wtorek, 18 czerwca 2019

Wtorek przed ekranem #11

John Carpenter - Oni żyją!


Artykuł o Johnie Carpenterze ukazał się pierwotnie w magazynie OkoLica Strachu.



„I have come here to chew bubble gum and kick ass. And I’m all out of buble gum...”


Kongres futurologiczny campowo rysowany


W jednym z wywiadów zapytano Carpentera, czy film „Oni żyją!” był wyrazem jego niechęci do rządu. Potwierdził, ale zaznaczył, że chodziło tu wyłącznie o czasy reganomiki[1] i jej ultrakonserwatywny kurs na liberalizm gospodarczy. Reżyser stwierdził, że absolutnie nie jest anarchistą, bo to nie rząd jest według niego problemem. Dobry rząd to zbawienie dla państwa, zaś zły, to nic innego jak kłopoty. Scenariusz do filmu powstał pod wpływem obserwacji tego, co działo się w Stanach Zjednoczonych podczas drugiej kadencji Ronalda Reagana. Bogatsi stawali się coraz bogatsi, a biedniejsi coraz biedniejsi.

Głównym bohaterem filmu jest John Nada (grany przez Roddy’ego Pipera, popularnego wtedy zawodnika wrestlingu), mocno zbudowany facet z wielkim plecakiem, który wędruje po Stanach w poszukiwaniu pracy. Wieczny podróżnik, rzucany z miejsca na miejsce, typowy niebieski kołnierzyk. Gdy trafia do Los Angeles i udaje mu się zahaczyć na jakiejś budowie, zaczyna interesować go stojący nieopodal kościół. Zbiera się tam podejrzane towarzystwo, podjeżdżają dziwne samochody – co tam się może dziać? Frank, kumpel z budowy, mówi mu, żeby się tym nie interesował i nie wciągnął go przypadkiem w jakieś kłopoty. Mają pracę, jakieś tam pieniądze, nie mogą tego stracić. Ale John drąży temat i znajduje na terenie kościoła pudło z zapasem ciemnych okularów. Ich założenie równa się połknięciu matrixowej czerwonej pigułki.



Świat, w którym żyją bohaterowie filmu jest złudzeniem, a oni sami są podprogowo programowani za pomocą instrukcji umieszczonych na billboardach, etykietach na żywności i w gazetach. „Bądź posłuszny”, „Rozmnażaj się”, „Dostosuj się”, „Kupuj”, „Konsumuj” i w końcu najlepsze – „To jest twój bóg” na banknotach. Światem skrycie rządzą kosmici o wyglądzie rozkładających się trupów, którzy należą do elity finansowej. Klasa średnia i niższa są bezlitośnie wykorzystywane do zaspokajania potrzeb najbogatszych, a najgorsze jest to, że Ziemianie wcale nie zdają sobie z tego sprawy. Kościół okazuje się miejscem tajnych zebrań członków ruchu oporu wobec systemu. Produkowane przez nich okulary pozwalają dostrzec prawdę o świecie.

John Nada wpienił się nie na żarty. Całe życie posłusznie wierzył w amerykański sen oraz w to, że trzeba pracować, aby dojść do celu, w wolność jednostki i zasady, które mu wpajano od dzieciństwa. I co? Nada[2]. Trzeba rozwalić ten system, trzeba wziąć spluwę i powystrzelać gnojów. Ale najpierw musimy kogoś zwerbować, najlepiej tego opornego Franka z budowy. Ale ludzie przecież zazwyczaj wolą bezpieczeństwo i stabilność od wolności i prawdy. Będą walczyć o pozostanie w matrixie za wszelką cenę. Wyrwiemy ich siłą.

No właśnie. Scena walki Johna z Frankiem, o to, aby ten drugi zdecydował się założyć okulary, to jedna z najdłuższych scen walk w historii. Panowie tłuką się zapamiętale przez pięć minut i dwadzieścia sekund. Choreografem tego pojedynku był Roddy Piper. Te wszystkie bajeranckie rzuty i inne suplexy rodem z cyrkowego ringu odbierają jej co prawda nieco wiarygodności, ale nie to jest najważniejsze. Przecież to matrix, tam muszą być długie i odrealnione sceny walk. Podobnie jak nie ma co czepiać się nieco drętwych i krępujących one-linerów głównego bohatera. Roddy Piper przyszedł do Johna Carpentera już po angażu do filmu i przedstawił mu szereg swoich tekstów, które jak to we wrestlingu bywa, służyły do podkręcenia i tak już mocno jarmarcznej i odpustowej atmosfery tego widowiska. Carpenter wybrał ten o gumie do żucia, świadomy krytyki na jaką się naraża. Dajmy też spokój umowności i naiwności pewnych scen i rozwiązań fabularnych. Czasem naprawdę brak tu logiki i zdrowego rozsądku. Cieszmy się prawdziwie campowym, świadomie przejaskrawionym i komiksowym odpowiednikiem „Kongresu futurologicznego” Stanisława Lema. Bo przecież nie strzelanki z kosmitami i walki na pięści są tu najistotniejsze.



„Oni żyją!” trafił do kin dokładnie 4 listopada 1988 roku. Wymowna data – cztery dni później zakończyła się era Reagana. Nowym prezydentem Stanów Zjednoczonych został George H. W. Bush. Twórcy filmu celowali jak najbliżej tej daty – miało to być symboliczne pożegnanie i podsumowanie ośmiu lat pogłębiania przepaści majątkowych. John Carpenter po latach stwierdził, że jest to w pewnym sensie film proroczy, a dziś możemy potraktować go jako dokument o tym, co dzieje się teraz. Mówi o sobie, że jest kapitalistą, lubi przecież zarabiać pieniądze. Ale, do cholery, kapitalizm musi znać granice, a „Oni żyją!” mówi o tym, czym grozi brak tych granic.

Za tydzień dowiemy się jak Chevy Chase walczył o swoje molekuły i dlaczego pewien rozkładający się pracownik zwariowanego prosektorium nie znosi naturalnych przyczyn śmierci.



[1] Reganomika - polityka gospodarcza prowadzona w USA za prezydentury Ronalda Reagana. Charakteryzuje ją wysoki poziom liberalizmu ekonomicznego, obniżanie podatków, ograniczanie wydatków państwa i jego ingerencji w gospodarkę.

[2] Nada – nic (hiszp.). Nada to również nazwisko bohatera komiksu o tym samym tytule, wydanego w 1986 roku. Jest to komiksowa adaptacja opowiadania „Eight O’Clock in the Morning” z 1963 roku. Autorem zarówno komiksu jak i opowiadania jest Ray Nelson – obydwa stanowiły podstawę do napisania scenariusza „Oni żyją!”


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza