wtorek, 5 maja 2026

Coś zabija dzieciaki. Tom 9

Trzecia faza


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Coś znowu zabija dzieciaki – tym razem po rocznej przerwie. James Tynion IV i Werther Dell’Edera wracają po raz kolejny do nastoletnich lat Eriki Slaughter, kiedy to terminowała już u jednej z łowczyń Domu Slaughterów – Jessiki. Stare tajemnice i nierozwiązane sprawy powracają – jak zwykle w najmniej odpowiednim momencie.

To już dziewiąty tom serii! Musieliśmy na niego czekać cały rok – w recenzji tomu ósmego pisałem o tym, że kontynuacja nie nastąpi zbyt szybko. Zamykający go odcinek czterdziesty domknął swego rodzaju „drugą fazę” serii, przenosząc nas o kilkanaście lat wstecz, kiedy to Erica Slaughter dopiero rozpoczynała swą karierę łowczyni potworów. Omawiany dziś tom zawiera odcinki od 41 do 45, wydane po kilkumiesięcznej przerwie, podczas której czytelnicy zastanawiali się, czy seria będzie w ogóle kontynuowana – wszak czuć już było zmęczenie materiału.


Ale nie – Tynion IV i Dell’Edera powrócili - i to z przytupem. Nadal jesteśmy w czasach nastoletniego życia Eriki; razem z Jessicą Slaughter musi ona wybrać się do tajemniczego domu na Górze Valmont, w okolicach którego pojawia się coraz więcej zmasakrowanych zwłok. Jessica nie mówi wszystkiego swojej podopiecznej, ale my już wiemy przynajmniej dwie rzeczy. Mentorka Eriki nie jest w najlepszej formie psychicznej i ma problemy z alkoholem. Dodatkowo ukrywa pewne fakty ze swej przeszłości – była już w domu na Górze Valmont, kiedy sama miała kilkanaście lat i razem ze swoją koleżanką Cecilią (znamy ją bardzo dobrze z tomu trzeciego) uczyła się walki z potworami od swojej mistrzyni. W Domu Slaughterów pojawia się napięcie – tam też wiadomo, że powrót Jessiki do miejsca, w którym wydarzyło się prawdopodobnie coś bardzo złego, nikomu nie jest na rękę.


James Tynion IV rozpoczął tym samym trzecią fazę serii. Dłuższa przerwa była najwidoczniej potrzebna – dziewiąty tom „Coś zabija dzieciaki” czyta się świetnie. Widać, że autor ma pomysł na nową historię i dawkuje ją bardzo powoli. Jesteśmy na jej początku, więc mało tu horroru, a więcej niepokojącego napięcia, chyba największego jak do tej pory. Erica oddaje nieco pola Jessice – obie są tak naprawdę głównymi bohaterkami komiksu. Poza tym widać swego rodzaju powrót do źródeł – do wypróbowanego schematu „małe miasteczko, izolacja, tajemnicze zgony, przybysze znikąd”. Motyw może i ograny, ale czy komukolwiek to przeszkadza? Zwłaszcza że James Tynion IV umie recyklingować popkulturę jak mało kto.

Werther Dell’Edera jest najlepszym rysownikiem, jakiego można by wybrać do tego rodzaju narracji. W dwóch poprzednich tomach nie był w najlepszej formie, zwracałem uwagę na jego niedociągnięcia, chyba pośpiech i zbyt daleko idące uproszczenia. Teraz jest lepiej, tak jakby rysownik dostał tego samego motywacyjnego kopa co scenarzysta. Lektura dziewiątego tomu była dla mnie udanym doświadczeniem. Seria na chwilę zgubiła kierunek – ale wygląda na to, że właśnie znalazła mapę. Ocena może nieco na wyrost, ale chcę dać trzeciej fazie „Coś zabija dzieciaki” kredyt zaufania – was też do tego namawiam.


Tytuł: Coś zabija dzieciaki. Tom 9
Scenariusz: James Tynion IV
Rysunki: Werther Dell’Edera
Tłumaczenie: Paweł Bulski
Tytuł oryginału: Something is Killing the Children #41-45
Wydawnictwo: Non Stop Comics
Wydawca oryginału: Boom! Studios
Data wydania: luty 2026
Liczba stron: 144
Oprawa: miękka
Papier: kredowy
Format: 170 x 260
Wydanie: I
ISBN: 9788368542158

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz