niedziela, 29 stycznia 2017

Wyspa doktora Moreau


Wyspa doktora Moreau ukazuje się w 1896 roku, krótko po Wehikule Czasu. Herbert George Wells miał chyba bardzo dużo weny twórczej w ostatnich latach XIX wieku, kolejne ważne powieści (Niewidzialny człowiek i Wojna światów), ukazują się odpowiednio rok i dwa lata później. Fantastyka naukowa zyskuje coraz mocniejsze fundamenty. I choć Wyspa doktora Moreau, podobnie jak Wehikuł Czasu, to dość średnie nowelki, to nie mogę zaprzeczyć temu, że stanowią ważną cegiełkę w historii literatury. Taką, której nie da rady wyjąć.


Historię Edwarda Pendricka, rozbitka trafiającego na wyspę szalonego naukowca, ekranizowano już trzy razy. Postać doktora Moreau, parającego się potwornymi eksperymentami, odtwarzali tacy giganci kina jak Burt Lancaster i Marlon Brando. Co jest w tej historii takiego, co urzekło Hollywood?

Przede wszystkim przygoda. Pendrick, zostaje uratowany przez podejrzanego człowieka o nazwisku Montgomery, który sprowadza najróżniejsze zwierzęta na tajemniczą wyspę. Tam, trafiają w ręce naukowca, który szczyci się tym, że jako pierwszy na świecie potraktował systematycznie rodzącą się wtedy gałąź chirurgii – przeszczepy. W specjalnie przygotowanym pomieszczeniu, nazywanym Domem Cierpień, ze sprowadzonych zwierząt powstają najróżniejsze hybrydy (ludzie-wilki, ludzie-małpy, hieno-wieprze itd.), które jako ciągle niedoskonałe w oczach stwórcy, są potem wypuszczane na wolność. Doktor Moreau nie stosuje tu żadnych modyfikacji genetycznych - zwyczajnie jak rzeźbiarz w glinie, formuje nowe części ciała z żywych tkanek, kości. Z pysków lepi twarze, z racic dłonie, obcina ogony, kształtuje kręgosłupy. Bez znieczulenia, w niewyobrażalnych cierpieniach swoich "pacjentów".


Celem doktora jest eksperyment jako taki, innego celu nie ma. Dojście do granicy nauki medycyny, nieważne jakim kosztem. Ból zadawany zwierzętom, nic według opinii doktora nie znaczy, przecież to tylko zabezpieczenie dane przez naturę osobnikom żyjącym w nieprzyjaznym środowisku. Człowieka dręczy nie sama świadomość tego, że ktoś cierpi tylko słyszalne i widzialne objawy cierpienia. Poczekajmy trochę, człowiek tak polepszy sobie byt i będzie tak bezpieczny w swoim środowisku życiowym, że zdolność odczuwania bólu zostanie zredukowana w naturalny sposób. Nauka ewolucji, mówi przecież o tym, że niepotrzebne cechy zanikają, więc ból zniknie. Cytuję teraz słowa doktora Moreau i naprawdę chciałbym wiedzieć, czy Wells włożył je w usta doktora, próbując podkreślić jego szaleństwo, czy może sam chciał popisać się wiedzą o teorii ewolucji.


Modyfikacje ciała to mało. Doktor ingeruje również w mózgi zwierząt i robi to również chirurgicznie. Bezpieczeństwo na wyspie zapewnia sobie poprzez dosłowne wszczepianie im pewnych idei, bezpośrednio w tkankę mózgu, a następnie w celu dodatkowego psychicznego uczłowieczenia i wyrugowania resztek zwierzęcych cech, kodyfikuje (w stylu przywodzącym na myśl kodeks z Folwarku zwierzęcego) Prawo. Jednak nie da się całkowicie usunąć zwierzęcego instynktu. To co robi doktor wraz ze swoim pomocnikiem to jakaś horrendalna, bezcelowa ohyda. O wiele straszniejsze od tego, co przytrafia się zwierzętom w Domu Cierpień jest to, co czeka je po wypuszczeniu na wolność. Nie są już dzikimi zwierzętami, cały czas walczą z ludzkim pierwiastkiem, który przeszkadza im w codziennym życiu a dodatkowo pęta ich jakieś kodeks, który nie jest im do niczego potrzebny.

Wells jest pesymistą, nie wierzy w humanizm. To ludzie są największymi potworami na świecie. Główny bohater boi się dzikich, zmodyfikowanych twarzy a powinien bać się tych dobrze znanych, ludzkich. Przecież koszmar zaczyna się dopiero gdy zwierzaki zyskują ludzkie cechy, nie wcześniej. A doktor jest potworem ostatecznym. I to przesłanie, może już trochę dziś oklepane, jest dobre, mądre i podnoszące wartość książki. Są jednak też i minusy - Wells traktuje naukę medycyny, psychologii, teorii ewolucji bardzo swobodnie, bez dbałości o jakąkolwiek wiarygodność. Dziś chyba nikt już by nie napisał science fiction tak nonszalancko – chyba, że się mylę.

Kolejna powieść Wellsa jest ani lepsza ani gorsza od pierwszej. Można przeczytać, odhaczyć, że poznało się klasykę. Tylko, że jest to taka klasyka do której nie będzie mi się chciało już wracać. Nośna filmowo ze względu na scenografię i kostiumy, lecz zupełnie przeciętna ideowo.

Tytuł: Wyspa doktora Moreau
Tytuł oryginalny: The Island of Doctor Moreau
Autor: Herbert George Wells
Tłumaczenie: Ewa Krasińska
Wydawca: Prószyński i S-ka
Data wydania: 1997
Rok wydania oryginału: 1896
Liczba stron: 151
ISBN: 8371801289

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza