niedziela, 13 listopada 2016

Mapa i terytorium


Sztuka kontra rzeczywistość

Po przeczytaniu czterech książek Houellebecqa zastanawiałem się jaki sposób na czytelnika znalazł on w swojej kolejnej powieści pod tytułem Mapa i Terytorium. Było już dekadencko, seksistowsko i skandalicznie a z każdą kolejną książką autor potęgował nihilizm, który w Możliwości Wyspy zdawał się być już spuentowany i nie wymagający właściwie żadnych dopowiedzeń. Okazuje się, że Mapa i Terytorium stanowi oczywiście nadal przedłużenie antyzachodniej tyrady Houellebecqa ale przypomina bardziej jakąś łagodną, boczną odnogę niż bezpośrednią kontynuację jego filozofii.

Houellebecq jak wiadomo jest zagorzałym kontestatorem zachodniego stylu życia wyzutego z głębszych wartości, zdeklarowanym mizantropem i pesymistycznym filozofem o ukształtowanych poglądach. Ale przede wszystkim jest pisarzem, twórcą, artystą, elementem świata sztuki. I właśnie przez pryzmat sztuki oraz jej miejsce i rolę jaką pełni w nowoczesnym świecie należy odczytywać Mapę i Terytorium.

Głównym bohaterem książki jest artysta plastyk, fotograf i malarz, Jed Martin, wywodzący się z rodziny w której męska linia miała mocne powiązania z sztuką i jej okolicami. Pozycja Jeda na światowym rynku sztuki jest niepodważalna - osiągnął wielki sukces przed laty tworząc zdjęcia przedmiotów codziennego użytku a następnie map Francji wyprodukowanych przez firmę Michelin. Zdjęcia owych map, tworzone za pomocą specjalnej techniki, imitowały rzeczywiste terytorium – ich popularność zapewniła Jedowi bogactwo i rozgłos. Nasz bohater, utalentowany w wielu dziedzinach, nie potrafi jednak ładnie pisać. Zatem do stworzenia eseju promującego jego najnowszy projekt (obrazy olejne prezentujące ludzi uchwyconych w trakcie wykonywania swojej pracy) wynajmuje popularnego pisarza. Uwaga - ten pisarz to… Michel Houellebecq.

I głównie na tej relacji pomiędzy lekko wyalienowanym, chłodnym, spokojnym artystą a rozgorączkowanym, neurotycznym i nie stroniącym od alkoholu pisarzem opiera się fabuła powieści. Ich spotkania, pełne pasjonujących dialogów, pełnią rolę swego rodzaju infodumpów dla filozofii autora. Jed Martin, będący, podobnie jak wszyscy inni główni bohaterowie książek Houellebecqa, "samotną wyspą" jest jednak postacią o wiele mniej kontrowersyjną i cyniczną. Całe swoje życie podporządkował artystycznemu spełnieniu. A osiągnięcie owego spełnienia, wejście na ten upatrzony z daleka i wymarzony Parnas to przywilej tej nielicznej grupy twórców, która potrafi w warunkach kapitalistycznego, zmerkantylizowanego sposobu życia na Zachodzie tworzyć sztukę bez uzależnienia jej od materialnych korzyści. Bo sztuka prawdziwa umiera.


Śmierć sztuki zaczęła następować powoli od momentu rewolucji przemysłowej. Houellebecq odwołuje się do postaci Williama Morrisa, XIX-wiecznego architekta, rysownika i pisarza. Był on aktywnym krytykiem podporządkowywania każdej sfery życia (a szczególnie sztuki) postępowi dyktowanemu chęcią pomnażania zysku. Według niego artyści końca XIX wieku byli już ostatnimi przedstawicielami rzemiosła, któremu produkcja przemysłowa zadała cios ostateczny. Bo ówczesna jedność sztuki i rzemiosła zaczęła pękać w obliczu galopującego postępu technicznego. A postęp ów, motywowany przede wszystkim chęcią wzbogacenia, wygodnego życia, uniwersalizacji wzorców zabija indywidualny rys dzieła, osobisty pierwiastek twórcy.

Houellebecq w uszczypliwy sposób krytykuje owe ideowe wyjałowienie i kpi z zachodniej motywacji procesu tworzenia. Pieniądz i tylko pieniądz. Sztuka przestała spełniać swoją rolę, jest elementem komercyjnej maszyny do powiększania bogactwa. Rola artysty sprowadza się już tylko do roli wykonywanego zawodu, do pracy. Ludzie, którzy mogliby wnieść nowe trendy do świata sztuki nie robią tego, nie potrafią już nawet gdyby chcieli. Są na ciągłym etacie i nie wiedzą co mogliby z sobą począć, jeśli praca nie byłaby już koniecznością. Ojciec Jeda, najbardziej tragiczna postać w książce, architekt pracujący przez całe życie po kilkanaście godzin dziennie, zapytany o możliwość przejścia na emeryturę pyta z lękiem w oczach: A co niby miałbym robić? Houellebecq przypomina, że pracujemy aby żyć ale nie żyjemy po to by pracować. Nowoczesna cywilizacja jest jednak oparta na kapitalizmie i masowej produkcji a człowiek jest definiowany w pierwszej kolejności jako element maszyny wytwórczej (poprzez wykonywany zawód) a dopiero potem jako mąż, ojciec, przyjaciel, pasjonat czy myśliciel. Ojciec Jeda, produkt takiej kultury, odsunął w cień nie tylko własne przekonania i zapatrywania artystyczne – odsunął również syna. Taki wybór sprowadził na niego tylko zgryzotę, nie spełnił się zawodowo ani jako ojciec ani artysta.

Jed próbuje znaleźć równowagę pomiędzy własnym pragnieniem samorealizacji a coraz bardziej przygniatającym go ciśnieniem twórczego otoczenia. Nasz bohater, idąc na przekór wyobrażeniom dotychczasowych czytelników Houellebecqa, zaskakująco dobrze sobie z tym radzi. Jego twórczość od początku godzi nie tylko dualizm wartości duchowej i finansowej dzieł sztuki (czego nie potrafiła architektura ojca) ale również idealnie odzwierciedla inną dwoistość sobie właściwą – sztuka powinna mapować świat rzeczywisty, ubierając jego nieokreśloność i niepoznawalność w pewne ramy, które człowiek jako odbiorca sztuki jest w stanie ogarnąć.

Tak widzi rolę sztuki Houellebecq - zupełnie tak jak rolę mapy, systematyzującej i mapującej terytorium, co Jed Martin realizuje wręcz dosłownie w pierwszym etapie swej twórczości. Houellebecq natomiast mapuje swoją osobę poprzez osadzenie samego siebie w roli bohatera własnej książki, niejako wedle myśli przewodniej całej powieści - mapa jest bardziej interesująca od terytorium. Maksyma ta nie jest spełniona przez tzw. sztukę nowoczesną, zupełnie niezrozumiałą dla przeciętnego odbiorcy a będącą również często oszustwem twórcy, który żadnych głębokich treści w swoim przekazie nie skrywa. Dlatego Jed w środkowym etapie tworzy standardowe, realistyczne obrazy a nie instalacje z drutu i ptasich odchodów. A w etapie ostatnim, w epilogu książki, idąc powyższym tropem interpretacyjnym mamy już czystą negację tez Williama Morrisa. Sztuka wcale nie umiera, sztuka jest nieśmiertelna w przeciwieństwie do skazanej na samozagładę ludzkiej cywilizacji.

Michel Houellebecq stworzył nowy rodzaj bohatera i nowy rodzaj powieści w porównaniu z poprzednimi książkami. Cząstki Elementarne, Platforma i Możliwość Wyspy to pewien (nawet jeśli niezamierzony) tryptyk, o mocno kontrowersyjnej treści, zbudowany na dosadnych środkach fabularnych, z odpychającymi bohaterami i z ciężkim przesłaniem wyłożonym ze śmiertelną powagą. Mapa i Terytorium to książka lżejsza, bardziej subtelna, pozbawiona tych wszystkich cech, które sprowadzały gromy na głowę autora. Nie wywołała żadnego skandalu obyczajowego, wręcz przeciwnie - przyniosła uznanie krytyków i Nagrodę Gouncourta za rok 2010. Houellebecq pokazał się tutaj jako zupełnie odmieniony, stonowany i wyważony twórca, obdarzony dodatkowo niesamowitym zmysłem autoparodii (wątek siebie samego w swojej książce i to poprowadzony do szokującego wręcz finału jest wprost bezbłędny). Skąd ta zmiana? Jeszcze nie wiem. Być może Uległość da pewne wskazówki. Tym bardziej nie mogę doczekać się lektury.

Recenzja zamieszczona pierwotnie na Szortal

Tytuł: Mapa i Terytorium
Tytuł Oryginalny: La Carte et le Territoire
Autor: Michel Houellebecq
Tłumaczenie: Beata Geppert
Wydawca: W.A.B.
Data wydania: Wrzesień 2015
Liczba stron: 384
ISBN: 9788328021259

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza