sobota, 27 stycznia 2018

Kiedy była porządną dziewczyną

Jajo mądrzejsze od kury?

Główną bohaterką książki „Kiedy była porządną dziewczyną” jest kobieta. Po raz pierwszy jak do tej pory – przynajmniej jeśli weźmiemy pod uwagę powieści Philipa Rotha z najnowszej serii Wydawnictwa Literackiego.  Lucy Nelson urodziła się mniej więcej w połowie lat trzydziestych dwudziestego wieku w rodzinie, do której wyjątkowo trafnie pasuje porzekadło, że z nią „najlepiej wychodzi się na zdjęciach”.

Jej ojciec to pijak-pasożyt, który nie potrafi zapewnić bytu rodzinie. Bije żonę, okrada swojego teścia, który łaskawie przyjął go pod swój dach i przesiaduje w knajpie. Matka jest kobietą ubezwłasnowolnioną, nie potrafiącą postawić się mężowi. A może wcale nie chce, może ten emocjonalny masochizm jej odpowiada? Dziadkowie Lucy, to ludzie z zasadami, o których bardzo głośno mówią, ale rzadko kiedy w pełni wprowadzają je w życie. To kołtuny, które doprowadziły dulszczyznę do perfekcji. „Wszystkie problemy musimy załatwić pod własnym dachem, do porządnego domu nie przyjeżdża policja”. Na zewnątrz uśmiech dla sąsiada, wewnątrz zgnilizna i zakłamanie.

Lucy nie godzi się na taki układ. Nienawidzi ojca, nie rozumie postawy matki, przeraża ją dwulicowość dziadków. Gdy poznaje młodego chłopaka, weterana II wojny światowej, Roya Bassarta i zaczyna darzyć go uczuciem, postanawia, że nie popełni błędów swoich rodziców. Życie jednak bardzo mocno weryfikuje jej założenia – Lucy szybko zachodzi w ciążę i razem z Royem muszą ułożyć sobie życie na nowo. Jak na porządnych członków amerykańskiej społeczności przystało. Jednak Roy to duże dziecko, mistrz słomianego zapału, facet-beksa, pozostający pod głębokim wpływem swojej równie zakłamanej rodziny.

Philip Roth opowiada emocjonującą historię amerykańskich rodzin splecionych w ciągłej walce o to, aby wszystko było „słuszne”, „porządne” i „amerykańskie”. W tym ufundowanym na fałszu świecie funkcjonuje Lucy, pierwowzór Merry Levov z „Amerykańskiej sielanki”. Kobieta, która przez całe życie buntuje się przeciwko zastanemu porządkowi, przeciwstawiając mu swoje własne ideały. I jest w tym konsekwentna aż do przesady. Zacietrzewienie i egotyzm tej postaci przypomina mi nieco głównego bohatera filmu „Into the wild” w reżyserii Seana Penna. Fabuła filmu, oparta na prawdziwych wydarzeniach z życia Christophera McCandlessa, to studium negacji rzeczywistości. Jej sednem jest ucieczka od prawdziwego życia, gdzie nie ma tak naprawdę ideałów, lecz ciągłe kompromisy i wartości, będące wypadkową ludzkich interakcji, działań i wzajemnych stosunków. McCandless tak uciekał i gardził światem, że umarł z głodu w głuszy na Alasce. A u Lucy bardzo szybko zaczynamy dostrzegać tę samą, oderwaną od rzeczywistości i zdrowego rozsądku, destrukcyjną siłę. Zapomina ona, że nikt nie żyje w próżni, że nie da się funkcjonować zamykając się we własnej idealnej wizji świata.


Jednak powieść Rotha to nie tylko historia najbardziej irytującej protagonistki w historii jego twórczości. To studium całego amerykańskiego społeczeństwa lat czterdziestych. Roth pisze o nieustannym konflikcie pokoleń, który zawsze był i zawsze będzie. Dziadek Lucy, Willard, jest człowiekiem, który roztaczał nad swoją córką (a teraz roztacza nad wnuczką) parasol chroniący przed życiem w każdym jego aspekcie. Nigdy nie pozwolił dorosnąć matce Lucy, teraz nie pozwala jej samej. Jej babcia to pani Dulska co się zowie, „byleby tylko sąsiad nic nie zobaczył”. Rodzice zawsze wiedzą lepiej, robią to wszystko z źle uzasadnianej troski. Najlepiej gdyby dzieci zawsze robiły to co się im każe, przecież nie potrafią myśleć samodzielnie. Rodzice nie pozwalają dojrzeć swoim dzieciom, one dorastają dopiero wtedy, gdy są z dala od nich. Ciągłe upupianie zbiera swoje żniwo, wypuść czterolatka na ruchliwą ulicę – jak to się może skończyć? 

Młodzi nie chcą żyć jak rodzice, chcą o sobie samostanowić. Powtarzają jednak dokładnie te same błędy co starsze pokolenie – nacisk społeczności, rodziny i tradycji jest nie do odparcia. Co to znaczy „być porządną dziewczyną”? A no to, żeby robić zawsze to co słuszne. Jednak „słuszne” jest subiektywnym, wynaturzonym konstruktem, nie zawsze znaczącym „to co właściwe”. „Słuszne” postępowanie wpycha nas w ramiona niekochanej osoby, niszczy życie. Rodzicielski parasol paradoksalnie przyspiesza samodzielny start. Nieprzygotowani do samodzielnego życia młodzi ludzie pragną go tak mocno, że wyskakują z gniazda przedwcześnie. A latać nie potrafią. Nie pozwolono im się nauczyć.

„Kiedy była porządną dziewczyną” to historia bardzo smutna i tragiczna w ostatecznym rozrachunku. Lucy jest skrajnym przypadkiem osoby wychowawczo stłamszonej i w wyniku tego, tak bardzo idealizującej swoje i tylko swoje racje, że budzi wręcz litość i trwogę. To zachłanna despotka, skrajna egotystka, niedojrzała dorosła. Philip Roth nie ocenia, nie krytykuje, nie stawia diagnoz. Każe tylko odpowiedzieć sobie na pytanie: kto ma tu rację? I dlaczego nikt?



Tytuł: Kiedy była porządną dziewczyną
Tytuł oryginalny: When she was good
Autor: Philip Roth
Tłumaczenie: Cecylia Wojewoda
Wydawca: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: sierpień 2017
Rok wydania oryginału: 1967
Liczba stron: 392
ISBN: 9788308063323

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza