niedziela, 26 lipca 2026

Wzlot i upadek D.O.D.O.

Kwantowe wiedźmy

Powieści Neala Stephensona były oczywiście zawsze erudycyjne, błyskotliwe, pełne nerdowskiego klimatu i niesamowitych idei. Były również zabawne – każda z nich. Ostatnia powieść Stephensona wydana w Polsce jest najzabawniejsza z wszystkich – być może przyczyniła się do tego współautorka, Nicole Galland.

Stephenson i Galland współpracowali już wcześniej przy cyklu „Mongoliada”. Współautorka omawianej dziś powieści specjalizuje się w powieściach historycznych z okresu średniowiecza – w „Mongoliadzie” poszło jej tak dobrze, że Stephenson zaprosił ją do współpracy przy jednej z kolejnych książek. W 2017 roku ukazała się powieść „The Rise and Fall of D.O.D.O.” – Stephenson wymyślił ogólny zarys fabuły i był autorem zasad rządzących światem przedstawionym, natomiast Galland po prostu pisała powieść.

„Wzlot i upadek D.O.D.O.” jest zbiorem najróżniejszych dokumentów, stenogramów, listów, pamiętników i relacji spisanych przez osoby w jakiś sposób związane z najtajniejszym z tajnych projektów rządowych USA. D.O.D.O., czyli Department of Diachronic Operations, zajmuje się zadaniami jedynymi w swoim rodzaju – przywróceniem magii, która tak powszechnie praktykowana w starożytności i średniowieczu, zaczęła słabnąć w czasach nowożytnych, aby całkowicie zniknąć ze świata dokładnie 29 lipca 1851 roku. Co wydarzyło się tego dnia i dlaczego miało taki a nie inny wpływ na naturę rzeczywistości dowiesz się czytelniku z powieści – szkoda byłoby zdradzić tak ważny element konstrukcji świata.


Autorką największej ilości dokumentów jest Melisande Stokes, około trzydziestoletnia, genialna znawczyni niezliczonej ilości języków starożytnych. Pewnego dnia spotyka diablo przystojnego Tristana Lyonsa, byłego żołnierza a teraz pracownika Departamentu Operacji Diachronicznych, organizacji tak tajnej, że zastrzeżona jest nawet informacja o tym, czy D.O.D.O. jest tak właściwie tajne czy nie. Tristan zleca Melisande przetłumaczenie kilku prastarych tabliczek z pismem klinowym. Słowa „Miałaś dotąd przyjemnie nieciekawe życie. Zobaczymy, czy uda się to zmienić” stają się niezwykle prorocze. Melisande i Tristan rozpoczynają ciąg niesamowitych wydarzeń, w które zaangażowani zostaną: Frank Oda, japoński profesor fizyki kwantowej, konstruktor prawdziwego (działającego!) pudełka dla kota Schrödingera; jego żona Rebeka East-Oda, niepraktykująca czarownica; Grainne, czarownica z czasów Szekspira jak najbardziej praktykująca; Erszebet Karpathy z Węgier, również czarownica, piękna, wyzwolona, wygadana, długowieczna i cwana; 

Świat „Wzlotu i upadku D.O.D.O.” przypomina trochę ten ze znakomitej powieści Susannah Clarke – „Jonathan Strange i Pan Norrell”. Wyjaśnienie natury magii jest jednak zupełnie inne, typowo „stephensonowskie” i wykorzystujące naukę – choć bardzo swobodnie i umownie. Neal Stephenson robi z fizyką kwantową to samo, co Greg Egan w „Kwarantannie” – tylko, że o ile u Egana było śmiertelnie poważnie, tak u Stephensona/Galland jest wesoło i niepoważnie. W naszej rzeczywistości od zawsze istnieli ludzie (jakoś tak się złożyło, że niemal zawsze były to kobiety) o niezwykłych mocach. Potrafiły manipulować ową rzeczywistością poprzez wydobywanie i realizację pewnych możliwości istniejących w światach równoległych, czyli tak zwanych „Wątkach”. Osoby te zwano czarownicami, a ich działania czarami lub magią. 


Ależ to jest świetny pomysł na literacką rzeczywistość. To, czego doświadczamy na co dzień nie jest jakąś tam po prostu jedną stałą realizacją wydarzeń w czasoprzestrzeni, nie jest jednym przewodem, po którym płyną fakty i na którym pisze się historia. Wyobraźmy sobie pęk takich kabli, splecionych nierozerwalnie ze sobą – w świecie bez magii są od siebie szczelnie odseparowane i są faktycznie tym, co w fantastyce nazywa się wszechświatami równoległymi. W świecie, gdzie magia działa… cóż, jest inaczej. Nic dziwnego, że rząd USA, którego niektórzy członkowie zostali uświadomieni co do tego faktu, zwęszyli okazję do zwiększenia przewagi konkurencyjnej Stanów Zjednoczonych na kolejnym polu.

Najciekawszym elementem powieści jest jednak samo podejście do magii. Stephenson właściwie nie pisze fantasy w tradycyjnym rozumieniu tego słowa – robi dokładnie to, z czego słynie od lat. Bierze kolejny skomplikowany system i opisuje go językiem inżyniera. W jego ujęciu magia nie jest tajemniczą, mistyczną siłą, lecz mechanizmem rządzącym rzeczywistością, który można badać, opisywać i wykorzystywać. Czarownice przypominają bardziej programistki niż wiedźmy z baśni, zaklęcia działają niczym algorytmy, a światy równoległe stają się elementami większej struktury, po której można się poruszać zgodnie z określonymi regułami. To właśnie dlatego nawet najbardziej fantastyczne pomysły brzmią u Stephensona zaskakująco wiarygodnie – autor traktuje magię jak kolejną dziedzinę nauki.

Utworzona naprędce ilustracja do powieści w stylu "Tintna" - dzięki AI!

Ta powieść Stephensona nie ma tak klarownie zbudowanej struktury jak poprzednie. Cała afera z przywracaniem magii światu, poprzez budowanie KODONu (Komory Dekoherencji Ontycznej), przeradza się w pewnym momencie w magiczne podróże w czasie, czyli tak zwane BZDETy (Bezpośrednie Zastosowania Diachronicznego Efektu w Terenie). Udajemy się do Londynu czasów Szekspira czy Konstantynopola zagrożonego IV Krucjatą) i przeżyjemy niezwykłe przygody, które kojarzyć się nam będą oczywiście z perypetiami Marty’ego McFly’a i Doktora Emmeta Browna z wiadomego filmu (filmów). W tej powieści nie znajdziemy żadnej Wielkiej Idei, żadnych filozoficznych umocowań – jest po prostu zatrzęsienie pomysłów, mnóstwo żartów i trochę chaosu.  Stephenson spuścił z tonu nawet jeśli chodzi o jego nerdowskie koniki i zainteresowania – jest humor sytuacyjny, rozrywka, przygoda i pełen luz. Gubią się w tym trochę postacie i wątki (takie zwykłe, fabularne, pisane małymi literami), widać, że chodzi bardziej o pomysły i przygodową akcję. Fabuła rozpędza się do tego stopnia, że autorzy w pewnym momencie przegapiają znaki ograniczenia prędkości i drogowskazy wskazujące na zamierzony zjazd z autostrady (czytaj – uzasadnione fabularnie zgrabne zakończenie). Czy doszło do wypadku na bramkach? Niekoniecznie. Cztery lata później Nicole Galland napisała bezpośrednią kontynuację zatytułowaną „Master of Levels” – już bez udziału Neala Stephensona. Może kiedyś zostanie wydana w Polsce, kto wie?




Tytuł: Wzlot i upadek D.O.D.O.
Autor: Neal Stephenson, Nicole Galland
Tłumaczenie: Wojciech Próchniewicz
Tytuł oryginału: The Rise and Fall of D.O.D.O.
Wydawnictwo: Mag
Wydawca oryginału: William Morrow and Company
Rok wydania: 2018
Rok wydania oryginału: 2017
Liczba stron: 640
Wydanie: I
ISBN: 9788366065246

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz