Absurd etyki absolutnej
Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.
W DC Black Label znowu przyszła pora na Supermana. Moim zdaniem jednak Kryptończyk nie ma szczęścia do tego imprintu. Tak jakby idea poważnych, osadzonych poza obowiązującym kontinuum komiksów DC szczególnie dobrze pasowała do Batmana (a nawet Wonder Woman), a w przypadku Człowieka ze Stali zawsze musi pójść coś nie tak.
A przecież genialne, dojrzałe komiksy z Supermanem istnieją (patrz: „All-Star Superman” Morrisona i Quitely’ego). Tymczasem w DC Black Label pojawił się fatalny „Superman. Rok pierwszy”, a teraz nieco lepszy co prawda, ale mimo wszystko nieudany „Superman. Ostatnie dni Lexa Luthora”. Omawiany dziś komiks składa się z trzech części. Pierwsza wydana została w 2023 roku, a dwie kolejne – uwaga – dopiero jesienią 2025 roku. Scenarzysta Mark Waid („Kingdom Come”) i rysownik Bryan Hitch („Authority”) mówili w wywiadach, że „tak po prostu wyszło”. Pierwszy odcinek pojawił się na rynku, zanim na dobre wzięli się za kolejne, a opóźnienie wynikło z nagłego nawału pracy, jaki spadł w 2023 roku na nich obydwu.
Komiks „The Last Days of Lex Luthor” opowiada o śmiertelnej chorobie, na którą zapadł największy wróg Supermana i szara eminencja Metropolis. Przyczyna? Długoletnie badania nad kryptonitem, mające na celu uśmiercenie Człowieka ze Stali. Największy bohater DC Comics jest oczywiście wierny swym najważniejszym zasadom – nigdy nikogo nie zabija i pomaga wszystkim, nawet największym zbrodniarzom i bandytom. Czyli porzuca wszystkich innych potrzebujących i rusza wraz z Luthorem przez najróżniejsze miejsca i czasy w poszukiwaniu lekarstwa na chorobę. Razem odwiedzają zminiaturyzowane miasto Kandor (pamiętamy je chociażby z komiksu „Mroczny rycerz. Rasa panów”), XXXI wiek, wyspę Amazonek, a nawet Planetę OA. Wszystkie te eskapady rewelacyjnie ilustruje Bryan Hitch, nawiązując do tak charakterystycznej stylistyki wielkich eventów DC – kadrów przeładowanych postaciami i szczegółami, wprost krzyczących do czytelnika: „Gdzie jest Wally?!”. I nie jestem kąśliwy w żadnym wypadku, ja lubię tego rodzaju podejście do rysunku superbohaterskiego – choć z umiarem oczywiście. Bryan Hitch rysuje świetnie, szczegółowo i realistycznie. Problemów z grafiką nie mam. To do scenariusza mam uwagi.
Często mówi się o komiksach z superherosami, że złoczyńcy lądują w nich w więzieniach z obrotowymi drzwiami. Batman łapie Jokera, ale zamiast zrobić z nim porządek raz na zawsze, odsyła go do Arkham, bo sumienie mu nie pozwala zastosować drastycznych rozwiązań. Żeby daleko nie szukać – zajrzyjcie do ostatniego tomu „Ziemi niczyjej”. W ten sposób superbohaterowie ponoszą częściowo odpowiedzialność za przyszłe ofiary swoich wrogów – przecież wiadomo, aby komiksy się sprzedawały, Joker musi co jakiś czas urządzić jakąś jatkę. W „Ostatnich dniach Lexa Luthora” wystarczyłoby, aby Superman nic nie zrobił. Oczywiście nie byłoby wtedy komiksu, który w zasadzie samym swoim istnieniem potwierdza tylko wysnutą powyżej tezę o obrotowych drzwiach. Niektórzy czytelnicy zakrzykną (i będą mieli rację): „Ale to jest właśnie idea Supermana! Dobro absolutne, jak we wspomnianym na początku komiksie Granta Morrisona!”. No tak, ale u Marka Waida sprawa nie jest tak prosta.
Sam pomysł poddania Supermana poważnemu testowi moralności miałby sens, gdyby ten miał jakiekolwiek wątpliwości. Pytanie postawione w komiksie nie brzmi: „Czy Superman może pomóc Luthorowi?”, lecz „Czy Superman może NIE pomóc Luthorowi?”. Lex Luthor od dekad kreowany jest w zasadzie jednoznacznie – to bezduszny socjopata ogarnięty żądzą władzy i nienawiścią do Supermana, za którego działaniami nie kryją się nawet śladowe ilości dobra czy altruizmu. I tu znów odsyłam do ostatniego tomu „Ziemi niczyjej”, w której znajdujemy dobitne potwierdzenie owej tezy. A tu nagle Mark Waid robi dwie rzeczy. Każe nam nie tylko uwierzyć w przemianę Luthora, ale zaczyna ją udowadniać. Supermana przekonał chyba od razu, czyniąc z niego największego naiwniaka od czasów Spider-Mana z „Wojny domowej” Marvela. Z czytelnikami może być różnie.
Taki ruch jest zniszczeniem pewnej dychotomii budowanej konsekwentnie przez lata przez twórców DC Comics. Sama próba nie byłaby niczym złym, gdyby była udana. Niestety, zarówno Superman, jak i Lex Luthor są tu kompletnie niewiarygodnymi postaciami – cechy pierwszego urastają do karykaturalnych rozmiarów, a cechy drugiego zamieniane są w swoje urągające zdrowemu rozsądkowi przeciwieństwa. Ikony można przemalowywać, ale to musi jakoś działać – tu nie działa. Ostatecznie dostajemy rzecz, która próbuje grać z tradycją, ale przegrywa. Może nie z kretesem, ale jednak. Komiks próbuje sprzedać czytelnikom ideę, że wieloletni socjopata i architekt masowej zbrodni przechodzi wewnętrzną przemianę. Waid nie pokazuje procesu, który do tego doprowadza, tylko każe brać wszystko na wiarę. Dopiero wtedy ta fabuła w jakikolwiek sposób jest akceptowalna.
„Ostatnie dni Lexa Luthora” nawiązują do starszego o dwadzieścia lat komiksu „Superman. Birthright” napisanego również przez Marka Waida. Znajomość Clarka Kenta z Lexem Luthorem z czasów, kiedy obaj byli nastolatkami i mieszkali w Smallville, ma swoje źródła jeszcze gdzie indziej – w serialu „Smallville”, który w 2003 roku osiągnął szczyt popularności. To do niego nawiązywał „Birthright”, a „Ostatnie dni Lexa Luthora” – według samego Marka Waida – są jego duchową kontynuacją. Dla zainteresowanych – „Superman. Birthright” został wydany kilka lat temu w Polsce w ramach „Wielkiej kolekcji komiksów DC Comics” jako „Superman. Dziedzictwo”. Można przeczytać przed lekturą omawianego dziś komiksu – może nastawiony w ten sposób odbiorca zrozumie Waida i jego pomysł na nową relację Supermana i Luthora. Ja nie rozumiem.
Tytuł: Ostatnie dni Lexa Luthora
Scenariusz: Mark Waid
Rysunki: Bryan Hitch
Tłumaczenie: Marek Starosta
Tytuł oryginału: Superman: The Last Days of Lex Luthor
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: DC Comics, DC Black Label
Data wydania: grudzień 2025
Liczba stron: 168
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Format: 220 x 280
Wydanie: I
ISBN: 9788328173125






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz