czwartek, 21 listopada 2019

Inna Ziemia

„I Have a Dream”

Artykuł został opublikowany pierwotnie na portalu Esensja w cyklu „Na rubieżach rzeczywistości”.

Po fantasmagorycznej i wpędzającej w konfuzję podróży przez mroczny umysł Palmera Eldritcha przyszła pora na coś bardziej przystępnego. „Inna Ziemia” jest powieścią „Dicka zaangażowanego” w sprawy polityczne i społeczne. Autor nie kwestionuje tu rzeczywistości ani razu – odchodzi od swego idée fixe, aby skomentować sytuację na świecie i podzielić obawami co do jego przyszłości.

„Inna Ziemia” to kolejna powieść, która powstała jako rozszerzenie wcześniej napisanego, krótszego tekstu. Sytuacja jest tu jednak jeszcze ciekawsza niż poprzednio. W 1954 roku Dick napisał krótką historię o facecie, który używa urządzenia zwanego „jiffi–scuttlerem”, służącego to przenoszenia się na dowolną odległość z wykorzystaniem zakrzywienia czasoprzestrzeni (!). „Prominent Author” (w Polsce znany jako „Wybitny autor” ze zbioru „Wariant drugi”) to jednak nie jedyna inspiracja. W „Raporcie mniejszości” znajdziemy jeszcze dwa inne opowiadania – „Rezerwowy” oraz jego sequel zatytułowany „Co zrobimy z Raglandem Parkiem?” – w których poznajemy historię bardzo nietypowej kampanii prezydenckiej i inwazji z kosmosu na świat rządzony przez zdehumanizowaną technokrację.

We wrześniu 1963 roku Dick miał już gotowy tekst do noweli (jeszcze nie finalnej powieści), która łączyła wątki z trzech wspomnianych opowiadań – kilka miesięcy później „Cantata 140” ukazuje się drukiem w słynnym magazynie „The Magazine of Fantasy & Science Fiction”. Autor postanowił po jakimś czasie rozbudować tę historię – jako dwukrotnie dłuższa i pełnoprawna powieść ukazuje się ona nakładem „Ace Books” w 1966 roku pod tytułem „The Crack in Space”. I dokładnie tę wersję znamy w Polsce pod tytułem „Inna Ziemia”.


Mamy rok 2080, świat walczy z kryzysem ekonomicznym i gigantycznym przeludnieniem. Miliony ludzi zostały „uśpione” i czekają w podziemnych bunkrach na lepsze czasy – dziwnym trafem są to sami Latynosi, Murzyni i inne mniejszości etniczne (noszące miano „Cols” od „coloured”). Aborcja jest wskazana i wręcz zalecana a nad planetą krąży „rozwiązanie” kwestii ogólnoświatowego popędu seksualnego. Są to „Złote Wrota Chwil Rozkoszy”, czyli wielka asteroida–dom publiczny z tysiącami specjalnie wyselekcjonowanych pracownic (czemu nie pracowników?). Ma ona za zadanie skanalizować ludzką (czyli męską) chuć i hamować tym sposobem przyrost naturalny. Na tragicznej sytuacji naszej planety korzystają wielkie korporacje – oprócz wspomnianego, wielkiego burdelu na orbicie, funkcjonują też firmy zajmujące się usypianiem nadmiarowej części populacji oraz te, które zarabiają na aborcji. Jeszcze innym przedsiębiorstwem jest firma zajmująca się serwisem jiffi–scuttlerów. Jeden z jej pracowników, podczas naprawy takiego urządzenia, znajduje w nim tytułowe „pęknięcie w przestrzeni” – wrota prowadzące do miejsca, które okazuje się później naszą planetą, ale z innego, równoległego wszechświata.


„Inna Ziemia” jest typowym przykładem powieści z olbrzymią liczbą bohaterów i wątków pobocznych. Najważniejszą postacią, niosącą tak naprawdę większość dickowego przesłania, jest Jim Briskin, pierwszy czarnoskóry kandydat na prezydenta w historii Stanów Zjednoczonych. Briskin jest tradycjonalistą, któremu nie podoba się kierunek w jakim podążyła cywilizacja. Jego celem jest wybudzenie uśpionych, znalezienie im nowego obszaru do życia, delegalizacja aborcji oraz zakończenie działalności „Złotych Wrót”, czyli miejsca, które odebrało seksualności jej tradycyjną, pierwotną rolę – prokreację. Briskin jest oczywiście sam przeciw wszystkim – biznesmeni żyjący z problemów przeludnionej Ziemi, nie mogą pozwolić sobie na takiego prezydenta. Gdy Briskin dowiaduje się o odkryciu przejścia do równoległego świata, wydaje mu się, że znalazł rozwiązanie światowego problemu – uśpieni mogą przecież skolonizować alternatywną Ziemię. Niestety okazuje się ona zamieszkała przez potomków pitekantropów, które w tej wersji rozwoju naszej planety wyparły homo sapiens i przejęły ją we władanie. Ich cywilizacja jest o wiele mniej rozwinięta niż nasza, więc mogą tylko skorzystać na naszej obecności. Będzie wspaniale, prawda? Prawda?

Philip K. Dick wyraźnie odniósł się w tej powieści do sytuacji politycznej i społecznej współczesnej mu Ameryki. On po prostu pisze o swoich czasach przeniesionych do roku 2080, kiedy to być może będzie można wybrać Afroamerykanina na stanowisko prezydenta USA – co w latach sześćdziesiątych było nie do pomyślenia. Dick przestrzelił tutaj o siedemdziesiąt dwa lata, w końcu Barack Obama już w 2008 roku z okrzykiem „Yes, we can!” chciał zmieniać Amerykę. Jim Briskin mierzy się jednak z zupełnie innymi problemami niż Obama. Czy ma szansę realizację swoich postulatów? Dick twierdzi, że „No, he can’t”.


O czym pisze autor „Innej Ziemi”? Po pierwsze o niesprawiedliwości ekonomicznej, nierównym dostępie do korzyści wynikających z rozwoju gospodarczego, kumulacji dóbr u wąskiej grupy społecznej i uzależnieniu Amerykanów od rynku i pieniądza. Ludzie w powieści zachowują się w większości przypadków jak automaty, przedkładające rachunek zysków i strat ponad moralność i humanizm. Gdy w powieści pojawia się latynoska para, która po prostu chce urodzić dziecko i wychować je na przeludnionej Ziemi, wydaje się ona oderwana od rzeczywistości. Nikt nie jest zainteresowany zmianą status quo – ba, wręcz przeciwnie, taka zmiana uderzyłaby w interesy najbardziej wpływowych korporacji.

Dick zastanawia się też nad mechanizmami demokracji. Jim Briskin wydaje się być kandydatem, który może reprezentować interesy naprawdę szerokiej społeczności, głównie tego jej marginalizowanego do tej pory odłamu. Ale gdy ostatecznie zostaje wybrany na to stanowisko i tak nie ma realnej możliwości zmiany zastałej sytuacji. Polityka ignoruje bowiem rozsądek i człowieczeństwo – ludzie są przedmiotem rozgrywek władzy na najwyższych szczeblach, gdzie nie liczy się nic poza jej utrzymaniem. Briskin może i jest pełen dobrych chęci, ale w ostatecznym rozrachunku nie ma szans na faktyczną realizację swoich postulatów.


Jeszcze innym zagadnieniem poruszanym w powieści jest rasizm. Partia Czystości popierająca obecnie rezydującego prezydenta Billa Schwarza (swoją drogą nazwisko nadane wyjątkowo przekornie) zrobi wszystko, aby Jim Briskin nie został jego następcą. Jednak wszystkie rasowe uprzedzenia bledną w momencie, gdy ludzkość uświadamia sobie kto dokładnie zamieszkuje alternatywną Ziemię. „Nowi ludzie”, te słabo rozwinięte małpoludy, stają się ofiarami nowej polityki kolonizacyjnej świata. Ich obecność daje nowe pole popisu dla rasizmu i uprzedzeń – różnice między białymi, żółtymi i czarnymi przestają istnieć w obliczu takiej odmienności. Ludzie przyszłości są jak konkwistadorzy (powracamy tu ideowo do omawianej już powieści – „Dr Futurity”), wszyscy nagle stają się jednokolorowi, a „tamci” – dzikusy z drugiej strony pęknięcia w przestrzeni – są teraz Murzynami wszechświata. A raczej multiwszechświata.

„Inna Ziemia” została napisana w pierwszej połowie lat sześćdziesiątych. W Stanach Zjednoczonych zaczynała się rewolucja seksualna, a ruch praw obywatelskich maszerował na Waszyngton. Philip K. Dick powtarza słowa wielkiego lidera ruchu, Martina Luthera Kinga – „I Have a Dream”. Ten sen jest jednak zupełnie pozbawiony optymizmu.



Tytuł: Inna Ziemia
Tytuł oryginalny: The Crack in Space
Autor: Philip K. Dick
Tłumaczenie: Marta Koźbiał
Wydawca: Amber
Data wydania: 1999
Rok wydania oryginału: 1966
Liczba stron: 176
ISBN: 8371699654

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza