wtorek, 20 października 2020

Niewidzialna republika. Tom 1

Przygrywka tycia

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

W sierpniu tego roku na rynku komiksowym w Polsce pojawiły się dwa albumy wydawnictwa Amber. Nowy gracz zaserwował pierwsze tomy „Elf Quest” oraz „Niewidzialnej republiki” od wydawnictwa Image Comics. Przyjrzyjmy się dziś temu drugiemu.

Obydwie serie dzieli naprawdę wielki odstęp czasowy – „Elf Quest” zaczął wychodzić w roku 1978 a „Niewidzialna republika” dopiero w marcu 2015. Łączy je jednak jedna, zaskakująca cecha – obydwa komiksy zostały napisane i narysowane przez małżeńskie pary. Corinna Bechko i Gabriel Hardman stworzyli wspólnie scenariusz do piętnastu odcinków „Invisible Republic”, ale za rysunki zabrał się już tylko małżonek. Całość została podzielona na trzy pięcioczęściowe tomu zbiorcze – „Amber” wydał pierwszy z nich.


„Niewidzialna republika” to przygodowy thriller science fiction. Mamy rok 2843, znajdujemy się w Układzie Gliese, na księżycu Avalon, skolonizowanym przed laty przez ludzkość. Właśnie upadł „reżim Malory” – linie zaopatrzeniowe zostały odcięte, a wśród mieszkańców szerzą się niepokoje i co chwila wybuchają zamieszki. Głównym bohaterem komiksu jest dziennikarz, Croger Babb. Pewnego dnia, podczas którego jak zwykle kombinował jakby tu dotrwać do kolejnego, trafił na żyłę złota. Odnalezione przez niego na ulicy zapiski okazują się pamiętnikiem niejakiej Mai Reverton – sugerują one, że autorka znała bardzo dobrze byłego dyktatora, Arthura McBride’a. Maia opisuje wydarzenia, które miały miejsce czterdzieści dwa lata wcześniej, jeszcze przed czasami upadłego niedawno reżimu, kiedy to Avalon nazywał się Maidstone, a ona sama uciekła wraz z Arthurem z przymusowego obozu pracy na wielkiej farmie. Babb wie, że zapiski te rzucą całkiem nowe światło na historię ostatnich czterech dekad na Avalonie – niestety, są ludzie, którym nie podoba się pomysł ujawnienia pamiętnika. Croger Babb jest w niebezpieczeństwie.


Fabuła pierwszego tomu poprowadzona jest dwutorowo – perypetie Babba przeplatają się z opowieścią Mai. Plan czasowy, w którym śledzimy poczynania reportera, narysowany jest w szarych, zimnych kolorach – czujemy, że cywilizacja Avalonu upada i może być już tylko gorzej. Narracja z pamiętnika Mai Reverton jest nieco łagodniejsza – to świat jeszcze kolorowy, jeszcze przed upadkiem, choć targany wielkimi niepokojami społecznymi. Nadciąga rewolucja, w której zarówno Maia i Arthur odegrają niepoślednie role. Mniej więcej dwie trzecie komiksu wypełnione jest akcją biegnącą w szaleńczym tempie – według mojej opinii zbyt szaleńczym. Cała otoczka science fiction zredukowana została tak naprawdę tylko do lakonicznej informacji o roku i miejscu akcji oraz do przemykających gdzieś po niebie latających statków. Nie dowiadujemy się zbyt dużo o samym świecie przedstawionym, nie ma żadnych infodumpów, które mogłyby w jakikolwiek sposób zbudować większy obraz sytuacji społeczno-politycznej. Wiemy tylko, że upadł jakiś tam reżim, na jakimś tam księżycu-kolonii, w przeszłości jakieś tam żołnierskie bojówki szukały uciekinierów, a życie było jak zwykle niesprawiedliwe.


Dostajemy za to całe mnóstwo akcji i bieganinę bohaterów z jednego miejsca w drugie. Akcja, akcja, akcja – aż w końcu, dopiero pod koniec tomu, możemy się w końcu dowiedzieć czegoś więcej. W mojej ocenie sama prezentacja świata przedstawionego i historycznego podłoża jest źle rozłożona w stosunku do warstwy stricte przygodowej. Widzimy, że bohaterowie coś wiedzą, coś kieruje ich postępowaniem – ale z tak naprawdę, z punktu widzenia czytelnika, jest to bezsensowne (i co najgorsze zupełnie nie angażujące emocjonalnie) bicie piany. Końcówka pierwszego tomu daje na szczęście nadzieję na odmianę – w końcu jest jakieś uzasadnienie całego tego zamieszania. Mamy do czynienia z przygrywką i czekamy na właściwy utwór.

Autorzy wspomnieli w jednym z wywiadów, że pragnęli oprzeć fabułę na postaciach a nie budowie świata. Czytelnik miał odczuć zagubienie i stopniowo odkrywać tajemnice Avalonu a także współodczuwać emocje bohaterów. Mi się to nie udało – uciekam razem z nimi wszystkimi, ale nie wiem, dlaczego, gdzie i przed kim. Ciężko w takich warunkach o jakąkolwiek empatię. Ale, tak napisałem, drugi i trzeci tom ma okazję to wszystko zmienić – na lepsze oczywiście. Graficznej strony komiksu czepiać się za bardzo nie można – Gabriel Hardman zrobił dokładnie to, co do niego należało. Fajerwerków nie ma, ale są naprawdę przyzwoite wyniki.


Pochwały dla Amberu za ważny (i odważny) krok, jakim było otwarcie się na medium obrazkowe w obecnych czasach, kiedy to rynek jest przepełniony a głodnych fanów komiksu znaleźć coraz trudniej. Brawa za porządne wydanie i wysoką jakość edytorską. I gruby minus za liternictwo. Tak się tego nie robi – to wygląda bardzo mechanicznie i brzydko. Tak jakby ktoś dał do druku jakieś przymiarki, tekst wpisany „na brudno” tuż przed tym, jak za fachową robotę zabierze się liternik. Ale co tam, pierwsze koty za płoty – już w październiku będzie szansa na rehabilitację. Pojawi się drugi tom „Niewidzialnej republiki”.


Tytuł: Niewidzialna republika. Tom 1 
Scenariusz: Corinna Bechko, Gabriel Hardman 
Rysunki: Gabriel Hardman 
Tłumaczenie: Małgorzata Stefaniuk 
Tytuł oryginału: Invisible Republic. Vol.1 
Wydawnictwo: Amber 
Wydawca oryginału: Image Comics 
Data wydania: sierpień 2020 
Liczba stron: 128 
Oprawa: twarda 
Papier: kredowy 
Format: 175 x 265 
Wydanie: I 
ISBN: 9788324172252

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza