piątek, 4 października 2019

Hellblazer. Tom 2

Amerykański koszmar

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Brian Azzarello miał bardzo dużo pracy na przełomie wieków. W 1999 roku wystartowała seria, która po czasie okazała się jego opus magnum – „100 naboi”. Już kilka miesięcy później amerykański scenarzysta przejął po Warrenie Ellisie najdłużej wydawaną serię imprintu „DC Vertigo”„Hellblazera”. Dziś omawiamy drugi tom przygód ekscentrycznego maga, wydany niedawno w Polsce przez wydawnictwo Egmont.

Cały run Azzarello to dwadzieścia dziewięć odcinków, zebranych w dwóch zbiorczych albumach. Tom drugi jest bezpośrednią kontynuacją fabuły z tomu pierwszego – razem stanowią bardzo zgrabnie rozpisaną, zamkniętą całość, tak jakby Azzarello od początku wiedział jak długo potrwa jego praca nad tym tytułem i nie chciał zostawiać żadnych luźnych wątków. John Constantine kontynuuje swoją podróż przez Amerykę początku dwudziestego pierwszego wieku, w którą wyruszył zaraz po opuszczeniu więzienia. Wskazówki dane mu przez agenta FBI, Franka Turro, mają pomóc w wyjaśnieniu przyczyn samobójstwa jego kumpla – „Szczęściarza”. To trzeba rozwikłać – w końcu John trafił do paki właśnie za rzekome zabójstwo kolegi, który teraz co jakiś czas objawia mu się w postaci ducha.




Drugi tom składa się z kilku mniejszych historii, których fabuły z biegiem czasu zaczynają do siebie co raz lepiej pasować. „Francuskie pieski i Anglicy”, dwuodcinkowa opowieść, charakterystycznie zilustrowana przez Guya Davisa, znanego w Polsce z serii „B.B.P.O”, przenosi nas dwadzieścia lat wstecz, do Londynu końcówki lat siedemdziesiątych. Constantine, ówczesny frontman punkowego zespołu, próbuje zdobyć pewien magiczny artefakt dla tajemniczego zleceniodawcy. Opowieść może wydawać się nieco oderwana od reszty odcinków Azzarello – ale tylko pozornie. Uzmysławiamy sobie to bardzo szybko – w połowie drugiego tomu.

„Highwater”, to tytuł drugiej historii i jednocześnie nazwa małej, amerykańskiej mieściny. Ten kolejny przystanek na trasie Constantine’a przypomina inną koszmarną, zapadłą dziurę, którą odwiedziliśmy w tomie pierwszym – Doglick. John próbuje dotrzeć do żony „Szczęściarza”, która podobno mieszka w Highwater i oczywiście wplątuje się w kłopoty. W miasteczku mieszka major Gage, rasista i ksenofob, który przewodzi lokalnej grupce neonazistów i zajmuje się bardzo zaawansowaną, nazistowską reinterpretacją Starego Testamentu. Nie on jednak jest najpotężniejszym przeciwnikiem Constantine’a. Stanley W. Manor – bogaty, brutalny, bezwzględny i szalony homoseksualista-sadysta-masochista-morderca, w mrocznej, dusznej, przeładowanej seksem, przemocą i przeznaczonej zdecydowanie dla dorosłego odbiorcy opowieści, okaże się głównym nemezis bohatera. „Popiół i kurz w mieście aniołów” oparty jest na oryginalnym koncepcie – w tej najlepszej historii z całego runu Amerykanina John Constantine praktycznie nie występuje. Zagranie ryzykowne, ale wykonane po wirtuozersku – Azzarello kończy jak prawdziwy mężczyzna.


John Constantine zadebiutował w uniwersum Detective Comics w 1985 roku w „Sadze o potworze z bagien”. Alan Moore uczynił tam z niego taką trochę szarą eminencję – John bardzo sprytnie manipulował głównym bohaterem, rzucając go w „Amerykańskim gotyku” w najróżniejsze miejsca w Stanach Zjednoczonych. U Briana Azzarello Constantine sam jest rzucany, a rolę kierowcy z tylnego siedzenia zajął agent FBI, Frank Turro. John mówi, że są dwie szkoły podróżowania – bezpośrednio ku celowi i sprawie lub dla samego aktu podróży. I mimo iż odyseja głównego bohatera ma jednak jakiś cel (krystalizujący się na oczach czytelników w trakcie lektury) to najciekawszych obserwacji dokonujemy mimochodem – na trasie. Amerykański sen okazuje się jednym wielkim samooszustwem – obywatele są programowani, aby wierzyli w Amerykę i swobody obywatelskie – wolność to mit. Stany Zjednoczone ojczyzną dzielnych ludzi? Każdy ma tu szanse na sukces? Gdzie tam! Ludzie wierzą tutaj we wszystkie obietnice bez pokrycia – a wiara, wiadomo, to uciekanie od rzeczywistości i odwracanie oczu od prawdy.

Chciałoby się zakrzyknąć: „To nie fair!”. Stanley W. Manor ma przygotowaną ripostę: „Fair? Paskudna, samotna sylaba wypowiadana jedynie przez biedaków”. Kreacja tej naprawdę przerażającej postaci ostatecznie rozwiewa wszelkie złudzenia. Manor to całkowite zaprzeczenie idei amerykańskiego snu – to przystojny playboy, właściciel niewyobrażalnego bogactwa, którego rodzice zostali zamordowani na jego oczach, gdy był małym chłopcem, a on sam mieszka teraz w wielkiej rezydencji–jaskini w otoczeniu hordy nietoperzy zwisających z sufitu. Przypomina to Wam coś? Oczywiście! Tylko, że Manor to zło absolutne.


Run Briana Azzarello jest rewelacyjną opowieścią, utrzymaną (co jest charakterystyczne dla tego autora) w noirowej estetyce. John Constantine jest tutaj figurą Kłamcy, Trikstera, Lokiego – brutalnym, antypatycznym, manipulującym innymi, bezwzględnym antybohaterem, którego kreacja mocno odbiega od tego, co pokazywali poprzednicy (jak chociażby Garth Ennis czy Warren Ellis). Wizja Azzarello jest bardzo odważna, brutalna i pociągnięta naprawdę bardzo grubą kreską. Miłośnicy „100 naboi” będą się czuli jak u siebie – mamy tu dokładnie taki sam sposób prowadzenia narracji i podobne rozwiązania fabularne. Dialogi wprost kipią zaawansowanymi szermierkami słownymi, pełne są niejednoznaczności i wymagają czytelniczego skupienia. Ale cechy charakterystyczne scenariuszy Azzarello to nie wszystko. Należy też wspomnieć o grafiku, którego znamy już z pierwszego tomu i który odpowiada za rysunki z „Highwater” i „Popiołu i kurzu…”. Argentyńczyk Marcelo Frusin rysuje bardzo podobnie do Eduarda Rissa (co ciekawe, również Argentyńczyka), którego znamy właśnie ze „100 naboi”.

Egmont zapowiada kolejne spotkania z Constantine’em. W następnych tomach cofniemy się do czasów sprzed runu Azzarello (co jest dość niecodzienne, bo powinno być chyba odwrotnie). Zdecydowanie warto wybrać się w tę podróż.


Tytuł: Hellblazer. Tom 2
Seria: Hellblazer Tom: 2
Scenariusz: Brian Azzarello
Rysunki: Giuseppe Camuncoli, Guy Davis, Marcelo Frusin, Rafael Grampa
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Tytuł oryginału: Hellblazer (#162 – #174)
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: DC Vertigo
Data wydania: lipiec 2019
Liczba stron: 336
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Format: 175 x 265
Wydanie: I
ISBN: 9788328141438

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz