Jakoś to będzie
Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.
„Krew dziewicy” opowiada o procesie tworzenia, niemożności jego pogodzenia z życiem rodzinnym, rozpadzie związku, traumach międzypokoleniowych i ciągłych ucieczkach od problemów w nadziei, że „jakoś to będzie”. No, nie będzie.
Seymour ma dwadzieścia siedem lat i pracuje jako montażysta w podrzędnym studiu filmowym, produkującym głównie horrory klasy B i filmy eksploatacji. Napisał już nawet swój własny scenariusz, choć ten wymaga jeszcze podrasowania. Między montowaniem kolejnych zwiastunów filmowych marzy o wielkiej karierze – wszak żyje w Los Angeles u progu lat siedemdziesiątych, a nurt tak zwanego Nowego Hollywood zaczyna płynąć coraz szerszą falą. I oto trafia się okazja – jego studio z braku laku postanowiło nakręcić film na podstawie skryptu Seymoura. Ruszają prace nad „Krwią dziewicy”, a nasz bohater zaczyna zmagać się z kolejnymi wielkimi problemami.
Kolejnymi? Te, które ma w domu, są całkiem spore. Kilkumiesięczne dziecko, notorycznie zmęczona żona, on sam wiecznie spóźniony, zdezorganizowany, niewyspany. Związek Seymoura i Idy, imigrantów z rodzin, które w przeszłości bardzo mocno dotknięte zostały nietolerancją i prześladowaniami, zaczyna erodować w coraz szybszym tempie. Czy walka o sukces jest ważniejsza od rodziny? Czy niektóre związki da się uratować i czy w ogóle warto?
Autorem „Krwi dziewicy” jest Sammy Harkham, a komiks wychodził początkowo w antologii „Crickets” przez niebagatelnie długi okres – aż czternaście lat z długimi odstępami między odcinkami. Sammy Harkham pisze o czasach wielkich zmian w Hollywood – Seymour, mimo młodego wieku, należy do „starego porządku” spychanego w cień przez nowy, mocno rozpychający się łokciami. Widzimy bezlitosne zasady rządzące Fabryką Snów, bezwzględność branży, która nie daje zbyt wiele szans maluczkim, a tym, którzy je wykorzystali, funduje chybotliwe stołki.
Główni bohaterowie (bo to Ida w drugiej połowie albumu spycha Seymoura na drugi plan) nie dostają od życia zbyt wiele szans, a jeśli już, to jakby celowo ich nie dostrzegali. To dwójka bardzo niedojrzałych ludzi, niewiedzących za bardzo, czego chcą od życia – raczej nie siebie nawzajem. Niby chcą coś zmienić, ale żadne z nich nie wkłada w to nawet odrobiny szczerej chęci. Liczą na to, że samo się poprawi. No, nie poprawi się. Obserwujemy postępujące emocjonalne wypalenie obojga, samotność we dwoje. Sam Seymour jest wręcz antypatycznym dupkiem, którego nawet nie jest nam żal. Zderzenie z rzeczywistością, którego doświadcza, właściwie mu się należy.
Narracja Harkhama w równej mierze zależy od tekstu, co rysunku. „Krew dziewicy” stoi dialogiem, często nadmiarowym, ale celowo – jak u Woody’ego Allena. Nie zawsze wiemy, do czego dialog zmierza – ale to tylko go uwiarygodnia. Ilość kadrów czasami przytłacza i – znów – wydaje się nadmiarowa. Narracja obrazkowa sprawia w ten sposób wrażenie bardzo filmowej, co w zasadzie nie powinno dziwić. Komiks Harkhama bywa nazywany arcydziełem. Nie będę z tym polemizował, pewnie tak jest. Nie jest to jednak mój świat i upodobania – nie zmienia to faktu, że „Krew dziewicy” przeczytać warto.
Tytuł: Krew dziewicy
Scenariusz: Sammy Harkham
Rysunki: Sammy Harkham
Tłumaczenie: Wojciech Góralczyk
Tytuł oryginału: Blood of the Virgin
Wydawnictwo: Kultura Gniewu
Wydawca oryginału: Pantheon
Data wydania: styczeń 2026
Liczba stron: 296
Oprawa: miękka
Papier: offset
Format: 170 x 260
Wydanie: I
ISBN: 9788368331585




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz