wtorek, 29 września 2020

Palcojad. Tom 3

Ofiary popkultury

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Egmont kazał nam długo czekać na ostatni, trzeci tom „Palcojada” – minęło aż piętnaście miesięcy. Tom drugi wodził ciągle za nos i dużo obiecywał, ale całą odpowiedzialność zrzucił na trzeci. Tajemnice wciąż czekają na odkrycie – wybierzmy się do Buckaroo w Oregonie jeszcze jeden, ostatni raz.

Oto małe miasteczko, w którym bez przerwy pada i wszyscy bardzo dobrze się znają. Niby miejsce jakich wiele – takie zadupie w amerykańskim stylu, jak Castle Rock, Twin Peaks czy Haddonfield. Skojarzenia są słuszne – w Buckaroo dzieje się prawdziwy horror, trup ściele się gęsto a my co chwila dostajemy cliffhangerem po twarzy. Nicholas Finch, mocno doświadczony przez życie agent FBI, przy pomocy Shannon Crane, miejscowej pani szeryf, próbuje dowiedzieć się, dlaczego z tej małej, niepozornej mieściny pochodzi aż szesnastu brutalnych, seryjnych morderców. Ostatnim jest były facet Shannon – tytułowy Palcojad, obgryzający swym ofiarom palce aż do kości. Dwadzieścia odcinków, składających się na dwa pierwsze tomy, mnożyło pytania bez odpowiedzi. Dlaczego akurat Buckaroo? Jak to w ogóle możliwe? Co stoi za tymi wszystkimi wydarzeniami? Eksperyment rządowy? Klątwa? Czarna magia? Sekta? Kosmici? A może wprost nieprawdopodobny przypadek?



Ostatnie dziesięć odcinków, czyli omawiany dziś tom trzeci, kontynuuje opowieść i w końcu (w końcu!) zaczyna dawać odpowiedzi. Scenarzysta, Joshua Williamson, zdawał się budować całą mitologię – sztuczna aztecka (!) świątynia na dnie jeziora; rozległe katakumby w podziemiach obok miasteczka; zagadka wymarłych pszczół; tajemnicze zdjęcia z lat pięćdziesiątych, dotyczące jakiegoś „projektu Biała Kaplica” (swoją drogą niepotrzebnie to przetłumaczono – „Whitechapel” mówi nam o wiele więcej i fajnie nawiązuje do zagadki najsłynniejszego „seryjnego” w dziejach) i wreszcie nowy, siedemnasty „Rzeźnik z Buckaroo”, który zdaje się służyć komuś, kto ma swój własny plan co do miasteczka. Luźnych końców było co niemiara, co chwilę się o któryś potykaliśmy – w pewnym momencie nieoczekiwanych zwrotów akcji i zapowiedzi odkrycia „tajemnicy tak wielkiej, że odmieni oblicze świata” było tak dużo, że czuliśmy się po prostu zmęczeni. Joshua Williamson to miłośnik gry wstępnej – jest po prostu niezmordowany i bezlitosny, przez co zaczyna w pewnym momencie mocno drażnić. W tomie trzecim musiał przejść w końcu do rzeczy.


I przeszedł całkiem nieźle. W bardzo dobrym tempie, stopniowo i z odpowiednim wyczuciem odsłania kolejne karty – a w końcówce akcja przyspiesza tak mocno jak nigdy wcześniej. To bardzo udane, świetnie poprowadzone i bardzo filmowe rozwiązanie – nawet jeśli w ostatecznym rozrachunku nie jest tak zaskakujące jak można byłoby oczekiwać. Dużo większą rolę do odegrania ma, schowana do tej pory na drugim planie, nastolatka Alice a także sam Palcojad – w cień za to schodzi Nicholas Finch, który tak naprawdę, wydaje się w trzecim tomie całkowicie zbędny. Cały czas obecna jest szeryf Crane, która w mojej ocenie jest główną bohaterką całej opowieści – co podkreśla też to „spodziewane niespodziewane mocne zakończenie”.

Mike Henderson nadal sprawdza się w swojej roli – lekko kreskówkowy sposób rysowania postaci mocno kontrastuje ze skrajną makabrą i gore, które pojawia się teraz jeszcze częściej niż w pierwszych dwóch albumach. I znowu – jest tego tak dużo, że w pewnym momencie się na to uodparniamy i nie działa to tak jak powinno. Podobnie jest zresztą, na co zwracałem uwagę przy recenzji drugiego tomu, z cliffhangerami. Panowie autorzy ustawili sobie poprzeczkę bardzo wysoko, powiązanie wszystkich wątków wymagało naprawdę sporej pomysłowości i narracyjnej umiejętności. I jak? Poprzeczkę przeskoczyli, choć mocno ją trącili. Zaliczone. I choć czyta się to wszystko bardzo dobrze, intryga wciąga, zakończenie ładnie podsumowuje całość, to można się jednak przyczepić dużej dawki naiwności i małej wiarygodności finału. Komiksowe szaleństwo i spora umowność jakie znajdujemy na koniec z miejsca nas dystansuje, przypomina, że to totalna, komiksowa fikcja i każe mrużyć oczy.


Ale może to wszystko było celowe? „Palcojad” to komiks, który czerpie tak mocno z popkulturowych stereotypów, że nie da się do niego podejść całkiem poważnie. Czego tu nie znajdziemy – powieści o Hannibalu Lecterze, „Dextera”, „Krzyk”, „Siedem”, „American Psycho”, „Mindhuntera” i całą masę fabularnych klisz ze wszystkich slasherów świata. Williamson dobrze wie, że seryjni mordercy są często obiektem niezdrowej fascynacji i wykorzystuje to w komiksie. Jego wizja jest właśnie taka „mocno popkulturowa”, „seryjni” wyglądają, zachowują się i działają tak, jak nas nauczono, jak sobie to wszystko wyobrażamy. To tacy trochę celebryci, którzy nas pociągają choć powinni budzić odrazę. W Buckaroo jest nawet przemysł rozrywkowy związany z Rzeźnikami, możemy kupić sobie pamiątki – może jakieś oscypki w kształcie któregoś z nich albo ciupagę z wygrawerowanym pseudonimem.

Joshua Williamson, poprzez to trochę karykaturalne podejście, uświadamia nam jedną rzecz. Jesteśmy ofiarami popkultury, a świat, w którym żyją seryjni mordercy to nie jakaś równoległa rzeczywistość spleciona z naszą. Nie powinniśmy o tym zapominać.


Tytuł: Palcojad. Tom 3
Scenariusz: Joshua Williamson
Rysunki: Mike Henderson
Tłumaczenie: Jacek Żuławnik
Tytuł oryginału: Nailbiter. Deluxe Murder Edition, Volume 3
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: Image Comics
Data wydania: sierpień 2020
Liczba stron: 360
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Format: 175 x 265
Wydanie: I
ISBN: 9788328198500

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza