poniedziałek, 8 maja 2017

Egzorcysta

Teodycea na co dzień

Artykuł został przygotowany we współpracy z Carpe Noctem i tam pierwotnie opublikowany.


Gdy skończyłem czytać najnowsze wydanie Egzorcysty, pojawiła mi się przed oczyma scena z ostatniego filmu Martina Scorsese, zatytułowanego Milczenie. Pewien Jezuita, siedemnastowieczny misjonarz, poświęca swe ideały i symbolicznie wypiera się wiary, aby uratować życie japońskich chrześcijan, skazanych na śmierć w męczarniach. Był to jedyny sposób na ich ocalenie, na Boga nie mógł liczyć. On bowiem konsekwentnie milczy i nie daje żadnego znaku, który mógłby w jakiś sposób uzasadnić bezgraniczne zło Japończyków. Co to wszystko ma wspólnego z najgłośniejszą powieścią Williama Petera Blatty’ego?

Blatty w Egzorcyście też przedstawia postać księdza Jezuity, też zadaje pytania o naturę i przyczyny istnienia zła. Główny bohater powieści, ojciec Damien Karras, to psychiatra w sutannie, przeżywający poważny kryzys wiary. Jako główny spowiednik zakonu Jezuitów i źródło otuchy dla jego członków, wysłuchał wielu opowieści o ludzkich tragediach i wielkim złu, które im się przytrafiło. Obojętność Boga i sam fakt, że takie zło w ogóle istnieje, odsuwa go od wiary, powoduje zwątpienie w sens jego posługi. Po tym, jak zostaje zaangażowany w pomoc w wyjaśnieniu sprawy rzekomego opętania Regan – dwunastoletniej córki filmowej supergwiazdy Chris MacNeill – erozja jego rozpadającego się świata nabiera tempa.


Karras jako wykształcony, światły i nowoczesny duchowny, w pierwszej kolejności nie dowierza. Zgodnie z doktryną Watykanu, musi najpierw całkowicie wyeliminować naturalne przyczyny horroru, jaki rozgrywa się w domu rodziny MacNeilów. Dopiero gdy znajdzie niepodważalne dowody opętania (według szczegółowych zaleceń kościelnych), może starać się o egzorcyzmy. Tym bardziej dotyka go informacja o tym, że, owszem, do egzorcyzmów dojdzie, ale nie on je przeprowadzi. Nie może tego zrobić jako „człowiek małej wiary”, a zastąpić go ma specjalista poznany w prologu powieści, legendarny już egzorcysta ojciec Merrin. A przecież matka Regan, opisując osobę ojca Karrasa, mówi, że nie widziała nigdy w nikim tak wielkiej wiary. O co zatem chodzi?

Koszmar, którego uczestnikami stali się bohaterowie Egzorcysty to jeden z najbardziej przerażających i najlepiej rozpisanych dramatów, z jakim się spotkałem w literaturze horroru. Wszystko zaczyna się od dziwnych odgłosów ze strychu i przedmiotów w niewyjaśniony sposób zmieniających swoje położenie. Stopniowo groza się nasila – Regan zaczyna bać się swojego wyimaginowanego przyjaciela Kapitana Howdy’ego i przestaje przypominać samą siebie. Jej ustami przemawiać zaczyna nieznany, demoniczny, groźny byt, który mówi wyraźnie, że jego celem jest zamęczenie małej dziewczynki na śmierć. Blatty przeraża na kilku poziomach – ofiarą jest osoba zupełnie bezbronna i niewinna, zło które ją spotyka jest całkowicie nieuzasadnione i dodatkowo nie pozwalające w żaden sposób umocować się w świecie realnym, wytłumaczalnym naukowo i zdroworozsądkowo. Ojciec Karras przez cały czas zadaje sobie pytanie o to, z czym ma do czynienia – z autosugestią i chorobą psychiczną czy z prawdziwym demonem? Okazuje się, że ważniejsze niż dotarcie do prawdy jest przyjęcie wersji, która pozwoli dobrać odpowiednie środki do wyleczenia Regan oraz – co znamiennie – do uzdrowienia ojca Karrasa.


Egzorcysta to powieść parabola, teodycea wyłożona językiem codzienności, przypowieść wskazująca wyraźnie, czym powinna być prawdziwa wiara. Spójrzmy przez chwilę na niektórych bohaterów powieści. Każdy jest czymś opętany: Karras – zwątpieniem i wyrzutami sumienia; Chris – tanatofobią, lękiem przed śmiercią, którego przyczyną jest tragedia sprzed lat i z którym kobieta radzi sobie uciekaniem w karierę, spychając córkę na margines; Karl – toksyczną tajemnicą. Wypadki w domu MacNeillów egzorcyzmują ich wszystkich; okazuje się, że walka ze złem absolutnym nie może być oparta na zawierzeniu w jakiś ideał absolutnego dobra. Rozwiązaniem jest zwykła praca nad sobą, bycie dobrym i umiłowanie bliźniego. Losy Jezuitów Blatty’ego i Jezuitów Scorsese są na to żywym przykładem.

Ludzie szukają Boga nie tam, gdzie powinni. Szukają w purpurze, ornamentyce, rytuałach, w świecie idei. Blatty i Scorsese mówią, że to niewłaściwa droga, tam Boga nie znajdziemy, tam nie uporamy się z zagadnieniem zła. Za Egzorcystą i Milczeniem stoi ta sama filozofia – dobro to nie jakaś abstrakcyjna idea, teodycea musi być sprowadzona na ziemię, zdefiniowana językiem codziennego życia. W konfrontacji ze Złem, ale takim bezgranicznym i nie znajdującym swojego uzasadnienia, szczytne ideały i wzniosłe hasła są bezużyteczne. Liczy się konkretne działanie, tu i teraz, poparte osobistym poświęceniem, zwłaszcza gdy jest to poświęcenie ostateczne. Zresztą, takie podejście jest podstawowym sposobem na niedopuszczenie do tego, aby Zło w ogóle się pojawiło.


To dlatego zło w Egzorcyście jest Złem – piekielnym absolutem. Dla kontrastu. Autor mówi, że taka potworność może wyrosnąć w wyniku kumulacji, na glebie nawożonej podłościami codziennie produkowanymi przez ludzką małość. Wszyscy zaniedbali wiarę w Boga, ale taką jaką zdefiniował ojciec Merrin – dla niego najwyższym aktem wiary jest zwyczajna dobroć dla drugiego człowieka. Bóg nie wymaga od nas niczego, co przekraczałoby nasze możliwości, my sami jesteśmy zdolni do tego, aby kochać bliźnich i poświęcić się dla nich. Tu właśnie można odnaleźć Boga – w powszedniości, w najdrobniejszych przejawach miłości i altruizmu. Żaden szatan nie wytrzyma konfrontacji z takim faktem.

Pomyślałem, że przy okazji wznowienia Vespera warto spojrzeć na Egzorcystę w ten właśnie sposób. William Peter Blatty napisał powieść głęboko religijną i humanistyczną zarazem. Napisał ją dla człowieka wątpiącego, dla którego kościelne doktryny nie stanowią wiarygodnego uzasadnienia potrzeby wiary.

Za egzemplarz do recenzji bardzo dziękuję wydawnictwu Vesper

Tytuł: Egzorcysta
Tytuł oryginalny: The Exorcist
Autor: William Peter Blatty
Tłumaczenie: Dagmara Chojnacka, Jan Kałuża
Wydawca: Vesper
Data wydania: kwiecień 2017
Rok wydania oryginału: 1971
Liczba stron: 356
ISBN: 9788377312506

12 komentarzy:

  1. Rewelacyjny horror, który nie zestarzał się ani trochę. Klimatyczny, przerażający, świetny. Zastanowiła mnie przy tym jedna kwestia. Chodzi mi o jawny ateizm. Owszem, nieco ponad 40 lat temu już tak bardzo na to nie patrzono, ale jednak to jeszcze nie XX wiek, gdzie poziom tolerancji na seksualność i wiarę są znacznie większe. Spodziewałem się, że rodzina jednak będzie wierząca i zwróci się do księdza. A tu opętana została córka ateistki, która nie można powiedzieć, że jest wierząca, bo o Boga dopiero mamę zaczęła pytać. Co Ty na to? Ja jeszcze nie spotkałem się z takim przypadkiem i to mnie zastanowiło.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślę, że to bardzo ważne, że demon opętał akurat kogoś z rodziny ateistów. Podkreśla to fakt, że zło (bo wg mnie Pazuzu to symbol zła) nie ma nic wspólnego z religią bądź jej symbolami. Tak jak mówił Merrin, zło powstaje przez człowieka i jego codzienne zaniedbania, może dopaść każdego.
    Może Blatty w ten sposób poszedł pod prąd, bo jak zauważyłeś, pierwsze skojarzenie odnośnie opętania to ofiara raczej wierząca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli sugerujesz, że istnieją moce złe i dobre, które nie mają nic wspólnego z Szatanem i Diabłem, którzy wiążą się z religią i wiarą?

      Usuń
    2. Poniekąd tak. Zło i dobro według Merrina (a co za tym idzie Blatty'ego) to produkt naszego codziennego życia. Zaniedbań, podłości, małości, wygodnictwa, egoizmu itd. Nie nazwałbym ich jednak "mocami" bo to sugeruje ponadludzkie pochodzenie. A demon w fabule jest po to aby uderzyć czytelnika prosto w czoło i pokazać że walka z nim nie polega na modlitwie (Merrin w końcu pada pokonany) lecz na aktywnym działaniu (Karras).

      Usuń
    3. No ale w Twoim wyjaśnieniu jedno przeczy drugiemu, bo jeśli zło jest naszą codziennością i naturą ludzką, to co do tego ma moc nadprzyrodzona? W książce wyraźnie zaznaczone jest, że człowiek jest zły, bo jest opętany, a nie bo jego psychika uległa zmianie pod wpływem innych, przyziemnych bodźców.

      Usuń
  4. Moc nadprzyrodzona z książki to metafora. Napisałem, że "To dlatego zło w Egzorcyście jest Złem – piekielnym absolutem. Dla kontrastu. Autor mówi, że taka potworność może wyrosnąć w wyniku kumulacji, na glebie nawożonej podłościami codziennie produkowanymi przez ludzką małość."

    Wg mnie opętanie Regan to symbol, przenośnia, parabola. Blatty używa środka jakim jest opętanie (coś co my odbieramy jako emanację zła absolutnego i przeraża nas to całkowicie) do ukrycia za nim właśnie zła, które kiełkuje w naszej codzienności.
    No bo zobacz, czy nie powinny nas równie mocno przerażać takie historie jak sprawa Josefa Fritzla, wiadra pełne odciętych rąk w Rwandzie w 1994 roku, dzieci przybite do drzew na Wołyniu?

    Tak to widzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem już. Ty to odbierasz doszukując się nieco głębszego przesłania, jeśli dla Ciebie opętanie to nie siła nadprzyrodzona, tylko po prostu symbol zła. Ja z kolei traktuję to jako rozrywkę sensu stricte, ot po prostu horror dla klimatu, dla przyjemności czytania. Jeśli chcę naprawdę się przerazić i/lub nabrać większej pokory dla ludzkiego istnienia to sięgam po literaturę faktu (wojny I i II, Rwanda, Wietnam etc.), bo tam zło nie jest wyimaginowane i nie jest to literatura dla rozrywki. Co prawda nie traktuję tak każdego horroru, bo przykładowo przeraża mnie cholernie proza Ketchuma, która de facto bardziej podchodzi pod thriller, ale jakby nie było straszy on ludzi ludźmi (historiami opartymi na faktach też zresztą), a nie potworkami. Natomiast opętanie, duchy i inne nadprzyrodzone sprawy to dla mnie ciągle bajka idealnie nadająca się do rozrywki prezentowanej w książkach lub filmach, a nie do traktowania poważnie w życiu. :)

      Usuń
    2. A tak odchodząc od tematu Egzorcysty. Nie wiem czy wiesz, ale Agharta wznowiła ostatnio "Powrót" Wojciecha Guni. Masz?

      Usuń
    3. Widziałem w grupie grozy na fejsie. Ja od Guni mam ten tom z Biblioteki Grozy. Ciężko jest mi się przekonać do sięgnięcia na pierwszy raz po opowiadania autora, którego nie znam. Aż takie to dobre?

      Usuń
    4. Bardzo dobre. Na pewno trudniejsze i bardziej przytłaczające niż "Nie ma wędrowca". Polecam :)

      Usuń
    5. Ale powieść chyba jednak najsampierw sprawdzę, a potem opowiadania, które na pewno mnie nie unikną, bo ja to ogólnie grozomaniak jestem, tylko taki przytłumiony w ostatnich 2-3 latach. ;)

      Usuń