wtorek, 7 kwietnia 2026

Ta teksańska krew. Tom 1

Lepiej już było


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Południe Stanów Zjednoczonych jest zazwyczaj miejscem popkulturowo wdzięcznym. Tak jakby w Teksasie było łatwiej o zagadkę kryminalną do rozwiązania, gangsterskie porachunki lub rodzinne dramaty. Nowa seria rozpoczęta właśnie przez wydawnictwo KBOOM przenosi nas właśnie tam, do małego, rozpalonego i lekko przykurzonego Ambrose County.

Szeryf Joe ma już siedemdziesiąt pięć lat i żyje w marazmie. Jego życiową dewizą jest „lepiej już było” – faktycznie, teraz może być już tylko gorzej. Do Ambrose County wraca po latach niejaki Randy Terrill, który przed laty, razem ze swoim bratem Travisem, dał się poznać jako hulaka, zabijaka i miejscowy cwaniak. Randy’emu udało się uciec z Ambrose County – z jego grawitacyjnego przyciągania, któremu nie ulegają tylko najsilniejsi i najbardziej zdeterminowani. Teraz wraca, bo ktoś zabił jego brata. Szeryf Joe już wie, że będą kłopoty – Randy podejrzewa, że to miejscowy gangus, niejaki Kutner, pracodawca jego brata, mógł mieć coś wspólnego z morderstwem.

sobota, 4 kwietnia 2026

Sangoma. Przeklęci z Kapsztadu

Afrykańskie noir


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

W styczniu wydawnictwo Non Stop Comics zaproponowało nowy rewelacyjny komiks autorstwa dwóch francuskich twórców – Caryla Fereya i Corentina Rouge’a. Teraz przyszła pora na inne dzieło wspomnianego duetu – nieco starsze, ale utrzymane w podobnej konwencji, choć już innej estetyce.

Ów styczniowy komiks to oczywiście pierwszy tom „Islandera”, czyli opowieści o wielkim eksodusie Europejczyków do ostatniego bastionu ludzkości – Islandii. Przygoda, sensacja, odrobina thrillera i dramatu – świetna lektura od początku do końca. Dziś czytamy komiks „Sangoma. Przeklęci z Kapsztadu” z 2021 roku – tym razem lądujemy w Południowej Afryce, w Prowincji Przylądkowej Zachodniej. Apartheid jest już przeszłością, ale jego skutki wywierają dalekosiężny wpływ na codzienne życie zarówno Afrykanerów, jak i czarnoskórych rdzennych mieszkańców.

czwartek, 2 kwietnia 2026

Galapagos

Epoka wielgachnych mózgów

Kurt Vonnegut pisał swą jedenastą powieść w odosobnieniu, w małym mieszkaniu w Greenwich Village – potrzebował ciszy, spokoju i poczucia izolacji. Tak jakby chciał wczuć się w położenie bohaterów pisanej właśnie książki – „Galapagos”.

Narratorem powieści jest duch Leona Trouta – syna słynnego pisarza Kilgore’a Trouta, którego kojarzymy chociażby z „Śniadania mistrzów”. Narrator mówi do nas z przyszłości oddalonej o milion (!) lat od roku 1986, kiedy to rozpoczyna swą opowieść. Otóż w roku owym, podczas globalnego kryzysu ekonomicznego, w trakcie którego padały największe gospodarki świata, wyruszyła z Ekwadoru na Galapagos „Przyrodnicza wyprawa stulecia”. Wycieczka statkiem o wymownej nazwie „Bahia de Darwin” liczyła kilkoro uczestników, z których ocalało jeszcze mniej. Stali się ostatnim bastionem ludzkości – cała jej reszta wyginęła na bliżej nieokreśloną „zarazę bezpłodności”. Rozbitkowie na Galapagos przetrwali i stali się zarzewiem nowej ludzkości, ewoluującej na odosobnionej wyspie w zgoła nieoczekiwanym kierunku.

wtorek, 31 marca 2026

Wyspa Doktora Moreau

Literatura w trybie fast forward


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Francuski scenarzysta komiksowy o pseudonimie „Dobbs” napisał adaptacje wszystkich czterech powieści Herberta George’a Wellsa. W Polsce ukazały się jak na razie dwie: w 2023 roku „Wehikuł czasu” i teraz „Wyspa Doktora Moreau”. Krótkie, kilkudziesięciostronicowe komiksy opowiadają raz jeszcze, tym razem na swój sposób, te znane, klasyczne opowieści.

Doktor Moreau nosi twarz Marlona Brando – naprawdę trudno uciec od tego skojarzenia. Rysownikowi komiksu również się nie udało. Fabrizio Fiorentino rysuje tę postać w taki właśnie sposób celowo, tak aby było jasne, że nawiązuje do filmu Johna Frankenheimera. Włoski grafik jest sprawnym rzemieślnikiem, dobrze radzi sobie z postaciami ludzi, zwierzoludzi, a także scenografiami. Nie jest jednak ani specjalnie oryginalny, ani odkrywczy – ot, poprawne wykonanie i tyle.

niedziela, 29 marca 2026

Superman. Doomsday powraca

Największy potwór DC Comics


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Trzeci, ostatni tom kolekcji komiksów opowiadających o śmierci i odrodzeniu postaci Supermana, czyli o wydarzeniach jakie wstrząsnęły amerykańskim komiksem w latach dziewięćdziesiątych, poświęcony jest w całości jednej postaci. Tej, której jako jedynej w historii udało się zabić niepokonanego Człowieka Ze Stali. „Doomsday powraca” a my wraz z nim – do estetyki i założeń komiksu superbohaterskiego sprzed trzydziestu lat.

Wielki pojedynek Supermana z potężnym Doomsdayem zakończył się śmiercią ich obydwu, pojawieniem się czterech nowych wersji Supermana oraz ostatecznie powrotem tego jedynego, najważniejszego. Superman, cudownie zmartwychwstały dzięki zapomnianej kryptońskiej technologii uratował Ziemię przed zakusami Supermana-Cyborga, jednego z czterech uzurpatorów. Ciało Doomsdaya wystrzelone zostało ostatecznie w przestrzeń kosmiczną – pokonany Cyborg dokonał tego w sobie tylko znanym celu. O wszystkich tych wydarzeniach pisałem w tym artykule bazując na komiksach niezapomnianego wydawnictwa TM-Semic. Egmont opowiedział ostatnio tę historię jeszcze raz, wydając dwa opasłe tomy zatytułowane odpowiednio „Śmierć Supermana” i „Powrót Supermana”. Istotne jest to, że zawierają one więcej materiału niż komiksy TM-Semic – trzydzieści lat temu dostaliśmy wersję lekko okrojoną.

czwartek, 26 marca 2026

Prestiż

Czy czytasz uważnie?


Christopher Priest pisze w jednej ze swych najlepszych powieści jak powinien wyglądać idealny występ iluzjonisty. Musi składać się z trzech etapów. Mamy „Obietnicę”, czyli wprowadzenie publiczności, zapowiedź tricku, podniesienie napięcia. Mamy „Punkt zwrotny” - czyli etap, podczas którego następuje niesamowite zdarzenie, zaprzeczenie praw fizyki, magia a tak naprawdę (przede wszystkim) odwrócenie uwagi. I mamy w końcu „Prestiż”, gdzie rzecz lub człowiek poddany działaniu „Punktu zwrotnego” pojawia się ponownie a publiczność, która wie przecież, że została „oszukana” bije brawo w zachwycie. 

„Prestiż”, bo tak właśnie nazywa się omawiana dziś powieść, działa trochę jak taki trick. Uważny czytelnik jest jednak w stanie go zdemaskować – warunkiem jest jednak uważna lektura i pewne doświadczenie z niewiarygodnymi narratorami. A w „Prestiżu” jest ich kilku i każdy coś ukrywa, przemilcza i po prostu kłamie. Oto Andrew Westley, reporter goniący za sensacjami, który w połowie lat dziewięćdziesiątych trafia do Stygmatycznego Kościoła Jezusa Chrystusa. Ściągnęła go tam Kate Angier, prawnuczka wielkiego iluzjonisty z przełomu wieków, Roberta Angiera noszącego sceniczny przydomek „Wielkiego Dantona”. Andrew tak naprawdę nazywa się Nicholas Borden i jest prawnukiem wielkiego adwersarza Angiera – słynnego Alfreda „Profesora” Bordena. Kate i Andrew zagłębiają się w historię swych zwaśnionych pradziadów i dowiadują się rzeczy, które mogą całkowicie zmienić ich stosunek nie tylko do własnej przeszłości, ale i do samych siebie.

wtorek, 24 marca 2026

Osobliwe zdarzenia

Pamięć przeszłości

Artykuł należy do cyklu XX lat Biblioteki grozy wydawnictwa C&T”. Odcinek dwudziesty ósmy.

„Osobliwe zdarzenia” to drugi i na razie ostatni zbiór opowiadań Josepha Sheridana le Fanu w „Bibliotece grozy” wydawnictwa C & T (pierwszym był „Duch pani Crowl”). Siedem tekstów z pierwszej połowy dziewiętnastego wieku nie będzie zapewne prostą lekturą dla wszystkich miłośników grozy, wszak pochodzą one niemal z tego samego okresu co dokonania Edgara Alana Poego. Mimo wszystko warto spróbować.

Pierwsze, króciutkie opowiadanie pod tytułem „Duch i nastawiacz kości” to w gruncie rzeczy anegdota z kilkoma odniesieniami do irlandzkiego folkloru sprzed dwustu lat. Proste, niezbyt zapadające w pamięć i jedno z najstarszych opowiadań Le Fanu jest „gotykiem po irlandzku”. Może wydawać się głupiutkie i mocno archaiczne – i oczywiście takie jest, lecz wydaje się konieczne, jako wprowadzenie do ważniejszych tekstów.