czwartek, 9 kwietnia 2026

Cywiliacje. Rzym

Pryncypat grafiki, dominat faktów


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Lost in Time wydało właśnie trzeci tom cyklu „Cywilizacje”. Scenariusz pisze pomysłodawczyni całego projektu, francuska historyczka France Richemond. Tym razem cofamy się w czasie „tylko” o siedemnaście wieków, do czasów, kiedy Cesarstwo Rzymskie omal nie upadło.

Przedstawienie wybranych cywilizacji starożytności w czasach ich zmierzchu było zresztą głównym założeniem całego cyklu. Najpierw Simona Mogavino zabrała czytelników na Kretę, do siedemnastego wieku przed naszą erą, kiedy to erupcja wulkanu Santorini przyczyniła się do zagłady cywilizacji minojskiej. Potem udaliśmy się wraz z France Richemond do Egiptu, jeszcze o tysiąc lat wstecz, do początków rządów III dynastii. Tam poznaliśmy Imhotepa, „pierwszego architekta ludzkości”, żyjącego na dworze faraona Dżesera. No a teraz skok o trzy tysiące lat w przyszłość, do okresu schyłku starożytności, kiedy to Cesarstwo Rzymskie chwiało się na glinianych nogach.


Akcja komiksu „Cywilizacje. Rzym” umiejscowiona jest w okresie od końca trzeciego do początku piątego wieku naszej ery. W roku 281 nadal trwa tak zwany „kryzys III wieku”, na rzymskim tronie zasiada niejaki Marek Aureliusz Probus, kolejny z całej listy krótkoterminowych „cesarzy koszarowych”, bo legitymizujących swą władzę głównie poprzez wsparcie wojska. Tajemnicze Bractwo Seta, od wieków zakulisowo ingerujące w historię największego imperium starożytności, bije na alarm. Jedna z członkiń Bractwa doświadczyła koszmarnej wizji – za sto dwadzieścia dziewięć lat Rzym stanie w płomieniach, krew poleje się ulicami, wielkie budynki Wiecznego Miasta legną w gruzach. Chodzi oczywiście o Alaryka i jego barbarzyńskich Wizygotów, którzy splądrują Rzym w 410 roku. Należy zrobić wszystko, aby temu zapobiec.

Przy okazji recenzji komiksu „Cywilizacje. Egipt” psioczyłem na France Richemond. Widać było, że jest przede wszystkim historyczką, a nie scenarzystką. Multum dat, postaci równie nagle pojawiających się i znikających, ilustrowany rejestr zdarzeń bez angażującej, wciągającej narracji. Dokładnie to samo dostajemy w „Rzymie”. Odbiorcy nieobeznani z historią Europy zmierzchu starożytności mogą mieć problem z okiełznaniem fabuły. Jedziemy bowiem szybko przez najważniejsze historyczne wydarzenia Cesarstwa tego stutrzydziestoletniego wycinka dziejów z ewidentnym założeniem, że orientujemy się w tytułach, terminologii, nazwiskach i starożytnej geografii. Bez tego mamy problem – albo czytamy bez zaangażowania i mało pamiętamy, albo najpierw pogłębiamy wiedzę i dopiero potem siadamy do lektury.


A z taką podbudową otrzymamy całkiem niezły ilustrowany leksykon wiernie odzwierciedlający historyczne wydarzenia. Cesarz Dioklecjan i jego reformy, powstanie i dzieje Tetrarchii, transformacja pryncypatu w dominat, prześladowania chrześcijan, Konstantyn Wielki i edykt mediolański, cesarz Teodozjusz i ustanowienie chrześcijaństwa religią państwową, ostateczny podział cesarstwa na wschodnie i zachodnie - i wreszcie najazdy barbarzyńców z północy. Richemond napisała scenariusz naprawdę wierny wydarzeniom historycznym, choć z jednym wyjątkiem i jedną nadinterpretacją.

Wyjątkiem jest oczywiście całkowicie fikcyjne Bractwo Seta, korzystające – uwaga – z tak zwanej „maszyny Imhotepa” do astrologicznego przewidywania przyszłości. Nadinterpretacją jest zbyt duże przypisywanie roli chrześcijaństwa w późniejszym upadku Rzymu i trochę absurdalne rozdzieranie szat nad upadkiem rzymskiej kultury i sztuki oraz już tylko dekoracyjnej w tych czasach pogańskiej religii. Richemond pisze pod tezę, a to nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem – chrześcijaństwo nie było jedyną ani nawet jedną z głównych przyczyn degrengolady Rzymu czwartego i piątego wieku naszej ery. U Richemond to nie jest tylko skrót myślowy, lecz ustawienie reflektora tak, aby nowa religia wyglądała na siłę rozkładającą cesarstwo, choć prawda o tym jest o wiele bardziej zniuansowana i złożona.


Scenariusza się czepiam, ilustracje będę wychwalał. Może nie te dotyczące ludzi, bo żadnej rewelacji tu nie ma, ale to, co Federico Ferniani wyprawia w obszarze scenografii, architektury, scen batalistycznych i rzutów na starożytne metropolie z lotu ptaka woła o gromkie brawa. Rzym, czy to płonący, czy ukwiecony podczas uroczystych triumfów cesarzy, zapiera dech w piersiach. Sceny oblężenia sasanidzkiego Ktezyfonu przez legiony cesarza Karusa w 283 roku to prawdziwy majstersztyk. Prace Fernianiego można oglądać długo – tak powinien wyglądać komiks historyczny. To one ciągną ocenę „Rzymu” w górę. Ten komiks ogląda się z zachwytem, ale czyta z wysiłkiem.


Tytuł: Cywilizacje. Rzym
Scenariusz: France Richemond
Rysunki: Federico Ferniani
Tłumaczenie: Marta Duda-Gryc
Tytuł oryginału: Civilizations. Rome
Wydawnictwo: Lost In Time
Wydawca oryginału: Delcourt
Data wydania: styczeń 2026
Liczba stron: 124
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Format: 240 x 320
Wydanie: I
ISBN: 9788368346503

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz