Artbook w przebraniu
Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.
Tajemne kulty, azteckie bóstwa, Nowy Jork czasów Wielkiego Kryzysu pełen okultyzmu i nadprzyrodzonych zjawisk, rytualne mordy i lovecraftowskie tropy z niewielkim dodatkiem Mike’a Mignoli ciągnącym fabułę i estetykę nieco w stronę współczesności. Tak można w skrócie określić pierwszy zbiorczy tom „XOCO” wydany przez Scream Comics.
Nowy Jork roku 1930 został sterroryzowany przez „Rzeźnika z Brooklynu”, czyli seryjnego mordercę z charakterystycznym modus operandi. Specjaliści rozpoznają w jego metodzie mordowania rytuały starożytnych Azteków – tropy wiodą do pewnego starego, zmarłego przed kilku laty, antykwariusza, jego córki i tajemniczego noża z obsydianu. Wraz z rozwojem fabuły okazuje się, że całej intrygi nie możemy ograniczyć tylko do naszej, dobrze znanej rzeczywistości. Do świata realnego przedostają się elementy nadprzyrodzone, do tej pory ukryte gdzieś w indiańskim świecie legend. Azteckie demony, nieodparcie kojarzące się z „Wyklętym” Grahama Mastertona, spotykają tajne organizacje kultystów przypominające te z „B.B.P.O.” Mignoli i razem sieją zamęt w Ameryce lat trzydziestych.
Dwa pierwsze odcinki „XOCO”, składające się na pierwszy tom, rysuje Olivier Ledroit znany już w Polsce całkiem dobrze za sprawą właśnie Scream Comics. Nowy Jork świata komiksu jest miastem wykreowanym według podręcznika dla twórców czarnego kryminału – jest mroczny, niebezpieczny, skąpany w nieustannym deszczu. Ledroit bardzo dobrze wie, jak przykuć uwagę odbiorcy, wie, jak prowadzić narrację obrazkową. Jego sposób konstruowania kadrów i prowadzenia historii przypomina dokonania Berniego Wrightsona („Frankenstein żyje, żyje!”) lub wczesnego Andreasa („Rork”). Sporo jest tu zaburzeń perspektywy, niezwykłych rzutów z góry lub z dołu w niecodziennych konfiguracjach. Ledroit nie używa jednak kreskowania, metody charakterystycznej dla Wrightsona – w „XOCO” grafika idzie w stronę swego rodzaju trójwymiarowości i genialnego operowania światłocieniem. Rysownik podąża tu za Alexem Rossem („Marvels”), ale trzyma się karykatury, a nie realizmu w przypadku kreacji postaci.
Niestety, prace Ledroita w tym konkretnym przypadku są dość często nieczytelne i nacechowane niepotrzebnym monumentalizmem. Nawet te najmniejsze kadry domagają się absolutnej uwagi, dostarczając zbyt wiele bodźców. Rysunki w „XOCO” nadają się zdecydowanie do galerii, bo z osobna są małymi dziełami sztuki, jednak w tym komiksie zaburzają odbiór i narrację. Dlaczego tyle napisałem o warstwie graficznej? Bo to najmocniejsza strona komiksu. Scenariusz Thomasa Mosdiego jest tak sztampowy i nieangażujący, że nie poświęcę mu zbyt wiele uwagi. Wydaje się on wręcz zbędny, ten komiks funkcjonowałby dokładnie tak samo, gdyby go nie było wcale.
Lektura „XOCO” jest najzwyczajniej w świecie nużąca. Mogłoby się wydawać, że brutalny noir, mroczne miasto (przypominające, notabene, „Mroczne miasto” Alexa Proyasa) i urban fantasy przechodzące w lovecraftowski horror to przepis na sukces. Tu się nie udało – wiele scen jest rozpisanych dość bełkotliwie i niezrozumiale, a przecież summa summarum fabuła komiksu jest banalna. Nie znajdziemy w „XOCO” nic odkrywczego, nie zaangażujemy się w historię, a każda kolejna strona będzie odliczaniem do końca. Mam wrażenie, że ten komiks powstał głównie dla Ledroita, aby mógł się popisać i narysować artbook.
Moja ocena omawianego dziś komiksu jest oczywiście bardzo subiektywna. Chyba nawet bardziej niż zwykle, bo dawno nie pamiętam, abym skończył lekturę tak znużony i zmęczony. Ale żeby nie było – na wernisaż Oliviera Ledroita wybrałbym się bardzo chętnie.
Tytuł: XOCO. Cykl 1
Scenariusz: Thomas Mosdi
Rysunki: Olivier Ledroit
Tłumaczenie: Jacek Bartecki
Tytuł oryginału: XOCO Cycle 1
Wydawnictwo: Scream Comics
Wydawca oryginału: Glenat
Data wydania: wrzesień 2025
Liczba stron: 128
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Format: 240 x 320
Wydanie: I
ISBN: 9788368092790



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz