wtorek, 29 września 2026

Nawet nas tu nie ma 2

Postać drugoplanowa we własnym życiu


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Filip Jędrzejewski wraca do swojego futurystycznego świata. Okablowanego i scyfryzowanego w sposób absurdalny, ale – według komiksu – nieuniknionego. Wizja ta była już nie raz przerabiana przez popkulturę – niestety jest coraz bardziej trafna.

Bohaterem komiksu jest młody dorosły – dwudziestodwuletni Kid Old. Pamiętamy go z pierwszego tomu – to właśnie tam musiał odbyć obowiązkową, dziesięcioletnią służbę na Marsie. Niemal mechaniczna egzystencja człowieka – trybika w maszynerii powstającej marsjańskiej cywilizacji – przerywana była z rzadka wizytami w „datasferze”, wirtualnej rzeczywistości, w której możesz być gdzie chcesz i kim chcesz. To właśnie w niej Kid poznał San – rówieśniczkę, która sama uciekła z Ziemi na Marsa, aby uniknąć jakiejkolwiek odpowiedzialności związanej z faktem, że wchodzi właśnie w dorosłe życie. Mars gwarantował życie praktycznie pozbawione wolnej woli, ale również – co istotne – konieczności borykania się z konsekwencjami własnych działań. „Każą mi wstawać o siódmej i żyć od rana do wieczora w ścisłym grafiku, to ja to robię i mam świadomość, że dzięki temu nie spieprzę sobie życia przez jakieś nieprzemyślane akcje”.


Problem w tym, że służba Kida dobiegła końca, a San pozostały jeszcze dwa lata. Bohater wraca na Ziemię, do rzekomo obojętnych na jego potrzeby i pragnienia rodziców oraz do miejsca, w którym każde działanie niesie za sobą konieczność przyjęcia za nie odpowiedzialności. Kid nie potrafi przestać myśleć o San – zbliżający się jej powrót na Ziemię jest dla niego źródłem lęków i obsesyjnych myśli. Teraz, gdy wrócił na Ziemię, świat stanął przed nim otworem – tylko cóż z tego, skoro Kid robi wszystko, aby tylko z tego nie skorzystać? Filip Jędrzejewski serwuje nam ciężki, psychologiczny dramat jednostki zamkniętej w koszmarze własnej indolencji, odpodmiotowionej totalnie, będącej drugoplanowym bohaterem we własnym życiu. Kid jest liściem na wietrze, którego życiową drogę kreują zewnętrzne czynniki, nigdy on sam. „Naprawdę go tu nie ma” – jak mówi tytuł komiksu i nie chodzi już tylko o „datasferę”, jak to miało miejsce w pierwszym tomie.

Wizja Jędrzejewskiego przypomina pewne zagadnienia poruszane przez Jacka Dukaja w „Linii oporu”. Różnica pomiędzy każdym kolejnym pokoleniem jest coraz większa – chodzi o sposób formułowania myśli, interpretację rzeczywistości, cele, marzenia, pragnienia, sam sposób komunikacji. Wydaje się jednak, że problemy Kida (a ma ich co niemiara, jest właściwie jednym chodzącym problemem) wykraczają daleko poza stereotypowy konflikt pokoleń. To jest jeden z najbardziej irytujących, infantylnych, samobiczujących się i po prostu głupawych bohaterów komiksowych ostatnich lat. „Kim mam być w świecie, w którym mogę być kimkolwiek?” Tu nie ma marsjańskiej egzystencji nakazowej, więc każdy sam bierze odpowiedzialność za własne działania. A ten fakt paraliżuje. Zatem Kid robi to, co potrafi najlepiej. Czyli nic.


Świat komiksu „Nawet nas tu nie ma” jest pewną predykcją, jakich w popkulturze było już wiele. Nasza cywilizacja cierpi w nim na coś w rodzaju syndromu gotowanej żaby. Nie pozbędziemy się już internetu, nie wyjdziemy z własnych baniek informacyjnych – frustracja, której nie można się już pozbyć, będzie według autora tylko narastać. Jego komiks próbuje pokazać świat, do którego w sposób nieunikniony zmierzamy. I nie chodzi tu tylko o relację postępu technologicznego do postępu społecznego – ten drugi zawsze będzie w tyle za pierwszym. Ideowo (i artystycznie) bliska omawianemu dziś komiksowi „Aama” Frederika Peetersa mówiła o tym wcześniej, Jędrzejewski tylko to przypomina. Ale zwraca też uwagę na problem głębszy, leżący na poziomie samej ludzkiej psychiki niedostosowanej do tak gwałtownie i bezlitośnie zmieniającego się świata.

Pomysł godny pochwały, jednak sama jego realizacja nie przemawia już do mnie tak bardzo jak sama idea za nim stojąca. Drugi tom „Nawet nas tu nie ma” jest po prostu komiksem bardzo irytującym – chyba to słowo będzie najbardziej adekwatne. Tak gigantycznych ścian tekstu, zbudowanych w większości przypadków z nieustannego, monotonnego biadolenia Kida nad własnym losem, nie czytałem już dawno. Masz problemy wewnętrzne. Powtórz to dwa razy, a zwrócisz uwagę odbiorcy. Powtórz to dziesięć razy, a odbiorca będzie chciał uciekać – dokładnie tak samo, jak komiksowi interlokutorzy Kida. Paradoks szczelnego zamknięcia we własnych mikroświatach, w rzeczywistości dającej niemal nieograniczone możliwości pociągnięty tu został do maksimum. No i nieustanne wulgaryzmy. Słowa na k…, ch…, j… używane są niemal jak przecinki, w sposób odbiegający od rzeczywistości. Czasami to brzmi śmiesznie w niezamierzony sposób. Filip Jędrzejewski miał na pewno dobre chęci, przewiduje przyszłość raczej trafnie, ale trochę przeholował. Albo to ja jestem skrajnie innym człowiekiem niż główny bohater komiksu.


Tytuł: Nawet nas tu nie ma 2
Scenariusz: Filip Jędrzejewski
Rysunki: Filip Jędrzejewski
Wydawnictwo: Kultura Gniewu
Data wydania: maj 2026
Liczba stron: 144
Oprawa: miękka
Papier: offset
Format: 195 x 260
Wydanie: I
ISBN: 9788368331660

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz