Homo superior czy homo terror?
Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.
Mark Millar kontynuuje przygody X-Men w wersji „Ultimate”. Tym razem ma do dyspozycji aż czterech grafików, którzy (sam nie wiem, czy to dobrze, czy źle) nie przykładają się zbytnio do graficznej spójności. Nie zmienia to faktu, że „Ultimate X-Men” pozostaje bardzo dobrym komiksem. Trafiamy do marvelowskiego świata alternatywnego – możemy czytać przygody mutantów bez konieczności nadrabiania ich czterdziestoletniej historii.
Pierwszy tom, zawierający początkowe dwanaście odcinków z 2001 roku, zbudował fundamenty rzeczywistości „Ultimate”. W nieco dystopijnym, policyjnym i nienawidzącym mutantów świecie profesor Charles Xavier zbiera drużynę nastolatków obdarzonych nadludzkimi mocami. Cyclops, Beast, Jean Grey, Storm, Colossus, Iceman plus zdecydowanie nienastoletni Logan Wolverine trafiają do X-Mansion. Zamiast jednak uczyć się, jak współegzystować z plującymi na nich ludźmi, trenują wykorzystywanie swoich mocy w walce. Najpierw pokonują Magneto i jego Bractwo Mutantów marzące o eksterminacji rodzaju ludzkiego, a potem stawiają czoła tajnemu departamentowi pracującemu nad przekształcaniem mutantów w żywe bronie. „Bronie X”, jakby kto pytał.






