sobota, 12 listopada 2016

Przedrzeźniacz


Wydrążeni Ludzie

Głównym czynnikiem napędzającym rozwój technologii jest niewątpliwie skłonność człowieka do ułatwiania sobie życia. Od zarania dziejów, od rewolucji neolitycznej nasza rasa rozwija siebie i doskonali swoje narzędzia w jednym celu - aby przełamać linie oporu stawiane przez naturę i żyć po prostu wygodnie, dostatnio i w błogim zadowoleniu. Walter Tevis w powieści Przedrzeźniacz pokazuje wizję świata, w którym to dążenie przyniosło efekty w stopniu, o którym chyba nikomu się nie śniło.

W XXV wieku ludzkość pozbyła się już wszelkich niedoborów materialnych, technologia rozwinęła się do tego stopnia, że ludzie nie pracują - robią to za nich roboty. Potrzeby fizyczne zaspokojone, można oddać się przyjemnościom. Ale coś jeszcze przeszkadza - bo przecież nie tylko dyskomfort wynikający z oporu natury wobec naszego hedonizmu jest nam niemile widziany. Chcemy być również wolni od trosk, zmartwień i dyskomfortu psychicznego. Nic prostszego - wspaniali naukowcy wynaleźli sopor, środek tłumiący emocje i wprowadzający człowieka w stan apatii wobec otoczenia. Administrację, produkcję, służbę publiczną oddano w ręce robotów, szczytowego osiągnięcia technologii człowieka. Nie ma nauki, szkolnictwa, sztuki, literatury, nikt nie umie czytać. Wprowadzono prawa Poszanowania Prywatności, mające na celu raz na zawsze rozwiązać tzw. "dylemat jeża", czyli paradoks dążenia ludzi do bycia razem, co skutkuje jednak ciągłym wzajemnym ranieniem się i cierpieniem. Ludzie zamykają się coraz bardziej we własnych mini-światach, przyrastają do fotela przed telewizorem, nie dbając o rozwój intelektualny. Bo po co?


W takim świecie przyszło żyć głównym bohaterom powieści. Android klasy 9, Bob Spofforth, najdoskonalszy w historii  robot, utworzony w fabryce z wykorzystaniem mózgu faktycznie żyjącego człowieka, ale obarczony przez to nawiedzającymi go snami-echami tej odziedziczonej jaźni, zajmujący się, m. in., nadzorowaniem dystrybucji soporu. Paul Bentley, typowy na pierwszy rzut oka przedstawiciel społeczeństwa, dziecko swoich czasów, które jednak stanowi swego rodzaju kuriozum w świecie analfabetów - potrafi czytać. I im więcej czyta, tym więcej otaczającego go absurdu zauważa. Mary Lou, buntowniczka, dezerterka z tzw. internatu, miejsca masowej indoktrynacji młodego pokolenia. 

Autor, podobnie jak inni twórcy książek z gatunku dystopii, ekstrapoluje trendy społeczne czasów, w których przyszło mu pisać i tworzy wizję wielce przygnębiającą. W wydaniu Tevisa jest ona dodatkowo wywiedziona z bardzo osobistych doświadczeń. Pisząc Przedrzeźniacza zmagał się z uzależnieniem od alkoholu i narkotyków, które podobnie jak sopor odrywały go od rzeczywistości i wprowadzały w stan idyllicznego, lecz w gruncie rzeczy fałszywego błogostanu. Ponadto jako wieloletni wykładowca literatury angielskiej na Uniwersytecie w Ohio i osoba, dla której życie bez książek nie było życiem, był przerażony swoimi obserwacjami społeczności akademickiej. Czytanie zanikało, wysoka sztuka była w odwrocie, a codzienność studenckiego życia zdominowały proste (wg Tevisa wręcz prostackie) rozrywki, wspomagane w głównej mierze przez nowinki technologiczne. Nie w technologii jednak autor upatrywał problemu, lecz w ludziach, którzy niczym wydrążone skorupy, puste powłoki zapominają o własnym człowieczeństwie. No, może lekko w swej wizji przesadził - ale czy nie jest tak, że kształt obecnego świata nieco jego obawy potwierdza?

Przedrzeźniacz nie ma takiej siły rażenia jak inne słynne dystopie XX wieku. Jak dla mnie - nie musi. Zdobył mnie jednym konceptem, który go wyróżnia. Otóż w 1984, Nowym Wspaniałym Świecie czy Fahrenheit 451 ludzie są świadomi tego, że mają kajdany i mogą próbować je zdjąć. Mają sprecyzowanego ciemiężyciela, który ich uciska i wobec którego może powstać ruch oporu. Przynajmniej mogą z nim walczyć, mają taką możliwość. U Tevisa takiego tworu nie ma, ludzie są nieświadomi istniejącego problemu, sami sobie zgotowali ten los poprzez nakładające się na siebie i rozłożone w czasie niedopatrzenia, drobne pomyłki, złe decyzje, które z początku wydawały się dobre. Ostatecznie, jak po równi pochyłej zmierzamy wprost do zagłady, inercja tych wszystkich elementów jest już nie do powstrzymania. 

Autor przywołuje w powieści słynny fragment wiersza Thomasa Stearnsa Eliota:
"I tak właśnie kończy się świat. Nie z hukiem lecz skomleniem". 
Idealnie oddaje to ducha powieści. Potencjalny koniec świata może być tak żałosny, jak żałosna może stać się ludzka rasa. Walter Tevis jednak mimo wszystko wierzy w humanizm człowieka, w siłę jednostek, od których może rozpocząć się naprawa sytuacji, liczy na ludzką niechęć do ucieczek w para-solipsystyczne izolacje, ufa w nasz rozsądek i umiar w zawierzeniu technologii i ostatecznie, jako akademik, pokłada nadzieję w słowo pisane. Bo to książki w Przedrzeźniaczu stanowią najstabilniejszy punkt oparcia.

Recenzja zamieszczona pierwotnie na Szortal

Tytuł: Przedrzeźniacz
Tytuł oryginału: The Mockingbird
Autor: Walter Tevis
Tłumaczenie: Robert Waliś
Wydawca: MAG
Seria: Artefakty
Data premiery: lipiec 2015
Liczba stron: 256
ISBN: 9788374805506

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz