Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2016-05. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2016-05. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 listopada 2016

Trans-Atlantyk



Rok temu czytałem Ferdydurke, dzisiaj Trans-Atlantyk. Gombrowicza trzeba powoli dawkować, bo to specyfik skrajnie mocny. Ale jakiż uzależniający.

Gombrowicz Trans-Atlantykiem mocno strollował patriotyczną inteligencję polską w latach 50-tych. Obraz Polski jako Świętej Ojczyzny, ten nienaruszalny mit, który od stuleci obrasta skorupą niepodważalnego, czołobitnego kultu, jawi się tu jako karykaturalny aparat opresji, który miast przynosić jakieś wymierne korzyści, ogranicza wolność. Ponieważ nie jest niczyją winą, że urodził się w takim to a takim czasie i w takim to a takim miejscu. Takiego wyboru nie posiadamy. Gombrowicz pisze o Polsce bo taki przykład jest bliski jemu i jego odbiorcom, ale chodzi tutaj nie tyle o Polskę konkretnie co o relację jednostka – Naród. Chodzi o Formę, którą autor w „Ferdydurke” traktuje jeszcze bardzo ogólnie. 

W Trans-Atlantyku manifestacja idei Formy sprowadza się do kształtowania nienaturalnych, nielogicznych, wręcz niezdrowych wzorców myślowych u niektórych „patriotów” zaślepionych nacjonalistycznymi hasłami i narodowymi archetypami. Nie może być tak, że Naród zawłaszcza wolność jednostki w sposób bezdyskusyjny, że narzucona Forma jest nieprzejednana. Jednostka ma prawo stawiać warunki Narodowi i oczekiwać tego, że jej własne, indywidualne cechy, marzenia i wszystkie inne przymioty ukształtowane poprzez WŁASNE WYBORY, będą poszanowane i przynajmniej równorzędne. Myślę, że co niektórzy dzisiejsi polscy politycy powinni poczytać Gombrowicza. Bo ja nie odbieram tej książki jako antypolskiej czy bluźnierczej. Taki jej odczyt tylko potwierdza prawdziwość tez w niej zawartych i wystawia niezbyt ciekawą laurkę opiniodawcy.

A styl i fraza Gombrowicza to majstersztyk. Ja przez tekst po prostu płynąłem, bez najmniejszych problemów. Najwyższa półka, znowu.

Tytuł: Trans-Atlantyk
Autor: Witold Gombrowicz
Wydawca: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: 2013
Liczba stron: 200
ISBN: 99788308047590

Małe, Duże


Podróż do sedna fantastyki

Historia rodzaju ludzkiego od zawsze związana jest z wiarą w zjawiska nadprzyrodzone. Ten irracjonalny element naszego bytu tkwi w nas od zarania dziejów i pozostanie w nas po wszystkie czasy. To on zrodził wszelkie religie, mity, legendy, opowieści o duchach i wróżkach. Ale i również z niego wywodzi się cała fantastyka, czyli sposób na nieuświadamianą bezpośrednio tęsknotę za miejscem innym niż to w którym przyszło nam żyć, gdzie nie musimy już zastanawiać się co jest możliwe a co nie. Taki zbawienny, dla naszej racjonalnej z konieczności a nie z wyboru egzystencji, eskapizm, przez wieki realizowały nasze babcie opowiadając nam do snu baśnie. Dziecku łatwo uwierzyć w istnienie jakiegoś dodatkowego wymiaru rzeczywistości. W miarę jak dorastamy, wrota do krainy cudów, do tej baśniowej Nibylandii się zamykają, królicza nora zarasta. Dzieje się tak nie dlatego, że taki jest nasz wybór dorosłego, racjonalnego człowieka ale dlatego, że brakuje przesłanek, które, argumentując twardymi dowodami, wepchnęły by nasz but między drzwi. Brak nam wiary. Dlatego powieść-baśń dla dorosłego odbiorcy jawi się jako zadanie trudne, wymagające nie lada umiejętności. Czy jest wykonalne?

Małe, Duże Johna Crowleya to odpowiedź na to pytanie. Ta napisana w 1981 roku powieść, zawiera cechy realistycznej powieści XIX-wiecznej, wielopokoleniowej sagi rodzinnej oraz elementy realizmu magicznego i baśni. Przedstawiona historia sięga początków XX wieku, kiedy to John Drinkwater, zakochany w Violet Bramble, młodej kobiecie obdarzonej pewnymi nadprzyrodzonymi zdolnościami, buduje posiadłość Edgewood. Ten wielki dom, będący mieszaniną stylów architektonicznych, leży gdzieś w lasach nieopodal Miasta (nigdy nie poznajemy prawdziwej nazwy, choć oczywiście nietrudno się domyślić o jakie miasto chodzi), gdzieś na rozstajach dróg prowadzących w bliżej nieokreślonych kierunkach, krótko mówiąc "za górami, za lasami". Crowley prowadzi nas przez dzieje kolejnych pokoleń rodziny aż mniej więcej do początków XXI wieku, który jednak nieco różni się od tego co widzimy za oknem. Dekadenckie Miasto to siedlisko przemocy, biedy, ciągłej walki o przetrwanie, z kolei Edgewood to bezpieczna przystań i to nie tylko w sensie dosłownym.

Anna Inn w grobowcach świata



Trawestacja wybranych mitów sumeryjskich, skoncentrowanych głównie na mitach o Inannie, choć nie zabrakło też elementów słynnej kosmogonii Enuma Elisz. Dla mnie jest to programowa kontynuacja zawodowych zainteresowań autorki z obszaru filozofii Junga i jego teorii nieświadomości zbiorowej oraz archetypów. Czym jest mit? Dlaczego mity, kosmogonie wszystkich ziemskich cywilizacji są do siebie tak podobne? Czy na jakimś podstawowym, nieuświadamianym poziomie naszej jaźni istnieje pewien wzorzec pojmowania rzeczywistości, wspólny nam, Sumerom, Hebrajczykom, starożytnym Chińczykom, Majom lub nawet pierwszym homo sapiens czy przyszłym homo superior?

Lubię takie powieści i Anna In..., całkiem niezła. Choć uważam, że Tokarczuk napisała jednak kilka lepszych rzeczy. I co, u diabła, było w koszyku Ninmy?


Tytuł: Anna Inn w Grobowcach Świata
Autor: Olga Tokarczuk
Wydawca: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: listopad 2015
Liczba stron: 196
ISBN: 9788308060544

Uległość


Historia kołem się toczy

Życie pisze czasami scenariusze, których ziszczenie nie przyszłoby nam do głowy w najbardziej szalonych wizjach. Uległość Michela Houellebecqa, fikcja literacka mówiąca o przejęciu władzy przez muzułmańską partię polityczną we Francji, miała premierę 7 stycznia 2015 roku. Dokładnie w tym samym dniu nastąpił atak terrorystyczny na siedzibę satyrycznego magazynu Charlie Hebdo. Ironia losu, prawda? Ta nieoczekiwana "promocja" powieści na pewno przyczyniła się w pewnym stopniu do wyników sprzedaży, jednakże analogia pomiędzy atakiem na redakcję a treścią książki nie jest zasadna. Bo Houellebecq nie pisze o islamie grożącym zachodniej cywilizacji dżihadem, o szaleńcach okutanych w pasy szahida z kałasznikowami w ręku. Pisze on o islamie o wiele bardziej subtelnym, którego siła wynika raczej z konieczności dziejowej i słabości Zachodu. Pisze on o islamie o wiele bardziej niebezpiecznym.

Rok 2022, Francja. Centrowe partie polityczne, zarówno lewicowe i prawicowe wypaliły się. Próżnię na scenie politycznej wypełniają ekstremiści, coraz bardziej atrakcyjni dla wyborców, zdegustowanych skostniałym systemem. Front Narodowy, z Marine Le Pen na czele, rywalizuje z Bractwem Muzułmańskim, opartą na wiadomej religii partią, popieraną paradoksalnie przez socjalistów i inne partie widzące w narodowcach zagrożenie dla demokracji. Kandydat Bractwa, Mohammed Ben Abbes wygrywa wybory prezydenckie i obraz Francji, jaki powszechnie znamy, zaczyna się stopniowo zmieniać. 

Obcy



Pierwsza z trzech powieści Camusa, które warto znać. Bardzo mocno zapadający w pamięć portret człowieka, skrajnie wyobcowanego i zobojętniałego wobec otaczającego go świata. Nic dziwnego, że Camusa łączono z nurtem ateistycznego egzystencjalizmu w literaturze, czasem wbrew jego woli. Beznamiętność w relacjonowaniu kolejnych dni swojego życia wręcz szokuje, zwłaszcza gdy dochodzi to wydarzeń bezpośrednio godzących w owo życie właśnie. No i mistrzowsko poprowadzona końcówka - rozmowa głównego bohatera z księdzem to apogeum niepokojącego klimatu książki.


Pozostałe dwie powieści Camusa (jedną jak przez mgłę pamiętam z czasów liceum) ustawione mam już w kolejce.

Tytuł: Obcy
Tytuł Oryginalny: L'Etranger
Autor: Albert Camus
Tłumaczenie: Maria Zenowicz
Wydawca: W.A.B.
Data wydania: lipiec 2014
Liczba stron: 192
ISBN: 9788328014022

Kamienna Ćma



Przed chyba trzema laty przeczytałem Kamienną Ćmę po raz pierwszy. W pośpiechu, bez przyłożenia należytej uwagi. Nic nie zrozumiałem. I popełniłem błąd dokładnie taki sam jaki popełnia wielu czytelników - "skoro nie rozumiem to na pewno jest to tylko pseudointelektualny bełkot". Potem powtórzyłem, zrozumiałem więcej i postanowiłem kiedyś przeczytać ponownie. Teraz, w oczekiwaniu na Onikromos przeczytałem to po raz kolejny. I uważam, po przeczytaniu sporej ilości opinii, recenzji, dyskusji i przede wszystkim omówienia Konrada Walewskiego, że jest to jedna z najbardziej niedocenionych i najmniej sprawiedliwie potraktowanych książek fantastycznych jakie pojawiły się na polskim rynku w ostatnich latach.

Pal licho ideę "Lopterus Press" - nie przemówiła chyba ona do mnie dostatecznie (choć doceniam pomysł). Kamienna Ćma siedzi we mnie na razie mocno i cały czas wracam myślami do fabuły, bo wiele rzeczy nie daje mi spokoju. Ale ja w sumie mam chyba nieco pokręcone podejście do książek. Przytoczę fragment książki, gdy główny bohater, będąc w przełomowym momencie na drodze do swego oświecenia, roztrzęsiony zamyka książeczkę dla dzieci.

Beddeos bez słowa oddał Ednie książkę. Był blady.
- Co ci się stało? Przecież to tylko bajka dla dzieci - zdziwiła się Edna.
- Nie sądzę.
- Teraz we wszystkim dopatrujesz się ukrytego znaczenia. To nie jest normalne.
- Przeciwnie. Dziwię się, że kiedyś mogłem bez tego żyć.

To jest taka książka właśnie. Taka jakie lubię (choć czasem pewnie przesadzam). 
Matuszek poszedł bardzo odważnie. Oryginalna forma, trudna, wielopoziomowa treść i wysokie wymagania wobec czytelnika a wszystko pisane suchym i mechanicznym stylem od razu wystawiającym się na kopniaka. Ale tu jest tak jak np. u Gibsona, świat i idea ponad wartości literackie. Czekam z niecierpliwością na Onikromos - główny bohater pochodzi z miasta Linvenogre, tego samego, które przewija się na stronach Kamiennej Ćmy. Więc to jest ten sam świat - a książka wydaje się być jeszcze bardziej wymagająca.

Tytuł: Kamienna Ćma
Autor: Paweł Matuszek
Wydawca: MAG
Data wydania: czerwiec 2011
Liczba stron: 208
ISBN: 9788374802178

W sieci


Pynchona Teoria Chaosu

Thomas Pynchon, literacka postmodernistyczna enigma, w ostatnich latach pisze coraz więcej i częściej. Krótko po niewydanej jeszcze w Polsce, gargantuicznej Against the Day otrzymujemy Wadę Ukrytą i równie szybko, bo po czterech latach pojawia się kolejna powieść. W Sieci to jego ósma, na razie ostatnia (oby tylko na razie) książka. I znowu jest to erudycyjna wyprawa pynchonowskim rollercoasterem w wielowarstwowe literackie konstrukcje i intertekstualną rozgrywkę z czytelnikiem. Wyprawa wymagająca maksymalnego skupienia i czujności.

Maxine Tarnow to specjalistka od wykrywania oszustw finansowych, założycielka firmy „Znajdź i Zdemaskuj”. Otrzymuje zlecenie zbadania pewnej firmy z obszaru bezpieczeństwa komputerowego, która z nieznanych przyczyn transferuje ogromne ilości pieniędzy na Bliski Wschód (byłbym zapomniał, akcja umiejscowiona jest w Nowym Jorku, niedaleko World Trade Center i rozpoczyna się wiosną 2001 roku i kończy się mniej więcej rok później). Maxine angażuje się coraz bardziej w poplątaną historię, gdzie ilość postaci, powiązań między nimi i zależności fabularnych rośnie wykładniczo.