wtorek, 29 października 2019

Wtorek przed ekranem #23

Mad Max: Pod Kopułą Gromu (1985)




Artykuł „Nie jedziesz, nie żyjesz” ukazał się pierwotnie w „Nowej Fantastyce” 5/2019.


Razem zbudujemy lepsze jutro!

Przyjaciel Millera, Byron Kennedy, zginął w 1983 roku. Helikopter, którym latał w poszukiwaniu odpowiedniej scenerii do trzeciej części „Mad Maxa”, uległ katastrofie. George Miller, po początkowym zamiarze rezygnacji z filmu, przyjmuje ostatecznie na pokład drugiego reżysera, George’a Ogilvie, który w nowym filmie o przygodach Maxa zagrał pierwsze, reżyserskie skrzypce. Na produkcję pieniądze wyłożyło Hollywood, co dodatkowo zmieniło charakter opowieści. W czerwcu 1985 roku na ekrany kin całego świata wchodzi „Mad Max: Beyond Thunderdome”, hollywoodzki film przygodowy z elementami komedii, dozwolony od trzynastu lat.



Od wydarzeń z „Wojownika szos” minęły kolejne lata. Ropy już nie ma albo nie ma środków, żeby wydobyć jej resztki spod ziemi. Max, w pogoni za złodziejem całego swojego dobytku, trafia do Bartertown, małej osady, w której możemy dostrzec początki nowej postapokaliptycznej cywilizacji. Założycielką osady jest mieszkająca ponad nią Cioteczka Entity (grana, jak dobrze wiemy, przez Tinę Turner), która walczy o całkowitą władzę z jedynym konkurentem – olbrzymim człowiekiem, noszącym na ramionach sterującego nim karła. Max odzyska co stracił, pod warunkiem, że zabije oponenta Cioteczki. Gdy, w przełomowym dla siebie momencie, łamie zawartą umowę, zostaje wygnany na pustynię. Od śmierci ratuje go dziwne, pochodzące prosto z prozy J. M. Barriego, plemię dzieci, mieszkające w głęboko ukrytej oazie – swego rodzaju Nibylandii. Dzieci, które rozwinęły utopijną cywilizację, wyznają specyficzny „kult cargo”. Czczą samolot, którym kiedyś rozbiły się z dorosłymi na pustyni i czekają na swego proroka – „dorosłego, który po nich wróci”.  Max odmieniony po walce w „Kopule Gromu”, okazuje się kimś jeszcze lepszym niż oczekiwany mesjasz. Wbrew słowom piosenki kończącej film, staje się potrzebnym i dającym prawdziwą nadzieję na lepsze jutro, bohaterem. Tu musiał być happy end, zgodnie z niepisanymi zasadami tworzenia blockbusterów dla całej rodziny. Dlatego też, nie mogą dziwić głosy niezadowolenia zwolenników mrocznych i brutalnych klimatów, znanych z dwóch pierwszych części.


„Mad Max: Pod kopułą gromu” to dziecko swoich czasów. Wyprodukowany po „Poszukiwaczach zaginionej arki” i trzech pierwszych „Gwiezdnych wojnach” należy do tak zwanego „kina nowej przygody” – jak określano wysokobudżetowe, komercyjne produkcje dla całej rodziny. Niektóre sceny są wręcz wyjęte z wspomnianych wyżej hitów Spielberga i Lucasa. Obserwujemy początki nowej cywilizacji – i to właśnie Bartertown (miejsce okrutne, ale prawdziwe) a nie romantyczna i oderwana od rzeczywistości Nibylandia, przeniesiona z pustynnej oazy do ruin Sydney, jest jej zalążkiem. To z miejsc takich jak włości Cioteczki Entity wyewoluowało koszmarne społeczeństwo pokazane w czwartym, jak na razie ostatnim „Mad Maxie”.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza