czwartek, 19 września 2019

Doktor Bluthgeld

Nowe rozdanie

Artykuł został opublikowany pierwotnie na portalu Esensja w cyklu „Na rubieżach rzeczywistości”.

Po całej serii powieści poruszających najważniejszy motyw w twórczości Philipa K. Dicka, czyli zwątpienie w prawdziwość otaczającego nas świata i świadectwo zmysłów, czas na coś lżejszego. „Doktor Bluthgeld” jest jedną z powieści najprostszych w odbiorze – Dick nie próbuje demaskować fałszu rzeczywistości i nie filozofuje zanadto. Napisał po prostu rzecz, dzięki której wyraził pewne swoje obawy co do przyszłości. Była ona konsekwencją swoich czasów – apogeum zimnej wojny.

W 1963 roku Philip K. Dick, mieszkający wtedy w zachodniej części hrabstwa Marin, napisał powieść o roboczym tytule „In Earth’s Diurnal Course: A Terran Odyssey”. Kryzys kubański, który kilka miesięcy wcześniej postawił na nogi cały świat, obudził inne autorskie niepokoje niż dotychczasowe – Dick poważnie spodziewał się końca świata. Gdy w 1964 roku maszynopis trafił do wydawnictwa Ace Books, zmieniono jego tytuł na „Dr. Bloodmoney or: How We Got Along After the Bomb”, co było jawnym nawiązaniem do tytułu filmu, który w styczniu tego samego roku pojawił się w kinach i wywołał gigantyczny szum. Stanley Kubrick pokazał światu jedną ze swoich najważniejszych produkcji – „Dr. Strangelove or: How I Learned to Stop Worrying and Love the Bomb” – w której bezpardonowo i jadowicie wyszydził zimnowojenną politykę wzajemnego odstraszania.


Doktor Merkwuerdigichliebe, niemiecki nazista, ukrywający się pod nazwiskiem Strangelove, nie jest głównym bohaterem filmu Kubricka. Podobnie zresztą doktor Bluthgeld, czyli dokładnie „Dr. Bloodmoney”, nie jest główną postacią powieści Dicka. Obaj jednak uosabiają to, w czym autor powieści widział samo zło – pracę dla idei masowej zagłady w imię rzekomego bezpieczeństwa narodowego. „Dr. Strangelove…” opowiada o wydarzeniach prowadzących do hekatomby, „Doktor Bluthgeld” sięga dalej i pokazuje co może być potem – jak ludzie „pojednają się z bombą”. Ta zbieżność jest oczywiście przypadkowa (Dick napisał książkę przed premierą filmu), ale warto zwrócić na nią uwagę, gdyż powieść opowiada o życiu po apokalipsie w nieco inny sposób, niż można byłoby się spodziewać.

W 1972 roku, w wyniku pomyłki w obliczeniach słynnego naukowca doktora Bluthgelda, doszło do radioaktywnego skażenia całej planety. Doktor, po dziewięciu latach, pod fałszywym nazwiskiem jako Jack Tree, mieszka w hrabstwie Marin i zmaga się z traumami przeszłości. Dick przedstawia też innych bohaterów – doktor Stockskill leczy pana Tree, który wpada w coraz większą paranoję; Stuart McConchie sprzedaje telewizory w sklepie pana Fergessona; beznogi, bezręki, ale za to obdarzony zdolnością telekinezy i prekognicji „fokomelik” Hoppy Harrington stara się o pracę w owym sklepie; a pani Bonny Keller, „najpiękniejsza kobieta w hrabstwie”, nudzi się ze swoim mężem. Poznajemy też małżeństwo Dangerfieldów, które zostaje wysłane w kosmos, aby, jako pierwsza ludzka para w historii, zatknęło amerykańską flagę na Marsie i założyło tam kolonię. I wtedy, pewnego zwykłego dnia, zupełnie bez ostrzeżenia, dochodzi do nagłego ataku jądrowego.


„Doktor Bluthgeld” opowiada o układaniu sobie życia na nowo przez tych, którzy przetrwali. Osią fabuły jest po prostu życie „po bombie” i codzienne próby uczynienia egzystencji jak najbardziej znośną i w miarę przypominającą minione czasy. Minęło siedem kolejnych lat, mamy rok 1988 i świat po apokalipsie. Chociaż tak naprawdę „apokalipsa” to za dużo powiedziane – wizja Dicka w niczym nie przypomina tej z „Drogi” Cormaca McCarthy’ego, czy chociażby z „Mad Maxa”. To nie jest też świat prorokowany przez Alberta Einsteina, który mówił, że „nie wie jaka broń będzie użyta w trzeciej wojnie światowej, ale czwarta będzie na kije i kamienie”. Świat po ataku jądrowym nie odbiega drastycznie od tego, który istniał przed nim. W Stanach Zjednoczonych ludzie skupili się w małe enklawy rządzące się swoimi prawami, a życie przeniosło się z miast na tereny wiejskie. Dick pisze co prawda o mutacjach (niektóre są zaskakujące – psy przeszły gigantyczny skok ewolucyjny i zaczęły się uczyć ludzkiej mowy), chorobach popromiennych, awitaminozach, zmutowanych kotach pożerających ludzkie dzieci – ale ogólnie nie jest tego dużo.

W świecie, w którym największym problemem jest wydobycie paliwa, w małej wiosce-państwie żyją bohaterowie poznani na początku powieści. Hoppy, ze względu na swoje umiejętności, stał się ważną osobistością, ale zaczyna rosnąć w nim żądza władzy i powetowania sobie wszystkich szykan, jakich doznawał przed atakiem. Orbitujący wokół Ziemi Dangerfield został wdowcem – teraz, samotny i zamknięty w puszce bez możliwości ucieczki, czeka na śmierć głodową i nadaje transmisje na Ziemię. Jego audycje są czymś w rodzaju „głosu z zaświatów” – konsolidują i umacniają małe, rozproszone społeczności. Jack Tree jest już całkowicie oderwany od rzeczywistości – żyje we własnym kokonie paranoi, fantazmatów, i uważa, że cały świat jest mu wrogi. Pojawia się też nowa, niezmiernie ważna bohaterka – dziewczynka poczęta przez Bonny Keller w dniu zagłady, która uważa, że ma brata (choć rodzice jej tłumaczą, że jej niedoszły bliźniak umarł w okresie płodowym). Do tej postaci jeszcze wrócimy.


Dick był optymistą. Świat po wojnie nuklearnej nie jest koszmarnym piekłem, lecz miejscem po swego rodzaju resecie i rozdaniu kart na nowo. Nie jest ani lepszy, ani gorszy – po prostu inny. Nowe status quo daje szansę tym, którym jej cały czas odmawiano – w nowym układzie sił to Hoppy, uzbrojony w doskonałe, elektroniczne kończyny okazuje się najpotężniejszym z ludzi. Świat po katastrofie jest mały (bo lokalny, ograniczony możliwościami komunikacji), kruchy i niestabilny a życie w nim, mimo iż całkiem znośne, potrzebuje ukierunkowania – jakiegoś symbolu i drogowskazu. I tutaj Dick daje wyraźną przestrogę – niby świat się zmienił, ale ludzie nadal nie są w stanie zapobiec kumulacji władzy w niepowołanych rękach. To nie doktor Bluthgeld jest największym potworem na świecie, lecz oszalały z żądzy władzy megaloman Hoppy Harrington, jedna z najbardziej przerażających kreacji w całej twórczości Philipa K. Dicka.

O czym jeszcze pisze Philip K. Dick? Doktor Bluthgeld to pociągnięty do ekstremum przykład człowieka ogarniętego paranoją i teoriami spiskowymi (Dick nie cierpiał tego bohatera – być może widział w nim nie tylko najgorsze cechy wojskowych naukowców, ale również i swoje?). Antykomunistyczna obsesja, zimnowojenna propaganda, wyścig zbrojeń – to wszystko znajdziemy w tej powieści. Dick w świetny sposób uchwycił też sedno samego zagrożenia atakiem – bomby spadające na Stany Zjednoczone są anonimowe. Niby wiemy, że przyleciały ze Związku Radzieckiego, ale czy na pewno? Atak ze strony nieokreślonego wroga powoduje poczucie całkowitej bezsiły, nie ma gdzie ukierunkować złości i żądzy odwetu – bo co nam po informacji, że rakiety są prawdopodobnie radzieckie? Jak może poradzić sobie z takim zagrożeniem zwykły, przeciętny człowiek?


„Doktor Bluthgeld” jest powieścią, w której możemy znaleźć kilka odniesień do prywatnego życia autora – miejsce akcji powieści to nie wszystko. Stuart McConchie zamiata ulicę przed sklepem, w którym sam sprzedaje telewizory – dokładnie tak samo robił Philip K. Dick podczas swojego życiowego epizodu w handlu RTV. Z tych czasów bardzo źle wspominał osobę garbatego księgowego, który po prostu wywalił go z roboty – to na niej wzorowany jest fokomelik Hoppy Harrington. Jednak największym, wprost oszałamiającym nawiązaniem jest tutaj postać Edie Keller – dziewczynki, która według opinii swych rodziców wymyśliła sobie, że jej bliźniak żyje i ma się dobrze. Prawda jest taka, że jej brat Bill, żyje w skarlałej, nierozwiniętej formie w okolicach jej wyrostka robaczkowego i – uwaga – rozmawia z nią telepatycznie oraz potrafi przenosić swą świadomość na inne żywe istoty. Mamy tu wspomnienie Jane, siostry bliźniaczki Philipa K. Dicka, która zmarła, gdy byli niemowlakami. Autor „Doktora Bluthgelda” przez całe życie czuł się winny jej śmierci, uważał, że żyje niejako jej kosztem – uznawał nawet, że ma w sobie pewien pierwiastek żeński, który nazywał „Jane-we-mnie-teraz”. Wspominamy o tej analogii nie bez przyczyny – temat powróci jeszcze w późniejszym etapie twórczości Dicka, przede wszystkim w trylogii Valis.

Omawiana powieść była jedną z ulubionych powieści autora. W posłowiu do wydania z 1979 roku napisał, że mocno przestrzelił, jeśli chodzi o wizję przyszłości. Nie było (jeszcze) żadnej trzeciej wojny światowej, a świat poszedł w trochę innym kierunku. Jednocześnie pisze, że gatunek science fiction nie ma obowiązku zajmować się przewidywaniami przyszłości – to tylko pewna konwencja literacka. Odejście od realizmu i pewne rozwiązania fabularne „Doktora Bluthgelda” lokują tę powieść wręcz w specyficznej odmianie dickowej fantasy – tam, gdzie stoją chociażby omawiane już „Kosmiczne marionetki”. A teraz nadjeżdża prawdziwy walec drogowy i powieść, w której Dick wyjątkowo intensywnie eksploatuje swój motyw przewodni – tak jakby chciał nadrobić jego porzucenie w ostatniej książce. W następnym artykule omówimy drugie, po „Człowieku z wysokiego zamku”, arcydzieło – „Trzy stygmaty Palmera Eldritcha”.


Tytuł: Doktor Bluthgeld
Tytuł oryginalny: Dr Bloodmoney or: How We Get Along After the Bomb
Autor: Philip K. Dick
Tłumaczenie: Tomasz Jabłoński
Wydawca: Rebis
Data wydania: luty 2012
Rok wydania oryginału: 1965
Liczba stron: 352
ISBN: 9788375105698

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza