niedziela, 15 lipca 2018

Lanfeust z Troy

Komiksowa radość

Poniższy artykuł można przeczytać również na portalu Esensja.

Gdy na początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku, francuski scenarzysta komiksowy Christophe Arleston i rysownik Didier Tarquin oznajmili, że chcą stworzyć humorystyczną sagę komiksową z gatunku fantasy, wiele osób odradzało im to przedsięwzięcie. To się nie uda, nikt tego nie będzie czytał. Dziś, po dwudziestu czterech latach od premiery pierwszego albumu, wiemy już, że były to obawy bezpodstawne.

Kim jest Lanfeust z Troy? To młody chłopak, uczeń kowala z Glininu, malutkiej wioski, w której, dzięki obecności mędrca Nikoleda, każdy z mieszkańców dysponuje pewną magiczną zdolnością. Lanfeust potrafi stopić wzrokiem metal, co jest niebywale przydatne w jego profesji. Zakochana w nim z wzajemnością córka Nikoleda, wrażliwa i spokojna C’ian, potrafi wyleczyć każdą ranę, ale dopiero po zachodzie słońca. Jej siostra-łobuziara, mocna w gębie C’ixi, potrafi zamienić wodę w lód lub parę (co wykorzystuje na przykład do odparowania wody z balii, w które bierze kąpiel speszony Lanfeust). Takich mędrców-kondensatorów aury magicznej jak Nikoled jest więcej. Niektórzy żyją rozsiani po całym świecie służąc swymi umiejętnościami w innych miastach bądź wioskach, a inni żyją w Eckmul, największym mieście Troy, gdzie znajduje się akademia – miejsce studiów nad magią.


Gdy pewnego dnia do Glininu przybywa krzykliwy i przypominający Don Kichota Kawaler Or Azur, dzierżący złamany miecz, rozpoczyna się przygoda. Lanfeust, któremu zlecono przekucie miecza na nowo, zdobywa niesamowite zdolności, w których oszołomiony Nikoled dostrzega połączenie wszystkich dostępnych magicznych mocy na planecie. To oznacza tylko jedno – Lanfeust jest wybrańcem Magohamotha, mitycznej istoty, od której pochodzi cała magia Troy. Okazuje się, że w rękojeści miecza kawalera Or Azur tkwi kawałek kości Magohamotha, który wyzwolił moce Lanfeusta. Niestety właściciel miecza ani myśli rozstawać się ze swą rodową bronią i szybko opuszcza wioskę. Lanfeust, korzystając z dobrych i sprawdzonych fantastycznych wzorców, zbiera drużynę i rusza na wyprawę. Do niego, Nikoleda, C’ian i C’ixi dołącza po drodze troll Hebius, wielki, włochaty i jurny humanoid, którego krwiożercze zapędy hamuje tylko czar rzucony przez Nikoleda. Pierwszym celem ekipy jest samo Eckmul – przede wszystkim trzeba dokładnie ustalić co tak naprawdę przydarzyło się Lanfeustowi. Pech chciał, że o istnieniu miecza z kością Magohamotha dowiaduje się największy złoczyńca świata Troy – pirat Thanos, obdarzony możliwością teleportacji w dowolne miejsce, które odwiedził w przeszłości.

I tak to się zaczyna. Cała historia o pogoni bohaterów za mieczem kawalera Or Azur, ich konfrontacji z Thanosem, walce o wolność Eckmul, poszukiwaniach Magohamotha zamyka się w ośmiu odcinkach, wydanych ostatnio przez Egmont w dwóch zbiorczych tomach. To żartobliwe i nie stroniące od erotyki i przemocy fantasy dla dorosłych przeistoczyło się z czasem w wielkie, fascynujące uniwersum komiksowe. Oprócz „Lanfeusta z Troy”, mamy jego kontynuację, czyli ośmiodocinkowego „Lanfeusta w kosmosie”; prequel, którego akcja dzieje się kilka tysięcy lat wcześniej – „Zdobywcy Troy”; historię, której głównymi bohaterami są dzikie bestie z lasów, czyli „Trolle z Troy”; bardzo wesołą opowieść o dzieciństwie córek Nikoleda i samego Lanfeusta, zawartą w albumie „Gnomy z Troy”; oraz serial animowany, grę komputerową, czasopismo a nawet encyklopedię napisaną przez autorów komiksu, gdzie znajdziemy szczegółowe opisy geografii i społeczeństw planety. Skąd taka popularność?


„Lanfeust z Troy” to prosta historia fantasy, nie udająca niczego więcej niż jest naprawdę. Typowa opowieść o zwykłym człowieku, który rozwija się od zera do bohatera i któremu towarzyszy wierna załoga. Każdy z ośmiu odcinków rozpoczyna się w jakimś egzotycznym miejscu, którego krótką charakterystykę przekazuje nam narrator na tle dużego, szczegółowo narysowanego kadru obrazującego owo miejsce. Następnie, w dość leniwy sposób, zawiązuje się akcja a bohaterowie dość szybko napotykają niebezpieczeństwo, z którym muszą się rozprawić. I zazwyczaj robią to w bardzo spektakularny sposób. Cała fabuła pędzi zatem etapowo, od punktu a do b, prowadząc bohaterów i czytelnika od jednej lokacji do drugiej. A każda jest bardziej efektowna i oszałamiająca od poprzedzającej.

Christophe Arleston, jeszcze zanim Didier Tarquin narysował pierwszą kreskę komiksu, miał już szczegółowo opracowany wygląd całego świata Troy – jego kontynenty, rasy, kraje, florę, faunę i zasady magii. Odwiedzamy Eckmul, wieczne miasto z jego Akademią i multikulturowym (multigatunkowym?) tyglem; oblężony zamek Or Azur na który spadają głazy miotane z katapult; baronie, wzorowane wedle słów autorów, na średniowiecznej Szkocji; miasto Xingdu w przypominającym starożytne Chiny, królestwie Darshanu, gdzie można podróżować pociągiem napędzanym latawcami; swego rodzaju Olimp Darshanu, gdzie spotkać możemy bogów, których istnienie zależy od siły wiary wyznawców (żyją tu takie indywidua jak Trwoog, bóg trolli; Sparingh, bóg przemocy; Pro-bhabhil, bóg przyszłości i prawdopodobieństwa czy wreszcie Wilgothna, bogini przyjemności); Eseskimoskie Miasto Lodu, Wielki Targ Zamarzniętej Rzeki czy nawet odkrywkowe cmentarzysko fetaurów (gigantycznych jucznych zwierząt, które niczym słonie zmierzają przed śmiercią w wyznaczone miejsce).


Autorzy przyłożyli wielką wagę do każdego elementu swego dzieła. Dopracowana jest nie tylko geografia i scenografia miejsc akcji, ale również pojawiające się na kartach komiksu istoty. Kolosalne fetaury służące jako środki lokomocji; małe obżarłacze, potrafiące w kilka sekund ogryźć kilkutonowe zwierzę do białej kości; pajęczarwy bojowe wykorzystywane w ataku na zamki; najróżniejsze odmiany trolli, czyli najważniejszych obok ludzi mieszkańców Troy; i w końcu sam Magohamoth. Na szczególną uwagę zasługują trolle, potężne owłosione humanoidy, które dorobiły się własnej serii komiksowej i bez których ciężko wyobrazić sobie świat Troy.

Charakterystyczną cechą komiksów o przygodach Lanfeusta jest rubaszny i momentami dość niewybredny humor. „Biedny” i niezbyt doświadczony „w tych sprawach” Lanfeust bezwiednie ulega ciągle z niego żartującej, ale i nie wyzbytej chyba uczuć C’ixi, co prowokuje C’ian do scen zazdrości. Trolle są zawsze jurne i niezmordowane, skore do bitki i wypitki. Autorzy nie stronią też od brutalnych, ociekających krwią (i nie tylko) scen, co do których sami mieli po czasie wątpliwości. Didier Tarquin wspomniał w jednym z wywiadów, że walka z trollem-olbrzymem w Dżunglach Questii była sceną, po napisaniu której zastanawiali się czy nie przekroczyli granic dobrego smaku. Jednak to, co może budzić szczególny podziw, to niebywale inteligentne i czasem dość zakamuflowane nawiązania do współczesnej popkultury i stylu życia.

„Lanfeust z Troy” nie jest komiksem, który trafi do każdego. Można narzekać na slapstick, jowialność, schematyczność i czasem infantylność. Ale można też świetnie się bawić i zapomnieć o otaczającym świecie.

Tytuł: Lanfeust z Troy (tomy 1 i 2)
Scenariusz: Christophe „Scotch” Arleston
Rysunki: Didier Tarquin
Tłumaczenie: Maria Mosiewicz
Tytuł oryginału: Lanfeust de Troy #1-8
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: Editions Soleil
Data wydania: wrzesień 2017, marzec 2018
Liczba stron: 200, 224
Oprawa: twarda
Papier: kredowy Format: 175 x 265
Wydanie: I ISBN: 9788328119680, 9788328119697

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza