czwartek, 14 stycznia 2021

Invincible. Tom 9

 

Las Vegas to za mało


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.

Trzy czwarte serii „Invincible” już dostępne! Do końca całej historii pozostały trzy zbiorcze tomy, które Egmont wyda w 2021 roku. My tymczasem zajrzymy do dziewiątego – przygody Marka Graysona dochodzą tu w końcu do punktu, w którym większość serii poddaje swoich bohaterów dość trudnym próbom. Mamy w końcu jubileusz – czyli setny odcinek!

Mark Grayson, alias „Invincible”, mocno sobie ostatnio nagrabił. Sprzymierzył się z groźnym (i co ważne – wyjętym spod prawa) Dinosaurusem, dostał łomot od Strażników Planety i został zarażony wirusem Plagi – tajną bronią Koalicji Planet, która miała posłużyć do wyeliminowania wszystkich pozostałych przy życiu Viltrumian. Gdy Mark dochodzi do siebie, jego miejsce zajmuje inny młody chłopak – Zandale Randolph – który radzi sobie jak może. Tymczasem dwójka innych bohaterów, która jakiś czas temu wróciła z innego wymiaru po porwaniu przez wrogo nastawioną cywilizację Flaxian, opowiada w końcu, co się im przytrafiło. Ósmy tom kończy się inwazją wzmiankowanych Flaxian na Ziemię, a także zapowiedzią kolejnych problemów. Otóż Mark Grayson w wyniku choroby stracił dużą część swojej mocy – już nie jest „Niezwyciężony”. I dodatkowo większość superbohaterskiej społeczności mu nie ufa.


Dziewiąty tom „Invincible’a” przynosi reperkusje wszystkich wspomnianych wydarzeń. Dokładnie tak samo, jak w poprzednich tomach dostajemy dwie sześcioodcinkowe fabuły, wydane pierwotnie w osobnych komiksach. Pierwsza z nich zawiera setny odcinek – zgodnie z niepisanymi regułami komiksu superbohaterskiego Invincible dostaje po głowie. Głównym antagonistą jest nikt inny jak Dinosaurus, który stwierdził, że „Las Vegas to za mało”! Kolejnym zrównanym z ziemią miastem ma być Los Angeles – koniec półśrodków, czas na zdecydowane ruchy. Mark Grayson ma bardzo utrudnione zadanie – przecież Dinosaurus to jego niedawny sprzymierzeniec, a on sam to persona non grata niemal na całym świecie. Pamiętacie dramatyczne starcie Marka z Conquestem w szóstym tomie? Tu jest jeszcze bardziej hardkorowo. A odcinki dziewięćdziesiąty dziewiąty i setny, wzorem legendarnej opowieści o śmierci Supermana (w Polsce wyszła nakładem TM-Semic w 1995 roku), składają się z całostronicowych i dwustronicowych, bardzo efektownych i przeładowanych akcją kadrów. Tak, to zdecydowanie przypomina walkę Doomsdaya i Supermana – czy skończy się tak samo, sprawdzicie sami. Choć w sumie łatwo się domyślić, skoro wiemy, że seria „Invincible” liczy sobie aż sto czterdzieści cztery odcinki, prawda?


Po prawdziwej eksplozji brutalności i naprawdę uroczym nawiązaniu do klasycznej opowieści z Supermanem mamy chwilę oddechu – druga połowa tomu jest spokojniejsza. Mimo wszystko i tak dużo się dzieje – ale nie zdradzę fabuły. I to wcale nie dlatego, że mógłbym zepsuć przyjemność z lektury. Chodzi o to, że Robert Kirkman tak naprawdę już nie zaskakuje – dziewiąty tom to po prostu powtórka z rozrywki i utrzymywanie status quo. Nie ma rewolucji, oszałamiających rozwiązań fabularnych czy radykalnych zwrotów akcji. To taki komiks „fabularnie bezpieczny”, który tak właściwie jest operą mydlaną w świecie wypełnionym superbohaterami. Kirkman nadal dba o to, aby obok akcji stricte „trykociarskiej” istniała ta „cywilna”, związana z osobistym życiem Marka Graysona i jego dziewczyny, a także jego rodziców przeżywających drugą młodość. I to właśnie w tej prywatnej sferze dzieje się najwięcej.


Ryan Ottley znowu odpowiada za całość oprawy graficznej. Krew leje się strumieniami, wnętrzności latają dookoła, a całość jest kolorowa, kreskówkowa i, co tu dużo mówić, lekko infantylna. Czyli znowu – standard, do którego jesteśmy przyzwyczajeni. No i bardzo dobrze! Tak ma być – „Invincible” to to samo przepyszne danie, które zamawiamy w ulubionej restauracji, bez ryzyka rozczarowania.

Zatem czytając kolejne tomy „Invincible’a”, nie powinniśmy spodziewać się rewolucji. Bardzo trudno zawieść się na komiksie Roberta Kirkmana i Ryana Ottleya – to pewniak, którego fani kupują bez zastanowienia. Zresztą kto wie, być może ostatnie trzy tomy całkowicie mnie zaskoczą – zakończenie serii było z góry zaplanowane. Skoro tak, to muszą być fajerwerki, po prostu muszą – status quo to za mało. Ale na to jeszcze trochę poczekamy.




Tytuł: Invincible. Tom 9
Scenariusz: Robert Kirkman
Rysunki: Ryan Ottley
Tłumaczenie: Agata Cieślak
Tytuł oryginału: Invincible Ultimate Collection Hardcover Vol. 9
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: Image
Data wydania: październik 2020
Rok wydania oryginału: 
Liczba stron: 320
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Format: 216 x 285
Wydanie: I
ISBN: 9788328198531

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza