Zabawa w Boga
„Kraina Chichów” jest całkiem niezłą powieścią w konwencji realizmu magicznego. Niezłą – zdecydowanie nie podzielam zdania apologetów jej rzekomej genialności i przynależności do literatury grozy. Czyta się to fajnie, choć koncept do przewidzenia w połowie powieści, finał nagły i pospieszny, nie wybrzmiewający w pełni.
Thomas Abbey jest trzydziestojednoletnim nauczycielem języka angielskiego w szkole dla bogatej młodzieży. Całe życie spędza w cieniu swego wiecznie nieobecnego ojca, wielkiego aktora Stephena Abbeya. Gdy w dzieciństwie brakowało mu kontaktu z tatą, znalazł sobie substytut – poczytnego pisarza książek dla dzieci, niejakiego Marshalla France’a. Do tej pory może godzinami rozprawiać o literaturze swego literackiego idola i drży na myśl o znalezieniu jakiegoś unikatowego, starego wydania którejś z powieści France’a. A poza tym kolekcjonuje dziwaczne maski i żyje z dnia na dzień, od jednej nudnej lekcji do drugiej.






