wtorek, 26 marca 2019

Conan i skrwawiona korona

Conan dojrzały


„Conan i skrwawiona korona” jest drugim tomem opowiadań Roberta E. Howarda o najsłynniejszym bohaterze sword & sorcery w historii. Po dużej dawce krótszych form, które mogliśmy przeczytać w „Conanie i pradawnych bogach”, tym razem otrzymujemy tylko trzy historie – dwa długie opowiadania oraz jedną mini-powieść. Do tego, jak to zwykle u Howarda w Rebisie, mnóstwo niedokończonych szkiców, wprawek pisarskich, będących pierwowzorami wszystkich trzech opowieści oraz oczywiście świetna przedmowa i posłowie. Wszystko to zgodnie z ideą jak najwierniejszego oddania pierwotnych tekstów autora, wraz z jego (prawdopodobnymi) błędami rzeczowymi (sic!). Wszystkie trzy historie ukazały się po raz pierwszy w połowie lat trzydziestych w słynnym, pulpowym magazynie „Weird Tales” i przedstawiają postać Conana z różnych okresów życia.



„Ludzie czarnego kręgu” ukazali się pierwotnie w trzech częściach – we wrześniu, październiku i listopadzie 1934 roku. Conan przebywa w górzystym Afghulistanie, gdzie dowodzi jedną z band tamtejszych górali. Dzicy wojownicy pozostają w ciągłym konflikcie z najbardziej wysuniętą ku górom prowincją Imperium Vendhyi – olbrzymiego państwa, którego młody władca właśnie umarł w niewyjaśniony i sugerujący udział czarnej magii sposób. Conan porywa Devi Yasminę, siostrę zmarłego króla, aby przehandlować ją na uwięzionych przez vendhyjczyków pobratymców. Do gry jednak włączają się straszni magowie stojący za śmiercią króla – Czarni Wróże z Yimsy oraz będący z nimi w niestabilnym sojuszu spiskowcy z sąsiedniego królestwa – Turanu. Sojusze się zmieniają, spiski zostają zdemaskowane i założone na nowo w innym układzie sił. W środku tego wszystkiego Conan ociekający krwią i ze swą branką pod pachą (która jest tu najbardziej samodzielną i „charakterną” z wszystkich towarzyszek Conana), a w tle kilkudziesięciotysięczne armie zwarte w morderczej bitwie.


„Godzina smoka” to najdłuższa i najbardziej złożona fabuła z Conanem w roli głównej, jaka wyszła spod pióra Roberta E. Howarda. Jest to, wydana rok później (również w odcinkach), mini powieść oparta na praktycznie takim samym szkielecie fabularnym co „Szkarłatna cytadela”, którą mogliśmy znaleźć w „Pradawnych bogach”. Czterej spiskowcy, za pomocą prastarego, potężnego, magicznego artefaktu, zwanego „Okiem Ahrimana” przywracają do życia, najpotężniejszego chyba czarnoksiężnika z jakim kiedykolwiek przyszło się mierzyć Conanowi – Xaltotuna, dawnego władcę starożytnego i na poły już legendarnego królestwa Acheronu. To mityczne miejsce już nie istnieje, kontynenty zmieniły swe położenie i inne ludy żyją teraz na tych terenach – mamy czasy Ery Hyborykskiej. Epokę, w której sąsiedzkie imperia – Nemedia i Aquilonia – prężą naprzeciw siebie muskuły a dookoła nich, mniejsze kraje próbują wyrwać jak najwięcej dla siebie. Spiskowcy chcą najpierw podstępem przejąć tron Nemedii, aby potem rzucić wyzwanie królowi Aquilonii – niebieskookiemu, niepokonanemu barbarzyńcy, który bez koneksji, samą tylko charyzmą i siłą objął tron tego największego królestwa ówczesnego świata. 


„Wiedźma się narodzi”, opowiadanie wydane w grudniu 1934 roku, jest dość nietypowe. Conan jest tu postacią niemal drugoplanową, oddaje pola głównej bohaterce, królowej Khauranu – Taramis. Królowa dowiaduje się pewnego dnia, że ma konkurentkę – własną, porzuconą kiedyś na pustyni siostrę bliźniaczkę, Salome. Salome jest wiedźmą, wyszkoloną w dalekim Khitaju, która dzięki czarom zajmuje miejsce siostry i zaczyna gnębić lud królestwa przy udziale swego poplecznika Constantiusa. Pierwszą z ofiar bezlitosnego najemnika jest czarnowłosy, dobrze nam znany olbrzym z Cymmerii – dowódca straży pałacowej Taramis. Zdjęty w ostatniej chwili z krzyża, gdzie miał dokonać swego żywota, poprzysięga zemstę i zdemaskowanie uzurpatorki. Nie jest jednak głównym motorem napędowym rebelii. Jest – inaczej niż to było do tej pory – jednym z wielu uczestników wydarzeń.

Conan jest już bardzo dojrzałym człowiekiem. Nie włóczy się bez celu po pustkowiach, nie umyka po kryjomu z ukradzionym łupem i nie odbywa podróży do nieznanych, wyrzuconych poza nawias cywilizowanego świata, białych obszarów na mapie. Conan tkwi w środku cywilizacji jako znany powszechnie szanowany wódz góralskiego plemienia, pałacowy strażnik na żołdzie królowej czy wręcz jako król największego imperium świata. Widać jednak wyraźnie, że czuje się obcy i samotny, gdziekolwiek by się nie udał – nie dla niego blichtr i błyskotki. Jako reprezentant „barbarii” jest jednak takim człowiekiem jakiego zepsuty, zakochany we władzy i pieniądzu, świat potrzebuje. To Conan jest „sznurem scalającym słomiany snop ludu Aquilonii”, bez którego ten wielki kraj momentalnie staje w ogniu wojen domowych i idzie w rozsypkę. Człowiek pełen życia, energii witalnej, odwagi i doświadczenia jest o wiele ciekawszy niż najwięksi nawet królowie cywilizowanych narodów. Cóż bowiem oni widzieli, czego doznali, zamknięci w swych złotych komnatach w porównaniu z Cymmeryjczykiem?


Robert E. Howard patrzy z uznaniem na pierwotne, barbarzyńskie ludy nadając im cechy wynoszące ich zdecydowanie ponad narody żyjące w ułożonym, posegregowanym i zhierarchizowanym świecie. Pisze o wydarzeniach, które osadza w świecie starym, mitycznym, całkowicie fikcyjnym – ale jakby dobrze znanym i świetnie rozpoznawanym. W przedmowie do „Skrwawionej korony” Rusty Burke pisze o tym, że pod tą fantastyczną przykrywką kryją się „elżbietańscy piraci, irlandzcy łupieżcy, berberyjscy korsarze, amerykańcy pogranicznicy, kozaccy rozbójnicy, egipscy czarownicy i średniowieczni rycerze”. Dobrze wiemy, że Vendhya to Indie, Stygia – Egipt, Aquilonia i Nemedia – zachodnia Europa, Iranistan – Iran, Afghulistan – Afganistan a Himeliany to Himalaje. Dzięki temu zabiegowi eskapistyczne zadanie prozy Howarda spełnia swe zadanie znakomicie. 

Wszystkie trzy historie z omawianego tomu oparte są na dość podobnym schemacie. Czarna magia użyta zostaje do naruszenia i zniszczenia zastałego, politycznego układu sił. Zawiązuje się spisek, kierowany pośrednio przez złowrogą, mroczną postać władająca nadnaturalnymi mocami, w wyniku którego Conan dostaje potężnego łupnia i ledwo wstaje z ziemi. Cymmeryjczyk ucieka, liże rany i rzuca wyzwanie czarnej magii, z którą rozprawia się sam, albo z małą pomocą innych (w ostatnim opowiadaniu raczej z bardzo dużą pomocą) w epickim zakończeniu, gdzie ścierają się całe zastępy a ziemia drży pod kopytami koni. 

Dziś, po ponad osiemdziesięciu laty od publikacji, można czepiać się tej schematyczności (i kilku innych rzeczy również zresztą). Można też uciec od szarej rzeczywistości w czarno-białe, dobrze znane światy eskapizmu ekstremalnego, gdzie najwłaściwszymi odpowiedziami na wszystkie pytania, są te najprostsze.


Tytuł: Conan i skrwawiona korona
Tytuł oryginalny: The Bloody Crown of Conan
Autor: Robert E. Howard
Tłumaczenie: Tomasz Nowak
Wydawca: Rebis
Data wydania: sierpień 2012
Rok wydania oryginału: 2004
Liczba stron: 516
ISBN: 9788375108828

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza