niedziela, 25 stycznia 2026

Shriek: Posłowie

Dygresje i transgresje


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Aby pisać o zjawisku popkulturowym, które trwało w pewnym okresie czasu i wywarło znaczący wpływ na potomnych, zacząć należy od najbardziej charakterystycznych i definiujących owo zjawisko tworów. W przypadku „New Weird”, które swe apogeum osiągnęło w pierwszej dekadzie XXI wieku, takie nazwiska jak China Miéville i Jeff VanderMeer nasuwają się automatycznie.

O Miéville’u już trochę pisałem – jego „Żelazna Rada” zamknęła tryptyk powieści osadzonych w uniwersum Bas-Lag, a kolejne książki (o których oczywiście nie zapomnę), choć nadal w konwencji New Weird, nie mają już z Nowym Crobuzon, miastem-molochem tego świata, nic wspólnego. Inną gigantyczną, eklektyczną, lekko przerażającą i scenograficznie rozbuchaną metropolią New Weird było w tamtych latach Ambergris, które również doczekało się (choć raczej nieformalnej) trylogii. Otwierające ją „Miasto szaleńców i świętych” Jeffa VanderMeera, zbiór najróżniejszych dziwacznych form literackich, to wręcz podręcznikowy przykład literatury New Weird i definicja konwencji. Dziś czytamy drugą część.

Aby jednak w pełni doświadczyć lektury drugiej powieści VanderMeera ze świata Ambergris, wypada znać wspomniane „Miasto szaleńców i świętych”. Drugi tekst tego zbioru, „Hoegbottoński przewodnik po wczesnej historii miasta Ambergris”, jest obowiązkowy. Autorem przewodnika jest Duncan Shriek, historyk, który opatrzył go niezliczoną ilością długich, kąśliwych przypisów – Jeff VanderMeer inspirował się w tym przypadku „Bladym ogniem” Vladimira Nabokova. Historia Ambergris, oparta na odnalezionych zapiskach pewnego mnicha, Samuela Tonsure’a, opowiadała o podboju osady dziwacznych ludzi-grzybów, założeniu na jej gruzach miasta o nazwie Cinsorium, przemianowaniu go na Ambergris, a także o przerażającym wydarzeniu nazwanym potem przez historyków Ciszą. Pewnego dnia, gdy oddziały Ambergris ruszyły na bliżej nieokreśloną wyprawę, zniknęła cała populacja metropolii – dwadzieścia pięć tysięcy ludzi. Rozpłynęli się w powietrzu. Nikt nie miał wątpliwości, że Szare Kapelusze (bo tak nazwano podbitą przed laty tubylczą społeczność, schowaną teraz gdzieś w podziemiach miasta) wzięły odwet.


Podczas pisania „Hoegbottońskiego przewodnika…” Jeff VanderMeer często korespondował z Thomasem Ligottim. Starszy kolega autora zauważył oczywiście nawiązanie do Nabokova – wytknął jednak VanderMeerowi jedną dość istotną rzecz. W „Bladym ogniu” narrator jest mocno zaangażowany emocjonalnie w opisywaną historię, a czytelnik łatwo się z nim utożsamia. Narrator Nabokova zasypywał czytelnika przypisami celowo, bo miał w tym bardzo konkretny zamiar. W „przewodniku” Shrieka tak nie było. VanderMeer uznał, że to świetny pomysł, aby taką postać jak Duncan Shriek uczynić kimś więcej, niż tylko beznamiętnym przekaźnikiem wiedzy – zrobić z niego głównego bohatera. I tak oto, oprócz Duncana pojawiła się jego siostra Janice, znana z opowiadania „Przemiana Martina Lake’a”, której zadaniem było napisać posłowie do „Hoegbottońskiego przewodnika…” – VanderMeer puścił cugle, a owo posłowie rozrosło się do rozmiarów powieści. „Shriek. An Afterword” ukazało się nakładem Tor Books w 2006 roku. VanderMeer, na dowód wdzięczności, umieścił w niej postać Ligottiego w przebraniu szefa pewnego agresywnego domu wydawniczego o nazwisku L. Gaudy.

Powieść „Shriek. Posłowie” wydana w 2010 roku przez MAG w Uczcie Wyobraźni jest nie tylko rzeczonym posłowiem. Janice Shriek, członkini ambergiańskiej bohemy artystycznej, promotorka sztuki, domorosła pisarka i reporterka, a przede wszystkim siostra wielkiego, zaginionego w niewyjaśnionych okolicznościach historyka Duncana Shrieka, pisze sagę swojej rodziny, wspomnienia z dzieciństwa, cytuje zapiski swego brata, a przede wszystkim tworzy swój pamiętnik. Tekst pełen osobistych wynurzeń na temat swego uzależnienia, prób samobójczych, nieprzepracowanych traum przeszłości i prywatnych przemyśleń. Janice pisze oczywiście o faktycznych wydarzeniach – śmierci ojca; Wojnie Domów, czyli brutalnych walkach dwóch zwaśnionych domów wydawniczych (!) a także inwazji zewnętrznego państwa na Ambergris. Przede wszystkim jednak pisze o bracie – jego narastającej, niepohamowanej obsesji na punkcie Szarych Kapeluszy; zakazanym romansie z Mary Sabon, młodą studentką zakochaną w swym wykładowcy; postępującym szaleństwie i grzybowej chorobie toczącej jego ciało. I teraz najlepsze – „posłowie” Janice o rozmiarach powieści wzbogacone zostało w niewytłumaczalny sposób przez samego Duncana, który jakimś sposobem wszedł w posiadanie ukończonego maszynopisu i dopisał na jego marginesach własne uwagi, sprostowania i pretensje do relacji niezbyt wiarygodnej autorki. Tak naprawdę mamy do czynienia z dwoma niewiarygodnymi narratorami, których subiektywny ogląd świata, wzajemne animozje i manie zniekształcają przekaz.


Omawianej dziś powieści nie czyta się łatwo. Janice nie jest najlepszą pisarką i stylistką a na dodatek pisze w bardzo nadmiarowy, kwiecisty sposób. Przykład: „Przed swoim „wypadkiem” żyłam niemal wyłącznie tajemną historią miasta – historią chwil, a nie wydarzeń, która znika równie szybko jak się pojawia, trwając tylko w drżeniu zapamiętanej ekstazy. Ta tajemna historia ogarnia (przenika) sypialnie w stu tysiącach domów, w ciemności, gdy przez opuszki palców uczymy się, że nasze ciała mają tysiące oczu, którymi mogą odczuwać, i odkrywamy tysiące sposobów na poznanie prawdziwego znaczenia dotyku.”. VanderMeer w bardzo ciekawy sposób zapowiada już na początku powieści co czeka czytelnika. Mary Sabon, wspomniana już wcześniej kochanka Shrieka, mówi bowiem o nim, że „nie jest istotą ludzką, lecz ciągle tylko zbacza i wykracza”. Ten powtarzany w powieści cytat w oryginale brzmi tak: „He is not a human being at all, but composed entirely of digressions and transgressions”. Dokładnie tak – cała powieść to nieustanne dygresje i transgresje.

Janice nie umie pisać składnie i konkretnie, a zarazem pisze pięknie. Dygresyjność jej relacji pociągnięta jest do maksimum. Autorka jest tak niezwykle mocno skupiona na własnej osobie, że właściwie pisze ciągle tylko o sobie i to w bardzo subiektywny, niechronologiczny i „rozedrgany” sposób. Jej „ja” stanowi centrum wszechświata, wszystko krąży wokół jej lęków, rozpaczy, zazdrości, zawiści i małostkowości. Strumień świadomości przybiera czasem bardzo zaawansowane i trudne w odbiorze formy, zwłaszcza gdy dochodzi do opisów tego, jak Janice wyobraża sobie nieznaną historię Duncana i uzupełnia w niej luki swoim własnym chciejstwem. Transgresja z kolei dotyczy głównie postaci historyka i przybiera dwojaką formę. Grzyby, które skolonizowały organizm Duncana, przeobrażają go stopniowo w nowy rodzaj człowieka, hybrydę mającą pełnić rolę łącznika między dwoma odrębnymi światami. Zresztą wydarzenia z najbardziej przerażającego Festiwalu Słodkowodnych Kałamarnic w historii – ten naprawdę szokujący epizod powieści – są niczym innym jak przekroczeniem granicy, za którą Ambergris w postaci jaką do tej pory znaliśmy przestaje istnieć. Jednak najważniejszą przemianą, o jakiej pisze VanderMeer, jest ta, jakiej ulega historyk w konfrontacji z samą historią. Duncan zmienia się nieustannie pod wpływem swych badań – jego celem jest ujawnienie Prawdy, takiej pisanej wielką literą, nawet kosztem własnego życia i tragicznymi następstwami dla miasta. Janice przerażona potencjalnymi konsekwencjami traktuje historię tylko jako rejestr wydarzeń, które po latach będą już tylko ciągiem beznamiętnych zapisów w podręcznikach. Nawet gdy zostaje reporterką podczas Wojny Domów, nie zmienia swego podejścia.


Ambergris szykuje się na kolejną Zmianę, może drugą Ciszę, kto wie? Gdzieś w samych jego fundamentach tkwi nieuleczalne poczucie winy i pamięć ludobójstwa (grzybobójstwa?!) z czasów założenia miasta. Jeff VanderMeer pokazuje społeczność obarczoną wypieranymi od lat wyrzutami sumienia, cały czas żywymi pomimo tak wielkich trudności z choćby minimalnym utożsamieniem się z tajemniczymi bytami, jakimi są Szare Kapelusze. Grzybianie są zupełnie obcą rasą, niemożliwą do ujęcia w jakiekolwiek ludzkie pojęcia czy symbole i wykraczającą poza ludzkie układy odniesienia. Są tak inni i jednocześnie tak niemożliwi do zignorowania, że budzą w czytelniku dość istotny dysonans poznawczy. China Miéville ukuł na takie zjawiska nawet specjalny termin – „abcanny” w opozycji do starego psychologicznego terminu „uncanny” (a w zasadzie „unheimliche”) wymyślonego przez niemieckiego psychiatrę Ernsta Jentscha. „Uncanny” oznacza niesamowitość, coś nienormalnego dostrzeżonego w czymś dobrze znanym i oswojonym. Ludzie wypierają niepasującą do „normalnej” rzeczywistości niesamowitość, aby nie oszaleć. „Abcanny” ma oznaczać nowy rodzaj poznawczej grozy, pojawiającej się podczas styczności z czymś skrajnie odmiennym, obcym, niezrozumiałym i nieprzystającym do antropocentrycznej wizji świata. Mogą to być lovecraftowskie potwory, Tkacz z „Dworca Perdido”, awank z „Blizny” czy wreszcie Szare Kapelusze w podziemiach Ambergris.

Jeff VanderMeer zastanawia się, czy można uciec od „abcanny” jak uciekamy od „uncanny”: szybko odwrócić wzrok, zapomnieć, wyprzeć i żyć dalej. W powieści pojawił się nawet specyficzny ruch filozoficzny zwany „natywizmem”, który twierdził, że Szare Kapelusze to po prostu jakiś stary, zdegenerowany szczep ludzi i jest on raczej bezrozumną siłą natury. Natywizm był atrakcyjny, bo uwalniał Ambergian od konieczności myślenia o Grzybianach i robienia czegokolwiek w ich sprawie, zapewniając jednocześnie, że to najlepsze rozwiązanie. Duncan jednak, chyba jako jedyny, uważał cały czas inaczej. Wszystko dlatego, że wyszedł poza ograniczenia reszty społeczności, a przede wszystkim poza ograniczenia dotychczasowej percepcji. Transgresje Shrieka są jednymi z najwspanialej opisanych w całym nurcie Weird Fiction – stoją obok radykalnych, gwałtownych i nieludzkich przemian pojawiających się w literaturze Chiny Miéville’a.

Trzecia powieść ze świata Ambergris jest najprostsza formalnie, ale równie pasjonująca. Kujemy żelazo, póki gorące – następny w kolejce będzie „Finch”.




Tytuł: Shriek. Posłowie
Autor: Jeff VanderMeer
Tłumaczenie: Robert Waliś
Tytuł oryginału: Shriek. An Afterword
Wydawnictwo: MAG
Wydawca oryginału: Tor Books
Rok wydania: 2010
Rok wydania oryginału: 2006
Liczba stron: 480
Wydanie: I

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz