Wiatr znad Bosforu
Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.
Tytułową „Bramą Orientu” nazywany jest Stambuł, symboliczny punkt przejścia między kulturą europejską i azjatycką. W komiksie autorstwa Vittorio Giardino dojdzie tu do walki wywiadów, wyrafinowanych intryg szpiegowskich oraz nieustannych pościgów i ucieczek.
Pod koniec lata 1938 roku, na dwanaście miesięcy przed początkiem największego horroru w dziejach ludzkości, w Stambule pojawia się tajemniczy przybysz. Ktoś go ściga, prawdopodobnie Sowieci, wie zbyt dużo i jak to zwykle bywa znalazł się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie. Los chciał, że do stolicy Turcji trafia niejaki Max Fridman, były tajny agent francuskiego kontrwywiadu. Takich ludzi jak Fridman przygoda szuka sama – zatrzymany zaraz po zejściu z pokładu statku przez ponurych panów w garniturach, nasz bohater musi walczyć o życie. Na domiar złego/dobrego (zależy, jak spojrzeć) Max spotyka na swej drodze piękną nieznajomą, która skrywa swoje własne tajemnice.
Max Fridman dopiero co ganiał szpiegów (i uciekał przed nimi) po Budapeszcie. Kurc wydał kilka lat temu „Rapsodię węgierską” – pierwszą przygodę Fridmana. Bohater ledwo ocalał – wojna wywiadów i szpiegowska awantura może są pasjonujące na początku, ale najczęściej sprowadzają deszcz ołowiu na końcu. Teraz trafia do „Bramy Orientu” i wygląda na to, że będzie podobnie. Giardino w niewielkim objętościowo komiksie zamieszcza bardzo dużo motywów literatury i filmów szpiegowskich – przepiękna, tajemnicza femme fatale, szemrani miejscowi mafiosi mający „dojścia” tu i ówdzie, podwójni agenci, niegodni zaufania przyjaciele i nieoczekiwani pomocnicy. Sam Fridman jest tu takim trochę liściem spadającym z drzewa, lata tak, jak mu szpiegowskie wiatry znad Bosforu zawieją. Trochę się gubi, potem odnajduje, ale nie traci wyczucia – dobrze wie, jakie są zasady gry.
Vittorio Giardino pisze komiks, w którym bardzo dobrze oddaje klimat zbliżającej się wojny – mroku powoli rozlewającego się nad Europą. Stambuł jest ostatnim miejscem, gdzie jeszcze wszystko wydaje się możliwe – można uciec, zmienić stronę, rozpocząć nowe życie. Za chwilę ta brama zatrzaśnie się wraz z wybuchem wojny. To jest taki trochę film z lat czterdziestych, klasyka kina szpiegowskiego, tylko że graficznie pastelowa, odbiegająca od naszych oczekiwań. Giardino stworzył „Tintina na poważnie i dla dorosłych”. Bez zgrywy, żartów sytuacyjnych i gagów, ale z tym dobrze znanym sposobem narracji, kadrowaniem i chyba najbardziej charakterystyczną cechą komiksu Herge’a – grafiką „czystej linii”, słynnym belgijskim „ligne claire”. Rysunki Giardino pochodzą właśnie z tej szkoły – z oszczędnym cieniowaniem, wyrazistą kreską, prostą narracją bez żadnych ukrytych znaczeń.
Giardino nie opowiada historii na modłę współczesnego kina akcji. Znacznie bliżej mu do starych produkcji, w których napięcie budowały nie eksplozje, lecz cienie rzucane przez żaluzje, papierosowy dym unoszący się nad stolikami kawiarni, rozmowy prowadzone półgłosem i spojrzenia znaczące więcej niż wystrzelony nabój. To świat, w którym najgroźniejszą bronią pozostają informacje, a szpiegostwo jest przede wszystkim grą inteligencji, cierpliwości i pozorów. Oto komiks już czterdziestoletni, trochę niedzisiejszy, całkiem zgrabnie napisany i nieźle narysowany. Dobre czytadło, bez żadnego pejoratywnego wydźwięku.
Tytuł: Brama Orientu
Scenariusz: Vittorio Giardino
Rysunki: Vittorio Giardino
Tłumaczenie: Jacek Drewnowski
Tytuł oryginału: La porta d’Oriente
Wydawnictwo: Kurc
Wydawca oryginału: Milano Libri Edizioni
Data wydania: maj 2026
Liczba stron: 64
Oprawa: miękka
Papier: offset
Format: 215 x 290
Wydanie: I
ISBN: 9788397754478



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz