sobota, 12 listopada 2016

Wszyscy na Zanzibarze



Wszyscy na Zanzibarze to znakomita książka. Brunner przedstawia świat, który jest ekstremalnie przeludniony, przesycony krzykliwymi mediami, narkotykami, nihilizmem i ludzką obojętnością, apatią i jednak samotnością pomimo fizycznej ciasnoty. Jest wg mnie to kompletna wizja świata A.D. 2010 wywiedziona z obaw Brunnera i obserwowanych przez niego trendów technologicznych i socjologicznych w latach 60tych.

Wiele rzeczy przewidział trafnie: ogłupiające, wszechobecne teledyskowe media jak u Noona i Bradbury’ego łykane bez problemu przez społeczeństwo (choć nie jest to teraz jeszcze pociągnięte do takiego maksimum); liberalizację obyczajową w obszarze seksu, orientacji, identyfikacji płciowej, zawierania związków, interpretacji roli rodziny; megakorporacje i kult pieniądza. Ba, przewidział nawet trafnie wielkość populacji na świecie za 50 lat.

Z kilkoma sprawami się jednak przeliczył: Siedem czy osiem miliardów ludzi nie jest ilością mogącą spowodować to co się dzieje w książce (ze 100 miliardów pewnie tak). Nie mamy teraz jak w książce powszechnej eugeniki i ścisłej kontroli narodzin w krajach rozwiniętych, Nie mamy "wścieków" osób, które z powodu ograniczonego obszaru własnego terytorium życiowego idą w berserk. Brakuje też komputerów i internetu, które u nas od lat są już pod strzechami a u Brunnera jest to coś na poły magicznego i niezrozumiałego.

Czytałem, że sporo czytelników może odbić się od książki ze względu na styl autora i że fabuła jest trudna do ogarnięcia bo nie jest przedstawiona w linearny, prosty sposób. To nieprawda. Fabuła jest tak samo trudna jak np. u Neala Stephensona czy Iana McDonalda. Jest tylko nietypowo podana – ja przynajmniej zetknąłem się z taką metodą chyba pierwszy raz. Książka podzielona jest na cztery przeplatające się plany narracyjne złożone z krótkich rozdziałów:
- Kontekst - objaśnienie zasad obowiązujących w świecie przedstawionym odbywające się m. in. za pomocą wycinków z książek jednego z drugoplanowych bohaterów. Mamy tu przedstawione dokładnie realia świata początku XXI wieku.
- Świat-tu-i-teraz - to właśnie linia narracyjna zbliżona do TV Ciało Noona. Teledyskowe podawanie informacji za pomocą mediów wszelakiego rodzaju (oprócz Internetu - tego Brunner nie przewidział), bombardowanie totalne głupotą.
- Na zbliżeniu - rozdziały przedstawiające postaci mniej lub bardziej oddalone od głównych wydarzeń. Ich krótkie historie dopełniają obrazu świata na zasadzie, krótkich przeplatających się czasem fabularnych wstawek – coś na zasadzie dodatkowego machnięcia pędzlem przy tworzeniu obrazu.
- Ciągłość - główna linia fabularna. Kręci się ona wokół dwóch centralnych postaci w świecie początku XXI wieku (prognozowanego z poziomu 1968 roku). To zupełnie standardowa część narracji, niemożliwa jednak do poprawnej interpretacji bez trzech pierwszych.

Razem powstaje wspaniały patchwork, gdzie żaden element nie jest ważniejszy od drugiego. Dopiero w komplecie możemy docenić w pełni tą książkę.

Klasyczna Science Fiction (ta z Nowej Fali również) w większości przypadków charakteryzuje się przede wszystkim naciskiem na kreację świata i przedstawienie pewnej koncepcji, wizji autora. Worldbuilding jest zdecydowanie ważniejszy od budowy postaci, z którymi ciężko się identyfikować, a także od fabuły przez co książka taka może być trudniejsza w odbiorze. "Wszyscy na Zanzibarze" to jest typowy przykład takiego podejścia, to nie jest ani lekka przygodówka SF ani sensacyjny thriller. Jest to jedna z najbardziej kompletnych i najlepszych wizji świata przyszłości jakie w życiu przeczytałem. Bardzo mocno polecam.


Tytuł: Wszyscy na Zanzibarze
Tytuł oryginału: Stand on Zanzibar
Autor: John Brunner
Tłumaczenie: Wojciech Szypuła
Wydawca: MAG
Seria: Artefakty
Data premiery: kwiecień 2015
Liczba stron: 624
ISBN: 9788374805391

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz