niedziela, 13 listopada 2016

Dziecię Boże



Trzecia książka McCarthy'ego i jak na razie najmocniejsza. Lester Ballard, główny bohater to skrajnie odczłowieczona postać, zwierzę w ludzkiej skórze. Pierwiastek zwierzęcy oczywiście przejawia się u niego na poziomie najbardziej podstawowych odruchów (seks, walka, instynkt samozachowawczy) bo na poziomie motywacji, pobudek nim kierujących kojarzy mi się raczej z Leatherface z Teksańskiej Masakry Piłą Mechaniczną z 1974 r. McCarthy jednak w przeciwieństwie do Tobe'a Hoppera nie idzie w gore, zatrzymuje się nieco wcześniej, co przynosi efekt mocniejszy. Bohater zezwierzęcony - jednak zwierzę nie czerpie przyjemności z zabijania a seks nie jest realizacją jakichś koszmarnych dewiacji. U człowieka niestety tak jest.

Cormac McCarthy kreuje w tej książce figurę człowieka, który jest już nie tylko elementem świata przyrody tylko lekko oddzielonym poprzez pewne właściwości nadane mu przez wieki rozwoju kultury. Jest on również jedynym źródłem zła na świecie. Zła wprost demonicznego, którego nic nie tłumaczy, nic nie uzasadnia. Ono po prostu w nas jest, nierozerwalnie złączone z resztą naszych ludzkich przymiotów. I bardzo łatwo jest mu wśród nich wywalczyć dominację.

Warto też zwrócić uwagę na pewien zamysł autora z którym chyba się nie spotkałem wcześniej (albo nie pamiętam). W pewnym momencie łapiemy się na tym, że patrzymy na świat przedstawiony oczyma głównego bohatera, bądź co bądź zwyrodnialca i dewianta. Współuczestniczymy w koszmarnych rzeczach, które robi, jesteśmy po prostu nim. Czy McCarthy miał w tym jakiś cel? Coś chciał zasugerować? Może znaleźć usprawiedliwienie? Albo wskazać, że Lester Ballard tkwi gdzieś tam w każdym z nas?

Tytuł: Dziecię Boże
Tytuł Oryginalny: Child of God
Autor: Cormac McCarthy
Tłumaczenie: Anna Kołyszko
Wydawca: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: 2009
Liczba stron: 224
ISBN: 9788308043332

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz