sobota, 12 listopada 2016

49 idzie pod młotek



Jedna z trudniejszych (mimo, iż najkrótsza) książek Pynchona. Na pierwszy rzut oka to typowe pynchonowskie studium paranoi i teorii spiskowych, jak się chwilę zastanowić to wyłania się z tego studium bezbronności człowieka wobec rzeczywistości opanowanej przez gigantyczny szum informacyjny - co jest też jednym (nie głównym) z motywów przewodnich Vineland. Ludzka skłonność do tłumaczenia i ubierania odebranych danych w schematy i ciągi przyczynowo-skutkowe skonfrontowana z światem, gdzie nie ma żadnych jednoznacznych roztrzygnięć lecz kolejne warstwy tajemnicy, gdzie nie ma odpowiedzi lecz w zamian tego mamy kolejne pytania. Coś jak Pamiętnik znaleziony w Wannie Lema, tylko mniej zanurzony w filozoficznych zmaganiach z metafizyką – bardziej odnoszący się do „tu i teraz”, w tym szczególnym przypadku do Ameryki lat 60.

Ogólnie warto chyba zacząć poznawanie Pynchona chyba właśnie od tej książki. Sieć w jednym miejscu określa tą książkę jako „charakteryzująca się wielką gęstością narracji”. Jak to czytałem to szukałem słowa na to czego doświadczam – i to jest określenie adekwatne. W Vineland i Wadzie Ukrytej Pynchon nieco (ale tylko trochę) luzuje.


Tytuł: 49 idzie pod młotek
Tytuł oryginału: The Crying of Lot 49
Autor: Thomas Pynchon
Tłumaczenie: Piotr Siemion
Wydawca: Wydawnictwo Literackie
Data premiery: maj 2009
Liczba stron: 224
ISBN: 9788308043486

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza