niedziela, 3 maja 2026

Lolita

Zło w pięknym przebraniu


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Jeszcze nie tak dawno pisałem o najohydniejszym bohaterze powieści, z jakim miałem do czynienia – Patricku Batemanie z „American Psycho”. Teraz nadchodzi kolejny – Humbert Humbert ze słynnej i przeanalizowanej wzdłuż i wszerz „Lolity” Vladimira Nabokova. Który gorszy? Trudno wyrokować – w końcu żaden nie jest narratorem wiarygodnym. Każdy z nich przedstawia swoje losy w sposób skrajnie subiektywny, a spora część ich relacji może (choć nie musi) okazać się kłamstwem (bez znaczenia czy zamierzonym, czy nie). Humbert wydaje się jednak bardziej realny i przez to – zdecydowanie bardziej odrażający.

Gdy Nabokov szukał wydawcy dla „Lolity” spotykał się z regularnymi odmowami. Jeden z nich powiedział mu nawet, że gdyby ta powieść ujrzała światło dzienne wszyscy zaangażowani skończyliby w więzieniu. Jest ona zbiorem wspomnień europejskiego intelektualisty oczekującego w więzieniu na proces w sprawie o zabójstwo. „Lolita” to jego spowiedź życia obejmująca okres, kiedy to osiadł w Nowej Anglii z zamiarem napisania powieści. Humbert od samego początku przyznaje, że fascynują go „nimfetki”, czyli dziewczynki w wieku 12-15 lat, które w jego pokręconym umyśle jawią się jako wiodące na pokuszenie, emanujące seksem istoty. Humbert jest po prostu pedofilem i wcale się z tym nie kryje – tłumaczy tylko, że najprawdopodobniej ukształtowany został przez nieszczęśliwą miłość swej do zmarłej przed laty trzynastoletniej przyjaciółki Annabell. Czytelnik staje się ławnikiem w procesie życia Humberta, a on sam przeprowadza długą mowę obronną we własnej sprawie.


Trzydziestosiedmioletni Humbert „zakochuje się” w Dolores, dwunastoletniej córce Charlotte Haze, u której wynajmuje pokój. Jego fascynacja „Lolitą” – bo takie miano nadaje Dolores – szybko przeradza się w niebezpieczną obsesję. Humbert robi wszystko, aby zaspokoić swoje żądze – kłamie, manipuluje, nawet żeni się z Charlotte, aby być blisko jej córki. „Lolita” napisana jest w narracji pierwszoosobowej, w bardzo emocjonalnym, egzaltowanym i przesadnym stylu. Vladimir Nabokov wciąga nas tym samym do zepsutego, mocno oderwanego od rzeczywistości umysłu. Co charakterystyczne – Humbert pisze w genialnym, literackim stylu (jak sam Nabokov), używa inteligentnych metafor, nie używa wulgaryzmów, ani żadnych dosadnych i szokujących opisów – jak nomen omen przywoływany na początku recenzji Patrick Bateman. Tym bardziej jednak jego relacja uderza w czytelnika, wywołuje zgrozę i gwałtowny odruch sprzeciwu wobec jego poczynań i tłumaczeń.

Humbert Humbert jest skrajnym przypadkiem „niewiarygodnego narratora”. Manipuluje nie tylko innymi bohaterami powieści ze szczególnym wskazaniem na Dolores. Robi to również z czytelnikiem, stosując wszystkie zabiegi erystyczne, estetyczne i językowe charakterystyczne psychopatom i socjopatom. Sam zresztą zdaje się ulegać własnej manipulacji – czasem mamy wrażenie, że doskonale zdaje sobie sprawę ze zła jakie czyni a czasem zdaje się być święcie przekonany o tym, że sam jest ofiarą w tej sytuacji. Wszak – wiadomo – dwunastoletnia nimfetka to Lilith w czystej postaci.


Narrator używa języka do sprawowania władzy – nad Lolitą i czytelnikiem. Dolores nie jest tu dziewczynką – jest przedmiotem, obiektem chorej fascynacji i wręcz własnością degenerata. Zło, jakie wyrządza jej Humbert nie podlega wątpliwości – szkopuł w tym, że ubrane jest w tak piękne szaty, że zwodzi na manowce. Jest złem absolutnym, ale zakamuflowanym – obudowanym estetyką pięknego języka, zalanym kaskadą podwójnych znaczeń, zwodniczych usprawiedliwień i kłamstw. Humbert jest patologicznym kłamcą i trzeba naprawdę uważać podczas lektury. W tym wszystkim najłatwiej przeoczyć coś absolutnie kluczowego – Dolores właściwie nie istnieje jako pełnoprawna bohaterka tej powieści. Nie ma własnego języka, nie ma przestrzeni, by opowiedzieć swoją wersję wydarzeń. Jest filtrowana przez narrację Humberta, przekształcana w „Lolitę”, czyli fantazmat, konstrukt, projekcję jego obsesji. To nie tylko uprzedmiotowienie – to systemowe wymazanie. Czytelnik nie poznaje Dolores, tylko jej literacką atrapę, stworzoną przez człowieka, który odebrał jej podmiotowość nie tylko w życiu, ale i w tekście.


To właśnie tutaj przemoc osiąga swój najbardziej niepokojący wymiar. Humbert nie tylko krzywdzi Dolores fizycznie i psychicznie – on odbiera jej prawo do istnienia jako autonomicznej osoby. Jego opowieść zastępuje jej głos. I choć możemy próbować „czytać między wierszami”, rekonstruować jej cierpienie z pęknięć w narracji, to wciąż jesteśmy skazani na jego wersję wydarzeń. „Lolita” staje się więc nie tylko historią nadużycia, ale też opowieścią o tym, jak język może wymazać ofiarę niemal całkowicie. Czytelniku, pamiętaj – narrator to potwór, pedofil i bestia w ludzkiej skórze. Koniec, kropka. Najbardziej uderza brak jakiegokolwiek morału pod koniec lektury. Nie ma wytłumaczenia zła, nie ma żadnej nagany, nie ma autorefleksji. Zło po prostu jest – upudrowane i zamaskowane.

Na początku lat sześćdziesiątych Nabokov napisał scenariusz do pierwszej ekranizacji „Lolity”. Na fotelu reżysera zasiadł Stanley Kubrick, który dopiero co odniósł wielki sukces swoim „Spartakusem” a na ten absolutnie największy przyjdzie mu czekać jeszcze sześć lat. Reżyser musiał mocno okroić scenariusz – inaczej trzeba by było nakręcić siedmiogodzinny film. Oryginalna historia została nieco zmieniona nie tylko z tego powodu. Kubrick musiał zmierzyć się też z cenzurą i zadbać o to, aby film został w ogóle dopuszczony do kin. Z tego też powodu Sue Lyon, aktorka grająca Dolores, ma czternaście lat w momencie startu zdjęć, a ponad piętnaście pod koniec (kuriozalna sytuacja miała miejsce na premierze – nie wpuszczono jej na salę, bo film przeznaczony był dla odbiorców powyżej osiemnastego roku życia). Ogólny wydźwięk filmu był dość łagodny w porównaniu do powieści – nic bezpośrednio, nic dosłownie, tylko sugestie i niedomówienia.


Ekranizacja Kubricka, jest w gruncie rzeczy filmem o niemożności pokazania „Lolity”. Cenzura była jednym problemem, ale ważniejszy wydaje się wybór artystyczny. Kubrick ucieka w ironię, groteskę i chłodny dystans. Relacja Humberta z Dolores zostaje rozmyta w niedopowiedzeniach, a ciężar historii przesuwa się w stronę absurdu i czarnego humoru. W efekcie widz nie doświadcza tej samej moralnej niewygody co czytelnik – zamiast zostać wciągniętym w toksyczną narrację, obserwuje ją z bezpiecznej odległości. To „Lolita” złagodzona, przefiltrowana przez formę, która działa jak bufor ochronny.


Trzydzieści pięć lat później na ekrany kin weszła kolejna ekranizacja – tym razem w reżyserii Adriana Lyne’a. Humbertem był Jeremy Irons, Charlotte zagrała Melanie Griffith a Lolitę szesnastoletnia wówczas Dominique Swain. „Lolita” z 1997 roku jest wierniejsza oryginałowi niż wersja z roku 1962 i na pewno o wiele bardziej mroczna i niepokojąca. Tu nie trzeba się domyślać – Humbert jest tu bezdyskusyjnie pedofilem. Lyne idzie w innym kierunku niż Kubrick. U niego nie ma ucieczki w ironię – jest lepka, niepokojąca bliskość i emocjonalny ciężar. Jeremy Irons gra Humberta jako człowieka rozdartego między świadomością własnego zła a próbą jego usprawiedliwienia, co czyni tę postać bardziej ludzką, ale przez to też bardziej niepokojącą. Film wyraźniej akcentuje przemoc i asymetrię tej relacji, odbierając widzowi komfort interpretacyjny. Paradoksalnie jednak, poprzez swoją wizualną estetykę, momentami wpada w podobną pułapkę co Nabokov – tyle że zamiast języka używa obrazu. I właśnie dlatego obie ekranizacje, choć wartościowe, omijają sedno powieści: żadna z nich nie jest w stanie oddać tej szczególnej formy przemocy, jaką jest uwodzenie czytelnika przez słowo.

Humbert Humbert nie jest tylko potworem – jest pisarzem. A „Lolita” to nie tylko zapis zbrodni, lecz pokaz siły języka, który potrafi tę zbrodnię zamaskować, upiększyć i niemal uczynić znośną. Najgorsze nie jest więc to, co zrobił. Najgorsze jest to, jak pięknie potrafi o tym opowiedzieć.


Tytuł: Lolita
Autor: Vladimir Nabokov
Tłumaczenie: Michał Kłobukowski
Tytuł oryginału: Lolita
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2012
Rok wydania oryginału: 1955
Liczba stron: 416
Wydanie: I
ISBN: 9788377582428 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz