poniedziałek, 25 lutego 2019

Invincible. Tom 2

Poszerzanie uniwersum

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.

Drugi zbiorczy tom serii „Invincible” ze scenariuszem Roberta Kirkmana i rysunkami Ryana Ottleya to chyba najlepszy obecnie przykład komiksu tworzonego z wielkim zapałem, radością i wręcz miłością do tego medium. Kirkman przyznał w wywiadzie, że stworzył komiks superbohaterski swoich marzeń, dokładnie taki, jaki od dzieciństwa chciał przeczytać. Pisał go głównie dla siebie, nieskrępowany żadnymi wymogami komiksowego konglomeratu w stylu Marvela czy DC, a jednocześnie trafił do bardzo szerokiego grona odbiorców – to niezaprzeczalny atut jego dzieła.

Na wstępie musimy zaznaczyć, że branie do ręki tomu drugiego bez znajomości pierwszego nie ma najmniejszego sensu. Całość historii „Invincible” to, zamknięta w dwunastu zbiorczych tomach, jedna długa opowieść, której nie można zacząć czytać w dowolnym miejscu. Z tego faktu wynika również podstawowe założenie recenzji „Invincible” – spojlerujemy minione wydarzenia, więc od tego momentu tekst powinny czytać te osoby, które miały do czynienia z tomem pierwszym.

Omni-Man, największy superbohater w historii ludzkości, okazał się wilkiem w owczej skórze – wysłannikiem kosmicznej rasy z planety Viltrum, której celem jest kontrolowanie wszystkich zamieszkałych światów w galaktyce. Po nieudanej próbie przeciągnięcia na swoją stronę swego syna, Marka Graysona alias „Invincible”, ucieka z Ziemi w nieznanym kierunku i słuch po nim ginie. Invincible, który ledwo przeżył „rozmowę” z ojcem, idzie na układ z rządem USA – w zamian za zapewnienie jemu i jego całkowicie załamanej matce środków do życia zostaje następcą Omni-Mana. Od tej pory musi godzić prywatne życie ucznia ostatniej klasy liceum z rolą najważniejszego obrońcy Ziemi.


Kiedy najsilniejsza drużyna superbohaterów Ziemi ginie z rąk Omni-Mana, rząd na jej miejsce powołuje kolejną, pod tą samą nazwą. Nowi Strażnicy Planety to koledzy Marka – Rex Splode, Monster Girl, Shrinking Ray, Samson, Dupli-Kate i ich przywódca – Robot. Pojawia się również dobrze znana bohaterka z pierwszego tomu – Atom Eve, która czuje miętę do naszego bohatera (z wzajemnością oczywiście). Invincible, z nieodłącznym i ciągle bzyczącym pagerem, zafundowanym przez przełożonych z rządu, przeżywa mnóstwo przygód – eskortuje wyprawę na Marsa, walczy z kosmitami wyłażącymi z międzywymiarowych portali, udaje się do zatopionego królestwa Atlantydy albo do Nocnego Miasta (wielkie mrugnięcie okiem do fanów Detective Comics), czy wreszcie zmaga się z superbohaterską mafią.

Ale przecież Mark ma też prywatne życie. Kończy właśnie liceum i mimo że jego zwierzchnicy zagwarantowali mu miejsce w świetnym college’u, musi wziąć się do nauki. Jego nowa dziewczyna Amber nie rozumie, dlaczego Mark ją zaniedbuje i ciągle znika bez słowa. Może ma jakieś poważne problemy albo już jej nie kocha? Jest jeszcze kumpel William i wspomniana wcześniej Eve – mamy tu do czynienia z typową nastoletnią operą mydlaną w zabawnym i przesympatycznym wydaniu. Są też ciemniejsze strony – osamotniona, zdradzona i głęboko zraniona matka Marka topi smutki w alkoholu, co w obliczu wyjazdu chłopaka do college’u niesie dodatkowe niebezpieczeństwa.

Robert Kirkman napisał w posłowiu, że dopiero około czternastego zeszytu (od niego zaczyna się drugi tom „Invincible”) mógł sobie pozwolić na to, na co czekał najbardziej – mnóstwo wątków pobocznych. Wcześniej nie był pewien czy jego autorskie dzieło zdobędzie sympatię i portfele czytelników – dopiero teraz poczuł, że może tworzyć przygody pół-ziemianina, pół-viltrumianina „aż do samej śmierci”. Drugi tom to błyskawiczne poszerzanie uniwersum „Invincible”, eksplozja wątków, z których na pierwszy plan wysuwa się historia pewnego wielce podejrzanego typka, posiadającego umiejętność błyskawicznego przemieszczania się między równoległymi wszechświatami. No dobra, to zdecydowanie najważniejszy wątek, który, według pewnej teorii wysnutej w komiksie, uczyni z Marka Graysona prawdziwego superbohatera. W końcu. 


Pomysły Kirkmana, brawurowo ilustrowane przez Ryana Ottleya, to chaos w pełni kontrolowany. Autorzy całkowicie panują nad sytuacją, ten „celowy bajzel” to pewny siebie, radosny, bezpretensjonalny szturm na czytelnika. Wszystkie równolegle rozpoczęte wątki zaczną się w końcu zazębiać i – idę o zakład – będzie to największa przyjemność z obcowania z tym komiksem. A rozmach okazuje się wprost międzyplanetarny – rozbrajający, przezabawny przerywnik, opowiadający o perypetiach poznanego już w pierwszym tomie Allena, jednookiego inspektora z ramienia Koalicji Międzyplanetarnej, jest tego najlepszym przykładem.

„Invincible” nie ma kompleksów, nie udaje czegoś więcej niż jest naprawdę, nie szuka sztucznej, nikomu niepotrzebnej głębi, nie zawiera wielkiej filozofii. Dowiadujemy się, że superbohater bez swojego jasno określonego nemezis nie jest do końca zdefiniowany. Czarne charaktery mają życie jak w Madrycie – przecież co może im grozić poza więzieniem, z którego i tak prędzej czy później uciekną? Nikt ich nie zabije, bo to przeczy idei superbohaterstwa. A tak w ogóle to ci wszyscy „dobrzy” bohaterowie mogliby w końcu zrobić coś dla całej planety, skoro posiadają supermoce. Nie wiem, może wzorem „Miraclemana” zlikwidować głód w Afryce? Pamiętajcie jednak, że Kirkman mruga cały czas okiem, świadomy naiwności powyższych tez. To takie szturchańce w bok całego komiksowego medium. 

„Invincible” mnie zaskoczył – bardzo, bardzo pozytywnie. Z tego co widzę, kolejne tomy będą ukazywały się w trzymiesięcznych odstępach – czekam na marzec niecierpliwie.



Tytuł: Invincible 2
Seria: Invincible
Tom: 2
Scenariusz: Robert Kirkman
Rysunki: Ryan Ottley
Tłumaczenie: Agata Cieślak
Tytuł oryginału: Invincible: The Ultimate Collection, Vol. 2
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: Image Comics
Data wydania: grudzień 2018
Liczba stron: 352
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Format: 175 x 265
Wydanie: I
ISBN: 9788328135710

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza