czwartek, 2 lutego 2017

Mnich

Bóstwo, demon czy człowiek?

Według znawców tematu Mnich autorstwa Matthew Gregory'ego Lewisa jest jednym z trzech filarów, na których opiera się nurt literacki, który zdobył wielką popularność w ostatnim czterdziestoleciu XVIII wieku, a w wieku kolejnym stanowił niewyczerpane źródło inspiracji. Mowa oczywiście o literaturze gotyckiej, powstałej w schyłkowym okresie epoki oświecenia. Mnich to gotyk w każdym calu, to jego odmiana charakteryzująca się mocnym położeniem akcentów na makabrę, zbrodnię i gwałt, które często uzasadniane są diaboliczną interwencją. Czego zatem możemy się po nim spodziewać my, czytelnicy z XXI wieku?

Powieść opowiada o dziejach dwóch romansów oraz o kamyczku, który spowodował moralną lawinę u pewnego madryckiego mnicha, opata Zakonu Kapucynów. Młody, dzielny szlachcic Lorenzo zakochuje się w poznanej w kościele szesnastoletniej Antonii, córce szlachcianki Elwiry. Od tej pory robi wszystko, aby zdobyć jej względy. Agnes, siostra Lorenzo, trafia do Klasztoru Świętej Klary i cierpi sercowe męki, gdyż kocha z wzajemnością szlachcica Rajmonda. Podczas spowiedzi u wyżej wspomnianego mnicha okazuje się, że Agnes jest w ciąży.. Wzięta za przykład rozpustnej wszetecznicy, trafia w ręce demonicznej przeoryszy klasztoru. Rajmond rozpoczyna próby uwolnienia ukochanej.


No i właśnie, pojawia się mnich, ojciec Ambrozjo. Tytułowa postać urosła w oczach katolickiej społeczności Madrytu do wzoru duchowego przywódcy. Podrzutek, wychowany od małego przez Kapucynów, wyrósł na uosobienie wszelkich cnót i swym gromkim, nieznającym sprzeciwu, głosem grzmi co niedziela z ambony, zaczarowując cokolwiek zepsute i oddalone od Boga tłumy. Ten ideał prawości nie jest jednak zbudowany na prawdziwej wierze i pokorze wobec Stwórcy, to efekt ludzkiej dumy i pychy oraz oratorskich umiejętności. Ambrozjo mimowolnie znajduje skazę w swej solidnej konstrukcji, która w postaci biblijnie kuszącej Matyldy, powoduje pęknięcie tamy i prawdziwą powódź zła, pożądania, chuci i zepsucia. Opat Kapucynów zagina parol na młodziutką Antonię i przy użyciu odrażających metod dąży do zawładnięcia jej ciałem i duszą, pilnując cały czas tego, aby utrzymać swój kamuflaż.

Tyle o fabule. I tak napisałem dużo a możecie mi wierzyć, to tylko mała próbka tego co Lewis zawarł w swej opowieści. Gotyckie elementy są tu wszechobecne – pojawiają się demoniczne postacie, upiory, zegary wybijają swe refreny w środku nocy opętanej burzą i wichurą, idziemy przez zimne i zawilgocone podziemia przy słabym świetle pochodni, słyszymy dźwięki, jeżące włosy na głowie. Ale bierzemy też udział w awanturniczej przygodzie, pościgach, ucieczce z warowni i przeżywamy miłosne zawody i uniesienia głównych bohaterów. A z fascynacją, która graniczy z odrazą, obserwujemy poczynania mnicha Ambrozjo, który jest tutaj postacią kluczową. 

Jak każdy niemowlak, Ambrozjo w chwili pozostawienia go przed drzwiami do opactwa, był białą kartą. Wieloletni pobyt wśród mnichów nie rozwinął u niego mądrości, altruizmu czy zwykłej dobroci serca. To pycha, małostkowość, porywczość i dzikie żądze zdominowały jego charakter. Gdy tajemnicza Matylda przeprowadza go przez moralny Rubikon, nie ma już dla niego powrotu. Popełnia on straszne grzechy, to żądza podejmuje decyzje za niego, a kiedy w końcu wygasa, to nie wyrzuty sumienia dręczą Ambrozja, lecz strach przed wyjawieniem jego bezeceństw i utrata pozycji. I mimo świadomości tego, że postępuje źle, stacza się coraz szybciej i coraz efektowniej.

Trudno nie zauważyć, że Lewis jest antyklerykałem i zagorzałym krytykiem Kościoła. Wychowany w dostatku, wykształcony, światowy młodzieniec, który przebywał w Paryżu podczas Rewolucji Francuskiej (czuć wyraźnie inspirację tymi wydarzeniami pod koniec powieści, gdy wzburzony motłoch szturmuje budynek klasztoru), widzi w instytucji Kościoła miejsce duchowej pustki, źródło zła i demoralizacji. Ludzie nie idą do świątyni się modlić – idą obgadać znajomych i pochwalić się szykownym strojem. Post to kuriozum – w powieści pojawia się duch z kawałkiem pieczonego drobiowego skrzydełka w ustach, wyjący w cierpieniach, na które został skazany za jedzenie mięsa w piątek. Wychowanie u Kapucynów skutkuje tym, że Ambrozjo koduje od małego wykrzywiony obraz świata. Celibat jest dosłownie gwałtem na naturze człowieka, skutkującym ostatecznie innymi gwałtami, tym razem zupełnie dosłownymi. Powieść, która ukazała się w 1796 roku została z miejsca uznana za demoralizującą, bluźnierczą, piekielną, robiącą z Parnasu cmentarzysko. Jednak nie przeszkodziło jej to być bestsellerem swoich czasów, czytanym często pokątnie i w tajemnicy przed otoczeniem. Młody, niespełna dwudziestoletni Lewis mocno uderzył w stół, odezwały się wszystkie leżące na nim nożyce.

Czytając powieść czułem, że napisał ją młody chłopak. Opisy kobiecej urody są przepełnione erotyczną fascynacją, wycyzelowane z rumieńcem na twarzy. Awanturnicza przygoda pisana z zapałem i tryskającą energią. Sceny grozy są sugestywne i malownicze a przemoc bardzo frenetyczna i dantejska. Dodatkowo mamy tutaj narratora z jakim spotykamy się dość rzadko w literaturze. Otóż jest to co prawda narrator trzecioosobowy, ale jakby obecny cały czas w miejscu akcji, ktoś w rodzaju duchowego komentatora stojącego za plecami bohaterów. Poprzez swoje subiektywne wtręty, dowcipne komentarze a czasem nawet kpinę i szyderstwo, wprowadza do powieści sporo poczucia humoru, łagodnie powstrzymując jej szturmujący niekiedy patos. Czy poprzez tę powieść Matthew Gregory Lewis dał upust swoim skrywanym żądzom, których urzeczywistnienie byłoby przekroczeniem takiej granicy, którą autor znał, w przeciwieństwie do swojego bohatera? Czy „Mnich” to moralitet, czy może osiemnastowieczne, gotyckie czytadło do wertowania potajemnie w środku nocy przy świetle świec?

Zapewne wszystko po trochu. Na koniec trzeba wyraźnie zaznaczyć, że literacko Mnich arcydziełem nie jest i nigdy nie był. Czytanie Mnicha przez współczesnego odbiorcę, znającego powieści napisane nowoczesnym językiem, może czasem wywołać uśmiech politowania lub uczucie znużenia egzaltacją. Doświadczenie czytelnicze może znaleźć rozwiązana fabularne Lewisa wtórnymi i naiwnymi. Tylko że tak wiekowych powieści nie należy czytać przez pryzmat dokonań kultury z ostatnich dwustu lat, zresztą gdy się postaramy, trudnym zadaniem to nie jest. W moim, osobistym przypadku, Mnich był prawdziwym page-turnerem, czytałem w każdej możliwej chwili. Rzadko tak czytam. Owszem, gotyk nie może już dziś nikogo przestraszyć, frenezja zawarta w powieści nikogo dziś nie zszokuje, bogate i barwne opisy mogą zniecierpliwić czytelników ery smsa a wzniosły i upoetyzowany sposób mówienia bohaterów wyda się nienaturalny. Jednak w czasach Lewisa wydanie Mnicha było zdarzeniem bezprecedensowym, powieść ta to nieusuwalny kamień milowy w historii literatury, nawet jeśli jest lekko już przysypany. I nawet jeśli dzisiaj Mnich najlepiej odebrany będzie głównie przez koneserów i takich poszukiwaczy odmienności literackich jak ja, to szczerze polecam. Do testu na swego rodzaju wrażliwość czytelniczą.

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.

Za egzemplarz do recenzji bardzo dziękuję wydawnictwu Vesper


Tytuł: Mnich
Tytuł oryginalny: The Monk, a Romance
Autor: Matthew Gregory Lewis
Tłumaczenie: Zofia Sinko
Wydawca: Vesper
Data wydania: październik 2016
Rok wydania oryginału: 1796
Liczba stron: 460
ISBN: 9788377312469

4 komentarze:

  1. Bardzo dobra wyważona recenzja. Napisałeś Marcin, że czułeś, że powieść była pisana przez młodzieńca? Ja najbardziej w tym fragmencie, gdy Lewis napisał, że mnich w wieku gdzieś 30 osiągnął szczyt pobudliwości cielesnej, co z medycznego punktu widzenia jest błędne, bo ten największy jest u nastolatków. Owszem książka może i zdawać się infantylna, przestarzała, lecz podobnie jak "Frankenstein" napisana przez młode osoby a odznaczyła swoje piętno w historii literatury pięknej , co bardzo rzadko się zdarza powieściom grozy.

    Grot

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie powiem, żebym nie chciał u Vespera poczytać o Otranto lub Udolpho. Otranto ostatnio czytałem, ale strony wylatywały na podłogę, taki stareńki egzemplarz.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja Otranto jeszcze nie czytałem. A Udolpho jak najbardziej widziałbym u Vespera - genialna gotycka atmosfera, choć niestety sporymi fragmentami rozmyta. Tak szczerze to wiele bym z tej książki po prostu wyciął.

    Grot

    OdpowiedzUsuń
  4. No właśnie ja Udolpho nie znam, ale wiem, że mam w pobliskiej bibliotece i to nadrobię. Z dwóch powodów - po pierwsze, jest to podobno gotyk nakierowany przede wszystkim na niedosłowną grozę i nastrój, a po drugie Thomas Ligotti w "Spisku przeciwko ludzkiej rasie" mocno nawiązuje do Ann Radcliffe, gdy opisuje swoją definicję "niesamowitości". Słyszałem, że momentami jest trochę poprzeciągana, ale muszę przeczytać.

    OdpowiedzUsuń