjesz” ukazał się pierwotnie w „Nowej Fantastyce” 5/2019.

Jestem tu tylko po benzynę…

George Miller wyjaśnił w końcu co spowodowało apokalipsę. „Mad Max 2” kręcony był w czasach początków wielkiego konfliktu iracko-irańskiego, do którego ciągle oliwy dolewali Amerykanie, walczący o wpływy w rejonie bogatym w ropę naftową. Na początku filmu, głos zza kadru mówi, że wybuchła wielka wojna o paliwo, siłę cementującą społeczeństwo i gwarantującą jego harmonijny rozwój i bezpieczeństwo. Wielkie maszyny stanęły, gangi przejęły autostrady, a poniewierani ludzie musieli żyć jak zwierzęta. Brak ropy oznaczał koniec cywilizacji – paliwo płynie w jej żyłach. Drugi film przynosi sporą zmianę scenografii. Przenosimy się bowiem na suche pustkowia, z dala od opuszczonych miast. W miarę realistyczne stroje, broń i samochody zastąpione zostają skórzanymi kostiumami, prosto z wypożyczalni S&M, fantazyjnymi kuszami i miotaczami ognia oraz dziwacznymi hybrydami samochodów i motocykli. Najważniejszą zasadą funkcjonowania w społeczeństwie po apokalipsie jest pozostawać w ruchu. Nie jedziesz, nie żyjesz – to dlatego benzyna jest najcenniejszą rzeczą pod słońcem. 

niedziela, 20 października 2019

Trzy stygmaty Palmera Eldritcha

Koszmarna teofania

Artykuł został opublikowany pierwotnie na portalu Esensja w cyklu „Na rubieżach rzeczywistości”.

„Trzy stygmaty Palmera Eldritcha” zaliczane są do najbardziej złożonych, skomplikowanych i zarazem najlepszych powieści Philipa K. Dicka. Jest to też jeden z jego wyjątkowo osobistych utworów, w którym próbował mierzyć się z własnymi, głęboko skrywanymi lękami. Dick wspominał, że ta książka po napisaniu przerażała go tak bardzo, że nie potrafił do niej wrócić, aby wykonać autorską korektę. Dziś spotkamy się z istotą, którą niektórzy mogą nazwać Bogiem. A inni Szatanem.

Zaczniemy jednak od pewnego opowiadania, które wyszło drukiem w czasopiśmie „Amazing” w 1963 roku. „In the Days of Perky Pat” (w Polsce opowiadanie to ukazało się pięciokrotnie i za każdym razem miało inny tytuł – ostatnio był to „Czas wesołej Pat” z „Raportu mniejszości”) opowiada o resztkach ludzkości, które, zamiast próbować odbudować Ziemię po wojnie nuklearnej, bawią się lalkami w stylu Barbie, wspominając w ten sposób „utracone życie” i realizując swoje eskapistyczne potrzeby. Dick wykorzysta ten wątek fabularny w nieco zmienionej formie w przyszłości, właśnie w „Trzech stygmatach Palmera Eldritcha” – ocaleli z zagłady będą tutaj kolonistami na Marsie a ich eskapizm pełnił będzie nieco inną funkcję.

czwartek, 17 października 2019

Sny umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019

Weird w dwudziestu ośmiu prostych krokach

Dwudziestego trzeciego września miała miejsce premiera drugiego tomu najgłośniejszego, polskiego projektu literackiej grozy ostatnich lat. Miałem możliwość przeczytania tego zbioru wcześniej – oto dwadzieścia osiem opowiadań autorów polskich plus trzy teksty zagranicznych gości. W porównaniu do pierwszej edycji, „Sny umarłych. Rocznik weird fiction 2019” jest zbiorem mniej hermetycznym, mniej ukierunkowanym na to, co powszechnie rozumiemy jako weird fiction. Musimy pójść tu oczywiście na pewne pojęciowe skróty – wiemy przecież, że sama definicja tego rodzaju literatury (nie używam pojęcia „gatunku literackiego”, mając na uwadze przedmowę Krzysztofa Grudnika z roku 2018) nie jest ścisła i jednoznaczna. Wydanie tegoroczne poszerza spektrum stylów, estetyki i tematyki – różnorodność jaką znajdziemy w „Snach umarłych 2019” jest zdecydowanie większa niż rok temu. Drugi tom ma przez to szansę trafić do większego grona odbiorców – w ogólnym rozrachunku jest bardziej przystępny, mniej „gęsty” narracyjnie i filozoficznie. Czy mniej „weirdowy” (cokolwiek to właściwie znaczy)? Pewnie tak. Czy gorszy? Zdecydowanie nie. 

wtorek, 15 października 2019

Wtorek przed ekranem #21

Mad Max (1979)


Artykuł „Nie jedziesz, nie żyjesz” ukazał się pierwotnie w „Nowej Fantastyce” 5/2019.


40 lat temu, 12 kwietnia 1979 roku, do australijskich kin wszedł film „Mad Max”. Wywarł wielki wpływ na kino akcji nadchodzących lat osiemdziesiątych i pomimo mankamentów scenariusza, aktorstwa i realizacji osiągnął zasłużenie miano „kultowego”. Film ten, wraz ze swoimi dwiema kontynuacjami, zapoczątkował pewną stylistkę w kinie postapokaliptycznym – choć pionierem gatunku już wówczas nie był. W 2015 roku do kin trafiła czwarta część i okazała się godną kontynuacją założeń i estetyki legendy. 

niedziela, 13 października 2019

Batman. Powrót mrocznego rycerza

Siła symbolu

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Batman obchodzi w tym roku osiemdziesiąte urodziny. Pisałem już o „Roku pierwszym” i „Azylu Arkham” – dwóch niezmiernie istotnych komiksach z człowiekiem-nietoperzem. Dziś komiks trzeci, najistotniejszy – i przez wielu znawców uznawany za najważniejszy komiks z Batmanem oraz jeden z najważniejszych w ogóle. „Powrót mrocznego rycerza” Franka Millera, wraz ze „Strażnikami” Alana Moore’a zainicjował w drugiej połowie 1986 roku Mroczną Erę Komiksu i stał się niewyczerpanym źródłem inspiracji dla kolejnych twórców. Ok, same frazesy, pora przejść do rzeczy.

Niesławny Comic Code Authority, zbiór przepisów z 1954 roku dotyczący komiksu amerykańskiego, złagodził i zinfantylizował całe medium. Taki Batman na przykład nie mógł już nosić broni przy pasie i w brutalny sposób rozprawiać się z przestępcami – jak miało to miejsce w Złotej Erze Komiksu. Stał się śmiesznym, zdziecinniałym, kampowym cudakiem, który w powszechnej świadomości miał twarz Adama Westa z serialu sprzed półwiecza. Na początku lat osiemdziesiątych sprzedaż komiksów z Batmanem spadała – aby ratować sytuację, Detective Comics postanowiło ściągnąć z powrotem słynnego redaktora Dicka Giordano. Ten zwerbował do pracy Franka Millera, o którym zrobiło się już dość głośno po jego rewolucji w marvelowskim „Daredevilu”. Jakby tu pomóc Batmanowi?

czwartek, 10 października 2019

Brud

Ohyda

W Polsce zwykło się określać policjantów „glinami” lub pogardliwie „psami”. W krajach anglojęzycznych to „pigs”, czyli po prostu „świnie”. Określenie to sugeruje oczywiście niechęć, odrazę i ma być z założenia obraźliwe. Nazwanie „świnią” Bruce’a Robertsona, głównego bohatera „Brudu”, jest też obraźliwe – tylko, że dla świń. Policjant z edynburskiego posterunku, zajmujący się sprawami kryminalnymi, jest najbardziej odrażającym protagonistą jakiego spotkałem nie tylko w powieściach Irvine’a Welsha, ale i chyba w literaturze w ogóle. Kim jest ta kreatura?

Facet mieszka w stolicy Szkocji i pracuje jako detektyw śledczy w tamtejszej policji. Pragnie awansować z sierżanta na inspektora, ponieważ uważa, że mu się to należy za długie lata pracy. Według jego opinii pomóc mu to może w odzyskaniu żony, która odeszła i nie chce mieć z nim już nic wspólnego. Może uda się to po zimowym urlopie, który już sobie zaplanował w burdelach Amsterdamu. Niestety urlopowe plany biorą mocno w łeb – brutalne morderstwo czarnoskórego dziennikarza, syna ambasadora Ghany, stawia cały wydział zabójstw na głowie. Robertson, chcąc nie chcąc, musi przejąć dowodzenie w śledztwie a dodatkowo, wraz z kolegami, wziąć udział w szkoleniu na temat świadomości rasowej. Najwidoczniej edynburscy policjanci mają problem z innym kolorem skóry niż swój. Na szczęście po trudach i znojach dnia przychodzi wieczór, który Bruce spędza upijając się do nieprzytomności w pobliskiej knajpie, we własnym domu przy jakimś ostrym pornolu albo szukając wrażeń w domach publicznych.

poniedziałek, 7 października 2019

Odyseja Lanfeusta. Tom 2

Uratowanie świata to często kwestia wyczucia chwili!

„Odyseja Lanfeusta” – tom drugi! Kolejna jazda bez trzymanki po fantastycznym, komiksowym świecie Troy, wykreowanym przez Christophe’a Arlestona i Didiera Tarquina. Spojleruję wydarzenia z tomu pierwszego – do lektury zapraszam zatem tylko tych, którzy go czytali. Pozostałych proszę o zajrzenie tutaj – może sięgniecie po poprzedni tom.

Lanfeust, który po dwudziestu latach powrócił na planetę Troy z kosmicznych wojaży (postarzał się tylko o dwa), znowu wpadł w tarapaty. Jest zbiegiem, niesłusznie oskarżonym o zabójstwo mędrca Nikoleda, najwyższej osobistości Akademii Magów w stolicy Troy – Eckmul. Wraz ze swoim nieodłącznym towarzyszem, trollem Hebiusem i czterema żonami, które musiał poślubić, po tym jak je owdowił, próbuje dowieść swej niewinności. Za zabójstwem Nikoleda stoi bowiem Cień, „zła strona magicznej mocy”, która nieznanym sposobem wydostała się z Magohamotha – gigantycznej istoty pływającej w oceanach Troy i „zasilającej” planetę w magię. Podczas gdy nasi bohaterowie przemierzają odległe i egzotyczne miejsca, w Eckmul źle się dzieje. Z magicznego portalu zbudowanego przez skorumpowanego następcę Nikoleda, wychodzi Wieczna Lilit. Potężna, zła istota, podróżująca między światami i pożerająca dusze ich mieszkańców. Gdy Lanfeust spotyka w końcu Magohamotha, dostaje jasne instrukcje – musi pokonać Lilit bez użycia magii. Najpierw jednak powinien odebrać jej Cień, który wchłonęła zaraz po wyjściu z portalu i udać się do delty Żółtej Rzeki po magiczne rośliny. Tylko one potrafią uleczyć Magohamotha – gdy będzie on w pełni sił, pomoże Lanfeustowi w walce z Lilit.

piątek, 4 października 2019

Hellblazer. Brian Azzarello. Tom 2

Amerykański koszmar

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Brian Azzarello miał bardzo dużo pracy na przełomie wieków. W 1999 roku wystartowała seria, która po czasie okazała się jego opus magnum – „100 naboi”. Już kilka miesięcy później amerykański scenarzysta przejął po Warrenie Ellisie najdłużej wydawaną serię imprintu „DC Vertigo”„Hellblazera”. Dziś omawiamy drugi tom przygód ekscentrycznego maga, wydany niedawno w Polsce przez wydawnictwo Egmont.

Cały run Azzarello to dwadzieścia dziewięć odcinków, zebranych w dwóch zbiorczych albumach. Tom drugi jest bezpośrednią kontynuacją fabuły z tomu pierwszego – razem stanowią bardzo zgrabnie rozpisaną, zamkniętą całość, tak jakby Azzarello od początku wiedział jak długo potrwa jego praca nad tym tytułem i nie chciał zostawiać żadnych luźnych wątków. John Constantine kontynuuje swoją podróż przez Amerykę początku dwudziestego pierwszego wieku, w którą wyruszył zaraz po opuszczeniu więzienia. Wskazówki dane mu przez agenta FBI, Franka Turro, mają pomóc w wyjaśnieniu przyczyn samobójstwa jego kumpla – „Szczęściarza”. To trzeba rozwikłać – w końcu John trafił do paki właśnie za rzekome zabójstwo kolegi, który teraz co jakiś czas objawia mu się w postaci ducha.

wtorek, 1 października 2019

Czas Wesołej Pat

…kogo obchodzą jakieś durne lalki?




Artykuł należy do serii "Nie długość się liczy" #12

Connie może mieć stację benzynową, lotnisko dla odrzutowców, kolorowy telewizor i francuską restaurację, gdzie podają ślimaki takie jak te, które jedliśmy zaraz po ślubie.



Ziemia zniszczona została podczas wielkiej wojny nuklearnej. W specjalnie przygotowanych do życia bunkrach (zwanych „fartjamami”), przysypanych żużlem i pyłem, egzystują „farciarze” (ludzie, którzy mieli szczęście przeżyć zagładę) zgrupowani w małe społeczności. Podczas gdy dzieci próbują polować na powierzchni i jakoś organizować sobie przyszłość, dorośli zdają się być całkowicie oderwani od rzeczywistości i uwięzieni w przeszłości.